Portal optymalizowany dla przeglądarek: IE 7, Opera 9 i nowszych

n_ciekawestrony.jpg

Najpiękniejsze polskie sanktuarium maryjne
 

- S U P E R  G A L E R I A -


Suren Vardanian

Św. Teresa z Lisieux



 -  M A G I S T E R I U M  -


Leon X

Exsurge Domine

- Potępienie błędów

Marcina Lutra


Naszą witrynę przegląda teraz 255 gości 
Ilość odsłon od 7 XI 2008 r. .
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter


 

 

 

 

 

Tajemnice Sandomierza

Sandomierskie wydawnictwo diecezjalne pragnie Cię zaprosić w niezwykłą podróż w czasie do przepięknego królewskiego miasta pełnego tajemnic. Poznaj jedyną na świecie rodzinną strategiczną grę planszową o Sandomierzu! Więcej...

Serce Pana Jezusa

Gorąco polecamy kolejną nowość wydawniczą z Sandomierza! Tym razem to zbiór klasycznych, przystępnych, szczerze katolickich kazań i rozważań wybitnych polskich kaznodziejów w całości poświęcony Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Więcej...

WYWIADY

- Jeśli 13-latka ma jechać na wycieczkę ze szkołą musi mieć pozwolenie od rodziców. Ta sama dziewczyna może mieć wszczepiony implant o działaniu antykoncepcyjnym i wczesnoporonnym bez zgody i wiedzy rodziców. To jest ogromny paradoks. Więcej...

WIADOMOŚCI

Ponad połowa Polaków (51%) jest niezadowolona z polityki państwa wobec rodziny. Przeciwnego zdania jest tylko 9 proc. badanych; 33 proc. wystawia państwu ocenę dostateczną, a 7 proc. nie potrafiło zająć stanowiska w tej sprawie - wynika z sondażu CBOS. Więcej...

CIEKAWOSTKI

Naraziła swe życie, by ocalić nienarodzone dziecko: Pełną poświęcenia postawę chorej na raka kobiety z Nottingham, która nie zgodziła się na aborcję, choć, jak wskazywali lekarze, miał to być ratunek dla niej samej opisuje brytyjska gazeta „Daily Mail”. Więcej...

PUBLICYSTYKA

Jeśli są wątpliwości wokół spowiedzi, trzeba usuwać wątpliwości, a nie spowiedź. „Tygodnik Powszechny” wszczął kampanię przeciwko spowiedzi dzieci przed Pierwszą Komunią Świętą. „Ta praktyka wzbudza coraz większe wątpliwości. Zmieńmy ją!” – apeluje autor. Więcej...

WYWIADY

Nadgarstek sześciolatka nie nadąża za ministerstwem: - Idąc do pierwszej klasy, sześciolatek napotyka wymagania, które go przerastają. - Z Dorotą Dziamską, pedagogiem, dyrektorem Pracowni Pedagogicznej im. prof. R. Więckowskiego w Poznaniu, rozmawia ND. Więcej...

LITERATURA

Ból odczuwany przez poczęte dziecko: Dzięki odkryciom nowoczesnej embriologii wiemy, że podczas dokonywania aborcji płód odczuwa ból. Badania USG i EKG wykazały, że dziecko wewnątrz łona matki reaguje na ból, dotyk, światło, dźwięk, ciepło, zimno. Więcej...

DZIECIARNIA

Św. Teresa z Lisieux: Ten wspaniały dzień wydawał mi się teraz taki odległy! Przez osiem długich i nużących miesięcy będę musiała jeszcze gorliwiej pracować na moją suknię ślubną, przyozdabiając ją, najlepiej jak tylko potrafię, pięknem modlitwy i ofiary. Więcej...

Pąsowy liść klonu

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu z prawdziwą przyjemnością prezentuje swą najnowszą książkę - powieść Andrzeja Sarwy o legendarnym bohaterskim poświęceniu Haliny, córki Piotra z Krępy, ratującej Sandomierzan przed Tatarami. Więcej...

Chesterton

Wysmakowana lektura na długi zimowy wieczór! Sandomierskie wydawnictwo diecezjalne wydało kolejną perełkę pióra Gilberta Keitha Chestertona. To „Kościół katolicki i konwersja” – brawny opis intelektualnej drogi autora do swego nawrócenia. Więcej...

http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/857282baner_gra.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/947686baner_Rekolekcje_z_Sercem_Jezusa.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/362249rzeka.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/156334baner2.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/944988baner7.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/984376baner8.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/675643baner4.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/857434kominek.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/483044baner9.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/293706baner_Pasowy_lisc_klonu.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/508066baner_chesterton.jpg
http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/ciekawostki/36-ciekawostki/27596-sandomierskie-tajemnice http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/ciekawostki/36-ciekawostki/27162-rekolekcje-z-sercem-jezusa http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/wywiady/35-wywiady/27972-edukacja-seksualna-nie-bierzcie-z-nas-przykadu http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/wiadomoci/6-wiadomosci/27967-polacy-negatywnie-o-polityce-prorodzinnej-rzdu http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/ciekawostki/36-ciekawostki/27975-narazia-swe-ycie-by-ocali-nienarodzone-dziecko http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/publicystyka/5-komentarze/27980-szkodliwo-przebaczenia http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/wywiady/35-wywiady/27964-nadgarstek-szeciolatka-nie-nada-za-ministerstwem http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/rodzinakatolickadorosli/31-literatura/27939-bol-odczuwany-przez-poczte-dziecko http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/rodzinadzieciimlodziez/32-dzieciarnia/27937-w-teresa-z-lisieux-ycie-w-klasztorze http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/ciekawostki/36-ciekawostki/26864-psowy-li-klonu http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/ciekawostki/36-ciekawostki/25749-nawrocenie-chestertona
 

Prawdomówność i jej granice PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 
środa, 25 listopada 2009 16:36

Pozostaje jeszcze omówienie tego, co jest specyficznym wykroczeniem przeciw podstawowemu prawu mowy - służeniu prawdzie - a jest nim nieprawda, nie byle jaka wszakże, ale świadoma, ta, którą nazywamy kłamstwem. 

Człowiek może się jej dopuszczać uczynkami, postępowaniem, zachowaniem i wtedy mówimy o udawaniu, fałszywości, obłudzie, dwulicowości, czy też hipokryzji; najczęściej zdarza się ono w słowach, gdy nie zgadzają się one z tym, co myślimy. Zagadnieniu prawdy w słowie poświęcimy tu zatem specjalną uwagę, ale przedtem krótko zatrzymamy się nad problemem prawdy w postępowaniu oraz obłudą i hipokryzją, będącymi jej brakiem. 

Cnotę świadczącą o zgodzie między tym, co myślimy i głosimy, a naszym postępowaniem, nazywamy prostotą i Pismo święte wielokrotnie ją nam poleca. W Starym Testamencie wspomina ją szczególnie Księga Przysłów, a w Nowym mamy wyraźne wezwanie do niej w słowach Chrystusa: "Bądźcie roztropni jak węże, a prości jak gołębice". św. Paweł często wraca do prostoty łącząc ją z innymi cnotami - ofiarnością i posłuszeństwem.

Istotnie, prostota sprawia, że człowiek pragnie posiadać cnoty dla nich samych, praktykuje je, ale nie udaje, że już je posiadł i nie popisuje się uczynkami. "Obłudni i fałszywi wywołują gniew Boży", czytamy w Księdze Hioba, a Chrystus w Kazaniu na górze w bardzo surowych słowach potępił obłudę w dziedzinie jałmużny, modlitwy i postu.

Gorzej, gdy z udawaniem zalet lub przymiotów, których się nie ma, łączy się wynoszenie nad innymi, karcenie ich i strofowanie. W Kazaniu na górze Chrystus poświęca dłuższy fragment tym objawom obłudy: "Czemuż to widzisz źdźbło w oku brata twego, a belki w oku twoim nie widzisz? Albo jak mówisz bratu twemu: pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego - a oto belka jest w oku twoim. Obłudniku! Wyrzuć najpierw belkę z oka twego, a wtedy zobaczysz, jak wyrzucić źdźbło z oka brata twego".

Najcięższe jest to jednak przewinienie u tych, którzy stoją na świeczniku i którzy na mocy swego urzędu innych winni pouczać - przede wszystkim przez dobry przykład - o tym, jak żyć wedle prawa Bożego. Obłudę, odnoszącą się już nie do jednej tylko cnoty, ale obejmującą całość życia moralnego, nazywamy hipokryzją. Hipokryta udaje całkiem innego człowieka, niż jest nim w istocie, chciałby uchodzić za wzór doskonałości, której wymaga od innych, a o nią w istocie wcale nie dba. Właśnie to Chrystus kilkakrotnie i nader mocno napiętnował u faryzeuszów, których nazwa stała się od tego czasu synonimem hipokryzji. W przededniu swej śmierci publicznie mówił do rzeszy, którą nauczał, aby strzegła się kwasu faryzejskiego, którym jest obłuda, a później nie zawahał się wprost napiętnować przywódców Izraela ośmiokrotnie rzucając im w twarz "Biada wam doktorowie i faryzeusze obłudnicy ... węże, rodzaju jaszczurczy...".

Jeśli przez prawdę życia rozumiemy zgodność między przekonaniami a postępowaniem, to jest jasne, że można się od niej odchylać na dwa sposoby. Najpierw można nie żywić przekonań i naginać się do nich tylko zewnętrznie, na tym właśnie polega obłuda. Można też mieć szczere przekonania, ale nie stosować się do nich w swym postępowaniu z powodu niedomagań charakteru. Trudno orzec, która postać nieprawdy w życiu jest gorsza, choć gdy chodzi o wzgląd na samą prawdę, to obłuda bardziej się jej sprzeciwia. Jest ona też gorsza z tego względu, że bardziej zaśle-pia, głębiej opanowuje obyczaj i stąd jest też o wiele trudniejsza do uleczenia. Prawdę życia należy cenić bardzo wysoko. Jej ideał i wymagania winny być przedstawiane młodzieży od wczesnych lat jasno i wyraźnie, a odchylanie się od niej w życiu prywatnym i społecznym, nie powinno być pozostawione bez napiętnowania. Przejdźmy jednak do prawdy i nieprawdy w mowie, bo nimi trzeba się zająć dłużej. Cnotę, która ma rządzić naszą mową, nazywamy prawdomównością (przeciwna jej wada to kłamliwość). Należy ona do grupy kardynalnej cnoty sprawiedliwości, bo normuje nasze stosunki z bliźnimi i każe uwzględniać ich uprawnienie do tego, by słyszeć od nas to, co jest prawdą, przynajmniej w naszym przekonaniu. Nieraz jednak możemy się pomylić i powiedzieć coś, co nie odpowiada rzeczywistości; będzie to więc nieprawda, ale nie musi to jeszcze być kłamstwem. Mowa bowiem jest nam dana po to, aby wyrażać to, co myślimy - naczelnym jej prawem jest zgodność słowa i myśli - choćbyśmy się nawet w naszym myśleniu mylili, przewinieniem zasadniczym będzie tu więc niezgodność słowa nie z rzeczywistością, a z myślą, z przekonaniem mówiącego. Tak więc nawet wtedy, gdy słowa - przypadkiem - są zgodne z rzeczywistością, to kłamiemy, jeśli nie są one jednocześnie w zgodzie z naszą myślą. Niektórzy gotowi są sądzić, że istotą zła w kłamstwie jest wprowadzenie bliźniego w błąd, ale jest ono tylko skutkiem zła; kłamstwo, które nikogo nie wprowadza w błąd jest tak samo przewinieniem przeciw prawu Bożemu, danemu nam wraz z darem mowy i nakazującemu zgodność mowy i myśli. Cnota prawdomówności, aczkolwiek pokrewna sprawiedliwości, nie stawia wymagań tak, jak podstawowe cnoty tej grupy np. uczciwość: wymagania te są tu bardzo ścisłe, ale tylko ze strony negatywnej - zakazuje ona mówić świadomie nieprawdę, czyli kłamać, ale ze strony pozytywnej nie daje żadnych wskazań, gdzie, kiedy i ile prawdy należy mówić. Uprawnienia ludzi do poznania prawdy, a tym bardziej obowiązek, aby ją im podawać do wiadomości, są bardzo ograniczone. Wprawdzie w dziedzinie teorii można powiedzieć, że wszyscy są równouprawnieni pod względem poznania prawdy o otaczającym nas świecie, ale nie ma nikogo, kto miałby obowiązek zawsze i wszędzie opowiadać wszystkim to, co sam z tej prawdy poznał. Granice te są jeszcze węższe w sferze praktyki, życia osobistego, mającego swe tajemnice, nie nadające się do ujawnienia. Szczególnie tu prawdomówność nie wymaga, abyśmy poznaną prawdę wszystkim podawali do wiadomości; rzeczą roztropności jest wskazać co, kiedy i jak wolno ujawnić z tej dziedziny. Widzieliśmy w poprzednim paragrafie, że obmowa polega właśnie na mówieniu prawdy, której nie wolno ujawnić. Prawdomówność winna się zatem liczyć z wymaganiami innych cnót, a przede wszystkim ze ścisłą sprawiedliwością w dziedzinie poszanowania czci i sławy, a następnie też i w innych dziedzinach, gdzie czy to kłamstwo, czy też niedozwolone ujawnienie prawdy może bliźniemu przynieść krzywdę. Słowem - między mówieniem prawdy i kłamstwem jest środek, tj. milczenie, i rzeczą cnoty jest tutaj zarówno powstrzymywanie od kłamstwa, jak i od mówienia choćby najprawdziwszych rzeczy, których nie należy lub nawet nie wolno opowiadać.

Doprowadza nas to do problemu dochowania sekretu albo tajemnicy. Największa bowiem trudność w sporach o dopuszczalność w pewnych warunkach kłamstwa zjawia się wtedy, gdy zachodzi konflikt między zakazem kłamstwa i obowiązkiem dochowania sekretu.

Już z prawa przyrodzonego wynika, że jesteśmy obowiązani, jak to właśnie wspomnieliśmy, zachować w sekrecie wszystko, co dotyczy osobistego, prywatnego życia bliźnich, a czego rozgłoszenie mogłoby im wyrządzić krzywdę. Wymaga tego od nas już sama przyrodzona uczciwość, nad którą powinna w szczególny sposób czuwać miłość bliźniego. Dyskrecja polega na tym, aby wszystko, co do nas dojdzie jakąkolwiek drogą, choćby przypadkiem, z dziedziny, którą każdy pragnie mieć zamkniętą i niedostępną dla innych, chować w tajemnicy i nawet samym zainteresowanym nie dać poznać, że coś o ich osobistych, prywatnych sprawach doszło do naszej wiadomości. Nieliczenie się z tym przyrodzonym obowiązkiem sekretu łatwo może stać się obmową, potwarzą lub plotką i obarczyć sumienie grzechem ciężkim.

Nieraz jednak zachowanie sekretu może nas obowiązywać jeszcze w większym stopniu, a mianowicie gdy zwiążemy się obietnicą zachowania go. Mamy tu dwa stopnie: sekret obiecany (secretum promissum), gdy ktoś powierzył nam tajemnicę, poprosił potem o jej nieujawnienie, a myśmy mu to obiecali. Jeszcze bardziej wiąże nas tzw. sekret zlecony (secretum comissum), przed którego powierzeniem postawiono nam warunek nieujawniania i warunek ten przyjęliśmy. Do sekretów zleconych zalicza się tajemnice zawodowe, obowiązujące duchownych, lekarzy, adwokatów, bankierów itp. Choć bowiem nie stawia się im za każdym razem warunku zachowania tajemnicy, to jego istnienie jest oczywiste w dziedzinie poufnych spraw osobistych, a spełnienie tego warunku należy do obowiązków, których strzeże prawo cywilne.

Wolno oczywiście nie dać obietnicy zachowania sekretu i odmówić jego wysłuchania. W pewnych przypadkach wolno od razu oświadczyć, że się nie bierze obowiązku zachowania tajemnicy. Nieraz bowiem ludzie próbują związać innych taką obietnicą, aby mieć wolne ręce w urzeczywistnianiu zamiarów, nie zawsze godziwych. Podobnie jak w każdej umowie, może tu zajść konieczność wypowiedzenia obietnicy dotrzymania sekretu, o ile wskutek zmiany okoliczności utrzymanie go zagraża dobru publicznemu lub też dobru osób trzecich. Ma to miejsce szczególnie wtedy, gdy obietnica została otrzymana podstępnie, z widoczną złą wolą wyzyskania tak zapewnionego sobie milczenia.

Poza tymi rzadkimi przypadkami zachowanie tajemnicy, której obiecało się nie wyjawiać, jest obowiązkiem bardzo ważnym i stanowi wyraźną linię graniczną dla obowiązku prawdomówności, na miejsce którego wchodzi tu obowiązek milczenia, dyskrecji.

W życiu społecznym, rodzinnym, zawodowym, nawet towarzyskim, odgrywa ona bardzo ważną rolę i to nie tylko, gdy chodzi o tajemnicę obiecaną albo zleconą, ale i o to, do czego jest się obowiązanym z prawa przyrodzonego. Stwarza ona atmosferę zaufania zapewniając, że braki, od których nikt nie jest wolny, nie będą ujawniane bez koniecznej potrzeby i że sprawy, które winny dojrzewać w cichości i ukryciu, nie będą rozgłaszane przedwcześnie. Toteż w programie wychowania młodzieży zaprawianie już od wczesnych lat do dyskrecji nie powinno być pomijane.

Pismo święte kładzie szczególny nacisk na doniosłość dyskrecji dla zachowania przyjaźni: "Kto odkrywa tajemnicę przyjaciela, traci zaufanie i nie znajdzie przyjaciela po myśli swej. Miłuj bliźniego i złącz się z nim wiernością; lecz jeżeli odkryjesz tajemnicę jego, nie masz już co biec za nim... Jakby kto wypuścił ptaka z ręki, takeś wypuścił przyjaciela twego, a nie uchwycisz go ... Nawet po złorzeczeniu jest pojednanie, ale objawić tajemnicę przyjaciela nie zostawia już tej nadziei nieszczęśliwcowi".

Milczenie obowiązuje najbardziej w sekrecie sakramentalnym, od którego nikt, nigdy, w żadnych okolicznościach, nie może zwolnić. Chwałą Kościoła jest, że nigdy poważnie nie bywa mu stawiany zarzut nadużywania tajemnicy spowiedzi, a męczennicy, którzy jak św. Jan Nepomucen, woleli postradać życie, niż ujawnić to, co słyszeli jako szafarze sakramentu pokuty, dowodzą najlepiej, jak poważnie bywa pojmowany ten obowiązek. świadczy o tym i prawo kanoniczne, które surowo karze kapłana, który choćby tylko przez nieuwagę, wyjawił wprost coś, co stanowi materiał spowiedzi.

Ustaliwszy granicę prawdomówności od strony nadmiaru, podejdziemy teraz do niej od strony niedomiaru. Jest ona, gdy chodzi o świadome mówienie wbrew swej myśli, o wiele ściślejsza i wyraźniejsza. Człowiek może się nieraz wahać - czy coś prawdziwego powiedzieć, czy też zamilczeć - ale żadnego wahania nie może być, gdy chodzi o kłamstwo, tj. o mówienie nieprawdy poznanej jako taka. Nikt nie potrafi uchronić się zupełnie od błędów i pomyłek, i nieraz w tym, co będzie mówił, znajdzie się nieprawda; nieraz może to być skutkiem niedbalstwa w poznaniu prawdy. Nie jest to jednak kłamstwem, bo nie jest mówieniem czegoś przeciwnego prawdzie, którą zna. Nikt też, niestety, nie uchroni się zupełnie od subiektywnego widzenia prawdy ze względu na swój temperament, skłonności, mniej lub bardziej zakorzenione wady. Nieraz nada to temu, co mówi i co jest prawdą, pewną domieszkę nieprawdy, co inni dostrzegą. W tym sensie mówi Psalmista, a za nim św. Paweł: "Każdy człowiek jest kłamca". Człowiek zawini tu w tej mierze, w jakiej nie opanował swych skłonności i nie ujął ich w karby cnót z roztropnością na czele. Ona to, jak widzieliśmy wcześniej, winna utrwalić w duszy cechę prawości, a jej istnienie bez umiłowania prawdy nie jest możliwe. Tych odchyleń od prawdy nie nazywamy kłamstwem, póki nie są świadomą niezgodnością między tym, co się myśli, a tym, co się mówi.

Tak określane kłamstwo nigdy i w żadnych okolicznościach nic może być dozwolone, jest ono bowiem odwróceniem się od przeznaczenia jakie dał Bóg, stwarzając naszą naturę obdarzoną rozumem, jest w szczególności przewinieniem przeciw życiu społecznemu, do którego Bóg nas przeznaczył z naszej natury i którego jednym z głównych warunków jest zaufanie do ludzkiej prawdomówności. Kłamstwo samo w sobie, jeśli abstrahować od jego celu, nie stanowi grzechu śmiertelnego, nie sprzeciwia się bowiem bezpośrednio ani miłości Boga, ani miłości bliźniego. Jest ono nieposłuszeństwem prawu, złożonemu w naszej naturze przez Boga, ale wprost się do Niego nie odnosi. Grzechem śmiertelnym staje się ono dopiero wtedy, gdy zmierza do czegoś, co sprzeciwia się wprost miłości Boga albo bliźniego, gdy zaprzecza lub przeinacza prawdy objawione lub też wyrządza krzywdę bliźniemu. Z tego jednak, że kłamstwo samo w sobie jest tylko grzechem powszednim, nie wynika bynajmniej, aby można było na nie pozwalać i zwalniać się w pewnych przypadkach od obowiązku prawdomówności. Widzieliśmy, że dar mowy jest ściśle związany z darem rozumu, dzięki któremu człowiek jest w stanie poznać prawdę. Używać go zatem przeciw tej prawdzie, to grzeszyć przeciw samemu rozumowi i obracać przeciw niemu to narzędzie, za pomocą którego ma się on porozumiewać z bliźnimi i jednoczyć ich na chwałę Bożą. Toteż w życiu społecznym kłamstwo jest zawsze piętnowane i nawet ci, co się nim posługują, nie odważą się go polecać, ale przeciwnie potępiają je i zachwalają prawdomówność. Rzadkie są przypadki cynizmu odważającego się na jawne doradzanie kłamstwa w życiu prywatnym i publicznym, jak to czynił Hitler w "Mein Kampf".

W Piśmie świętym, szczególnie w Księdze Przypowieści, będącej kodeksem dobrych obyczajów w społeczeństwie, kłamstwo jest przedstawiane jako szczególnie nienawistne Bogu, bo jest On samą prawdą i źródłem wszelkiej prawdy. Chrystus wymienia je wprawdzie tylko raz, ale po to, by wskazać na ojca kłamstwa - na diabła. Faryzeuszom, szczycącym się, że są potomstwem Abrahama, odpowiada On: "Wy z ojca diabła jesteście i pożądania ojca waszego czynić chcecie. On był zabójcą od początku i w prawdzie się nie ostał, bo nie ma w nim prawdy; gdy mówi kłamstwo, z własnego mówi, gdyż kłamcą jest i ojcem kłamstwa".

Stąd też etyka chrześcijańska stała niezmiennie na stanowisku, że kłamstwo, aczkolwiek nie jest złem tego rodzaju, że odwraca nas samo przez się od Boga, jest jednak złem w sobie i dlatego nigdy nie może być dozwolone dla ułatwienia sobie życia. Przyrodzona etyka filozofów mocno uległa na tym punkcie utylitaryzmowi: wśród jej koryfeuszów mało jest takich, którzy głosiliby absolutną niedozwoloność kłamstwa. W starożytności zaliczyć do nich należy Arystotelesa, podczas gdy idealista Platon był za dopuszczalnością kłamstwa. Na nowożytną filozofię fatalnie podziałało stanowisko, jakie zajął w tej sprawie Luter, który w dyskusjach z heskim Landgrafem jak i Melanchtonem dowodził, że wolno kłamać dla dobra społecznego. Toteż od czasów reformacji wielu filozofów stanęło na stanowisku dopuszczalności kłamstwa zwanego przez Niemców Notluge (kłamstwo z konieczności): Grotius, Puffendorf, Voltaire, Schopenhauer, z nowszych Jehring, Wundt, Paulsen i tylu innych. Chwalebny wyjątek stanowi tu Kant, który wychowany w środowisku pietystycznym, oparł się w tym miejscu wpływom Lutra, a po nim i Fichtego.

Przyjrzyjmy się jednak dokładniej różnym przejawom kłamstwa. Zajmiemy się najpierw różnicami, wynikającymi z zamiarów, jakie ma ten, co kłamie, zaś o wpływie różnych usposobień ludzkich na kłamstwo będziemy mówić w punkcie ostatnim, traktującym o wychowaniu prawdomówności.

Otóż ogólnym celem kłamiącego jest wprowadzenie słuchacza w błąd przez ukrycie przed nim prawdy, ale ten cel ogólny może być jeszcze podporządkowany innemu. I tak [można kłamać by] żartować i wzbudzić śmiech albo by komuś pomóc i ułatwić mu wyjście z trudnej sytuacji, albo wreszcie by zaszkodzić. Nieraz dwa ostatnie cele łączą się, gdy kłamstwo jednym pomaga, a innym szkodzi, bywa też, że to, co kłamca uważa za pomoc, w istocie więcej szkodzi niż pomaga.

Najlżejszym przewinieniem, przeciwko któremu obyczaj chrześcijański zbyt silnie nie protestuje, jest kłamstwo żartobliwe, mające na celu wywołanie śmiechu. Odnosi się ono do rzeczy błahych, bez znaczenia, nikomu nie robi krzywdy i przemija szybko, gdy prawda się ujawni.

Najgorsze jest kłamstwo złośliwe, popełniane wprost z zamiarem zaszkodzenia komuś, jak to ma miejsce w przypadku potwarzy lub oszczerstwa, czy z zamiarem osiągnięcia korzyści, z którą połączona jest cudza szkoda, jak np. w sprawach majątkowych. Pierwsze, rzecz jasna, gorsze jest od drugiego, bo zwraca się wprost przeciw miłości bliźniego. Ono też jako to, co jest w dziedzinie kłamstwa najgorsze, jest zakazane przez VIII przykazanie. Nad kłamstwem złośliwym nie mamy się co dłużej zatrzymywać, gdyż nikt nie będzie twierdzić, że może być ono dozwolone. To samo można powiedzieć o kłamstwie, które jednym szkodzi, a drugim pomaga. I ono nie jest dopuszczalne, nie wolno bowiem czynić zła, aby uzyskać dobro. Tu już jednak sumienia ludzkie są mniej czułe i nieraz widzimy, że kłamstwo bywa używane na korzyść jednych, ale ze szkodą wielu innych; ma to szerokie zastosowanie w polityce, w której kłamstwo pleni się odwiecznie.

Największe trudności praktyczne sprawia zagadnienie kłamstw usłużnych, popełnianych na czyjąś korzyść i nikomu nie szkodzących, szczególnie takich, które mogą uratować bliźniego od wielkiego nieszczęścia, od śmierci, utraty majątku lub sławy, lub nawet ustrzec od grzechu. Nie sposób nie przyznać za św. Tomaszem, że im większej wartości jest dobro, które ma być uratowane, tym mniejsza jest wina takiego kłamstwa. Ale to jest już wszystko, w czym można ustąpić, bo dobra intencja przyjścia z pomocą ma swoją wartość w oczach Bożych, ale nie może sprawić, aby stał się dozwolony czyn nie odpowiadający prawu ustanowionemu przez tegoż Boga. Ten, który dopuszcza się tu kłamstwa, winien był bez niego, inną drogą, starać się uzyskać ten sam skutek.

Zwróćmy zresztą uwagę na to, że jak to już powiedzieliśmy, sąd o tym, co jest korzystne, bywa bardzo subiektywny, szczególnie wtedy, gdy chodzi o własne sprawy. Każdy, kto kłamstwem broni się od następstw jakiegoś przewinienia, działa na swoją korzyść, często nie szkodząc przy tym nikomu. Pozwólmy na takie kłamstwa, a ładnie będzie wyglądać karność społeczna, a w szczególności wychowanie dzieci. Ale i w cudzych sprawach sąd o tym, co jest korzystne, jest bardzo względny i niepewny, tak iż często usłużnym kłamstwem można komuś dogodzić chwilowo, a w istocie rzeczy zaszkodzić, weźmy choćby okłamywanie chorych, gdy zagraża im bezpośrednio śmierć. Jasne, że gdyby etyka zezwoliła na kłamstwa tego rodzaju, otworzyłaby na oścież drzwi nieprawdzie w stosunkach międzyludzkich i podkopałaby zaufanie, jakie bliźni winni mieć do tego, co słyszą od drugich.

Ale są przypadki, gdzie zagadnienie prawdomówności spotyka się ze szczególnymi trudnościami, a mianowicie wtedy, gdy powstaje konflikt między obowiązkiem mówienia prawdy i obowiązkiem zachowania tajemnicy, zaś sprawy nie można rozwiązać samym milczeniem i trzeba coś odpowiedzieć. W takich przypadkach wolno zawsze, jak uczy św. Augustyn, a za nim św. Tomasz, prawdę ukryć roztropnie, tak by w słowach, które będą powiedziane, nie została poznana, ale też żeby nie były one przeciwne myśli mówiącego, czyli aby nie zawierały kłamstwa: "Licet veritatem occultare sub aliqua dissimulatione".

Zagadnienie to jest nader drażliwe i wiemy, ile oskarżeń padało z tego tytułu pod adresem etyki chrześcijańskiej. Nie należy się jednak nimi zbyt przejmować, gdyż najczęściej pochodzą one z zupełnego nierozumienia zagadnienia, któremu nieraz towarzyszy faryzejskie zgorszenie. Ilu takich, którzy oburzają się na doktrynę o restrykcjach w mowie, nie cofa się przed zwykłym kłamstwem i tylko swym oburzeniem chce to ukryć i stworzyć pozór wielkiego dbania o prawdomówność. Źródłem nieporozumienia jest tu zwykle brak zrozumienia, na czym polega w swej istocie kłamstwo i przesuwanie punktu ciężkości z niezgodności między myślą a słowem na wprowadzenie bliźniego w błąd lub utrzymywanie go w błędzie. Niejeden uważa, że każdy ma prawo znać każdą prawdę i niewyjawienie jej jest przewinieniem przeciw temu prawu. I dalej sądzi się, że odpowiedź przysłaniająca prawdę ma na celu wprowadzenie bliźniego w błąd albo utrzymanie go w nim, a to także jest szkodzeniem mu, bo jest czymś złym posiadanie o czymś nieprawdziwych wiadomości.

Otóż jak to wykazaliśmy powyżej, nikt nie ma prawa znać wszelkiej prawdy, szczególnie gdy chodzi o prywatne, osobiste życie bliźnich, zatem nie może tu być mowy o nieposzanowaniu prawa do poznania prawdy. Następnie w odpowiedzi zasłaniającej prawdę nie ma bynajmniej zamiaru wprowadzenia kogoś w błąd lub utrzymania go w nim, a tylko utrzymanie go w nieznajomości prawdy, której znać nie ma prawa, a to zupełnie co innego. Kto opowiada bliźniemu rzecz nieprawdziwą, czyni to z zamiarem oszukania go, czyli wprowadzenia w błąd, i to jest, rzecz oczywista, niedozwolone. Kto natomiast odpowiada w sposób ukrywający prawdę, takiego zamiaru nie ma, i jeśli pytający dojdzie do błędnego mniemania, będzie to poza zamiarem odpowiadającego, który tylko nie chciał dać poznać tego, czego tamten nie miał prawa wiedzieć. Błędne mniemanie u pytającego będzie jego własną winą, jako następstwo niedyskretnego pytania. Temu błędnemu mniemaniu odpowiadający nie mógł zapobiec i nie był do tego obowiązany, ale też nie zamierzał go wywołać. Zresztą dodajmy, że w ogromnej większości takie niedyskretne pytania i odpowiedzi ukrywające prawdę nie wywołują żadnego błędnego mniemania u pytającego, bo usłyszawszy odpowiedź, z której nic nie można wywnioskować, przestaje się zwykle sprawą zajmować. Zarzut ukrywania prawdy i wprowadzania z rozmysłem w błąd nie wytrzymuje więc krytyki. Ci, którzy go stawiają, nie biorą wcale pod uwagę, że obok obowiązku prawdomówności jest obowiązek dochowania tajemnicy i gdy nastąpi między nimi konflikt, nie wolno o tym drugim zapominać. I nie chodzi tu tylko o tajemnice zlecone lub obiecane czy zawodowe, ale co się zdarza o wiele częściej, o zwykłe tajemnice przyrodzone, obejmujące to wszystko, co wiemy o prywatnym życiu bliźnich, a co się nie nadaje do rozgłaszania. Winniśmy być jedni względem drugich stróżami dobrej sławy i ukrywać te braki, przywary czy wady, od których nikt nic jest wolny, przed niedyskretnymi pytaniami ludzi, którym nic do tego, a którzy gotowi są potem je rozgłosić.

Tak, ale jak robić, aby ukryć prawdę, a jednak nie skłamać? Nie wszystkie sposoby, które polecano, mogą być uznane za godziwe. W szczególności tak zwana restrykcja myślna właściwie mało czym różni się od kłamstwa. Polega ona na tym, aby w odpowiedzi zataić jedno słowo, mianowicie to, które by prawdę wydało, tak że w rzeczywistości słowa wypowiedziane nie odpowiadają całej myśli mówiącego. Jeśli ktoś na zapytanie, czy widział dziś kogoś ze znajomych, odpowie, że tak, dodając w myśli, że widział go na fotografii, popełni niedozwoloną restrykcję myślenia, bo pytającemu chodziło o żywą osobę, a nie jej wizerunek. Jeśli natomiast odpowie, że tak, bo widział go z daleka na ulicy, nie będzie to restrykcja myślna i słowa jego będą ściśle odpowiadać prawdzie, choć nie zadowolą pytającego, który pod pytaniem "czy widziałeś" rozumiał może spotkanie i rozmowę. Nieraz ten drugi sposób odpowiedzi zwykło się nazywać restrykcją słowną w przeciwieństwie do restrykcji myślnej, ale właściwie nie należy tu używać terminu restrykcja, gdyż nie ma tu miejsca żadne ograniczenie albo nadawanie w myśli innego znaczenia wyrazom użytym przez pytającego, a tylko skorzystanie z tego, że pytanie jego było ogólnikowe albo dwuznaczne, co pozwalało odpowiedzieć na nie w tym sensie, w jakim on spodziewał się odpowiedzi, i utrzymać go w niewiedzy.

Restrykcję myślna Kościół potępił w momencie, gdy zaczęto ją polecać, tj. w czasie walki z laksyzmem w XVII wieku (Denz. 1176-1177). Nie potępił natomiast nie zawierających nieprawdy form ukrywania myśli, będących w ogólnym użyciu nawet u tych, którzy na tym punkcie krytykują tolerancję Kościoła, jakoby nie dość wymagającego w dziedzinie prawdomówności.

Klasycznym przykładem takiego prawdziwego wypowiedzenia swej myśli, które jednak pozostawiło słuchaczy w niewiedzy tego, o co im chodziło, są słowa Chrystusa o udaniu się do Jerozolimy na święto Kuczek. Bracia Jego, tzn. bliższa rodzina, wśród której niejeden nie wierzył w Jego posłannictwo, pragnęli, aby się tam udał razem z innymi i zarówno po drodze, jak i na miejscu w Jerozolimie zwrócił na siebie uwagę swymi uczynkami, tj. cudami i nauką. "Odejdź stąd, mówili Mu, a idź do Judei, żeby i Twoi uczniowie widzieli dzieła Twoje, które czynisz. Nikt bowiem niczego w skrytości nie czyni, ale sam chce być na widoku. Jeśli te rzeczy czynisz, okaż się światu". Ale właśnie tego rozgłosu Chrystus nie chciał, toteż na wezwanie do wspólnego, jawnego udania się na święto odpowiedział: "Idźcie na ten dzień święty, ja zaś nie pójdę na ten dzień święty, bo mój czas jeszcze się nie wypełnił". Odmowa Jego odnosiła się do wspólnej, jawnej pielgrzymki, natomiast co do udania się w tym czasie do Jerozolimy, Chrystus chciał utrzymać swych krewnych w niewiedzy i dopiero, gdy oni odeszli, udał się tam "nie jawnie, ale jakby potajemnie" i "gdy już było w połowie święta, wszedł do świątyni i nauczał"19. Mamy tu więc z najwyższych ust przykład, jak wolno ukryć w wypowiedzi to, czego nie pragnie się ujawnić, i utrzymać słuchaczy odnośnie do tego w niewiedzy.

Dobrym sposobem pozostawienia wypytującego w niewiedzy jest odpowiadanie na pytanie pytaniem, w którym kłamstwa być nie może. Gdy ktoś zapyta: czy wiesz, co się stało, zamiast "wiem" albo "nie wiem", można rzec: "a cóż takiego?" albo - "skąd miałbym to wiedzieć?" I tu z ust samego Chrystusa mamy przykład takiej odpowiedzi, kiedy na pytanie uczniów idących do Emaus, czy doprawdy nie wie, co się w tych dniach działo w Jerozolimie, nie odpowiada, że wie doskonale i to lepiej od nich, ale chcąc utrzymać ich na razie w niewiedzy, kim jest, i dać się im wyżalić z powodu zawodu, jaki ich spotkał, odpowiada krótko pytaniem: cóż takiego?

Aby w takich przypadkach znaleźć odpowiedź, która odpowiadałaby obu wymaganiom — prawdomówności i niewyjawiania lego, czego nie wolno wyjawić, trzeba przede wszystkim panować nad językiem, a więc nie być gadułą, trzpiotem, który bezmyślnie plótłby o wszystkim, ale człowiekiem mówiącym z zastanowieniem i liczącym się ze słowami. Nie chodzi też o to, aby wolno było wciąż, bez żadnej racji, używać takiego ukrywania myśli, choćby bez uciekania się do kłamstwa. Mogłoby to łatwo przerodzić się w skrytość, nieszczerość, nawet w hipokryzję. W wielu przypadkach nie wolno prawdy ukrywać: gdy ten, który o nią pyta, ma prawo ją znać, a pytany ma obowiązek ją wyjawić. W innych przypadkach, gdy ujawnienie jej nie jest obowiązkowe, może być ono nakazem roztropności i miłości, mogąc okazać pomoc, przynieść światło i uspokojenie. W takich razach może być dopuszczalne nawet dopuszczenie osób o wypróbowanej dyskrecji do tajemnicy. Będą jednak tajemnice zupełnie niedopuszczające wydania ich innym i tu już będzie ścisły obowiązek znalezienia takiej odpowiedzi, która nie wykraczałaby przeciw prawdzie, a jednak zagradzała drogę nieuprawnionym pytaniom. W takich chwilach należy uciec się do tego z darów Ducha świętego, który nazywamy darem rady, i w myśl obietnicy Chrystusa zaufać, iż danym nam będzie z góry, co mamy odpowiedzieć.

Szczególnie trudne są przypadki, gdy ktoś jest zupełnie zdecydowany wedrzeć się do cudzych tajników i dowiedzieć się prawdy, której nie ma prawa znać, a którą podejrzewa. Taki, nie zadowalając się odpowiedziami ogólnikowymi lub dwuznacznymi, może zażądać odpowiedzi jasnej, "tak" lub "nie", na bardzo ściśle postawione pytanie, przy czym da do zrozumienia, że odmówienie odpowiedzi będzie utwierdzeniem go w podejrzanej prawdzie, którą właśnie należy przed nim ukryć. Otóż gdy konflikt między prawdą a tajemnicą dojdzie do tego stopnia napięcia, obowiązek prawdomówności będzie musiał przeważyć nad obowiązkiem chronienia tajemnicy. W takich przypadkach należy odmówić odpowiedzi, nie zważając na to, jakie wnioski z tej odmowy wyciągnie pytający. Jeśli utwierdzi się w wiadomości, którą się przed nim ukrywało, to uczyni to jak rabuś, który wkrada się do cudzego mieszkania, bronionego do ostatka przez jego wiernego stróża. Nie będzie to bynajmniej wydaniem tajemnicy, bo nikt nie może być obowiązany do chronienia jej przy użyciu kłamstwa. Wielu uważa, że w przypadkach sekretu zawodowego wolno powiedzieć: "nie wiem", rozumiejąc przez to, że jeśli się coś w tej dziedzinie wie, to tylko wiedzą, której nikomu nie wolno udzielać. Szczególnie ma to miejsce, gdy chodzi o tajemnicę sakramentalną, której stróżem jest się w zastępstwie Boga. Nie odrzucając tego mniemania, podzielanego przez wielu, lepiej jednak nie dopuszczać do takich pytań, a to przez odmawianie od początku wszelkich rozmów na temat związany z tajemnicą zawodową.

Pozostaje nam jeszcze powiedzieć parę słów o wychowaniu prawdomówności. Rzecz prosta, że jakiejś jednej ogólnej formuły być tu nie może, zwłaszcza dlatego, że usposobienia ludzi są pod tym względem bardzo różne. Stąd i kłamstwo przybiera rozmaite postacie, a to sprawia, że w różny sposób należy się zabierać do odzwyczajania od niego.

Nader znamienne są tu różnice między temperamentami. Sangwinik, nie panujący nad wyobraźnią, gadatliwy a jednocześnie skłonny do próżności, najbardziej jest narażony na kłamstwo, które zwykle przybiera u niego postać przesady i często bywa zupełnie bezinteresowne, a najwyżej staje się samochwalstwem. Tacy kłamią, jak mówi św. Tomasz, "sola libidine mentiendi" i z czasem święcie wierzą w to, co opowiadają; nazywamy to od czasów Fredry zakłamaniem się. Flegmatycy mają mniej skłonności do kłamstwa: nie dopuszczają się go może z wyrachowania, ale przy swym wielkim sobkostwie nie cofną się przed nim, gdy wypadnie wykręcić się z jakiejś nieprzyjemnej sytuacji lub uzyskać coś, co im dogadza. Najgorzej przedstawia się sprawa kłamstwa u choleryków, kłamiących na zimno, z wyrachowaniem, gdy im jest to potrzebne do uzyskania celu, który zamierzyli. Najmniej skłonności do kłamstwa mają melancholicy, u których przeciwnie nieraz można się spotkać z tendencją do mówienia prawdy bez potrzeby, tam gdzie milczenie byłoby o wiele bardziej na miejscu. Dodajmy też, że kłamstwo może mieć cechy chorobliwe, jak to się zdarzą u histeryków nie rozróżniających tego, co sobie wyobrażają, od rzeczywistości. Mogą oni być za to mniej lub więcej odpowiedzialni i wtedy taka nieprawda w ich słowach może nawet nic być kłamstwem.

Te różnice temperamentów dadzą się nieraz dostrzec już w młodym wieku i należy się z nimi bardzo liczyć. Byłoby wielkim błędem podciąganie kłamstw dzieci pod jedną miarę i oduczanie od nich tymi samymi środkami. U wielu dzieci proces opanowania wyobraźni sprawia pewne trudności i stąd opowiadania o tym, co widziały lub słyszały, odbiegają od prawdy. Należy zaprawiać je przeto do kontroli swych wypowiedzi i do porównywania tego, co widziały i słyszały, z tym, co sobie wyobraziły i co opowiadają, aby tą drogą doprowadzić je do jasnego uświadomienia sobie różnic między światem wyobraźni, a światem rzeczywistości. Karanie ich za tego rodzaju odchylanie się od prawdy, w którym nie ma tej woli, byłoby nieuzasadnione; wystarczy tu upomnienie i systematyczne zaprawianie do obiektywnego oddawania myśli.

Gorzej jest z kłamstwem popełnianym świadomie, aby się wykręcić od czegoś niemiłego. Tu już trzeba będzie więcej surowości, ale przede wszystkim wytłumaczenia, że o wiele więcej uzyska się szczerością w przyznaniu się do jakiegoś przewinienia, jakiejś psoty czy też uszkodzenia czegoś w domu niż kłamliwymi wykrętami. Nieraz zbytnia surowość staje się podnietą do kłamstwa, szczególnie gdy kary wymierzane są w gniewie, bez zastanowienia i bez umiaru. Wyrozumiałość dla drobniejszych przewinień, których nie może zabraknąć w młodym wieku, wraz z daniem do zrozumienia, że szczerość w przyznaniu się do winy już je po części gładzi, gdy tymczasem kłamstwo niejako je podwaja, są najlepszą taktyką, aby zaprawić dzieci i młodzież do prawdomówności i nie dać się im przyzwyczaić do wykrętów i kłamstw.

Jeszcze gorzej jest z kłamstwem złośliwym, popełnianym z premedytacją w celach egoistycznych czy z chęci dokuczenia lub zemsty, czy też zawiści, jak to się łatwo może zdarzyć w życiu koleżeńskim pod wpływem współzawodnictwa. W ostatnim przypadku oprócz kary doraźnej zawsze należy żądać przeproszenia i odwołania fałszywych zarzutów. Oprócz tego, o ile by się to powtarzało, dobrze jest przez pewien czas okazywać takiemu kłamcy, że przyjmuje się wszystko to, co opowiada, z pewnym zastrzeżeniem, w myśl znanego opowiadania o człowieku, który wołał o pomoc, gdy wilków nie było, a gdy naprawdę napadły, od nikogo już jej nie dostał. Przy stosowaniu wszystkich tych środków zapobiegawczych trzeba się liczyć z różnicami w usposobieniu, wieku oraz wpływach otoczenia. Nieraz zmiana warunków, w jakich żyło dziecko, może otworzyć oczy na złość i szkodliwość kłamstwa i stać się punktem zwrotnym w umiłowaniu prawdomówności. Bywa też nieraz niestety przeciwnie - przyzwyczajenia do kłamstwa i wykrętów powstają pod wpływem otoczenia, w którym one panują; tak bywa nieraz, gdy dziecko przechodzi z domu do szkoły.

Nigdzie chyba wpływ przykładu nie posiada tej doniosłości, co właśnie tu, gdzie chodzi o prawdomówność i szczerość. Dzieci bardzo prędko orientują się, że ich rodzice i wychowawcy nie żyją prawdą, a w szczególności, że pozwalają sobie na niejedno, czego zabraniają młodym i co nieraz jest niedozwolone przez prawo moralne, a potem starają się zatuszować to w ich oczach kłamliwymi opowiadaniami i argumentami. Takie postępowanie podkopuje umiłowanie prawdy i szczerości, a zaprawia do kłamstwa, fałszu i hipokryzji.

Przeciwnie - atmosfera prawdy i szczerości, otaczająca młodych w czasie całego okresu ich duchowego dojrzewania, nie może nie odbić na ich charakterach cechy prawości i pragnienia, aby nie tylko słowa, ale i uczynki oraz całe życie odpowiadały prawdzie. Bez prawości, jak widzieliśmy, prawdziwej roztropności - tej kierowniczki całego życia moralnego - być nie może, bo tylko ona wskazuje drogę do celu ostatecznego, w którym mamy znaleźć najwyższe dobro, będące jednocześnie źródłem wszelkiej prawdy.

Z czterech Ewangelistów żaden nie podkreślił równie silnie roli prawdy w wielkim dziele zbawienia, jakiego Chrystus przyszedł dokonać na ziemi, co św. Jan, który też w najserdeczniejszych słowach pouczył nas o roli miłości. Czy to w jego Ewangelii, czy w listach, wciąż spotykamy wezwanie do życia w prawdzie, która ma nas wyzwolić. To on przechował dla nas słowa Chrystusa, w których poucza, że jest drogą, prawdą i życiem, oraz tę prośbę, jaką zanosi za nas do Ojca: "Uświęć ich w prawdzie. Mowa Twoja jest prawdą". Zaś we wstępie do swego drugiego listu jakże pięknie łączy te dwa naczelne czynniki naszego życia duchowego - prawdę i miłość. "Wybranej Pani i dziatkom Jej - pisze tam do nie znanego nam kościoła - które ja miłuję w prawdzie, a nie tylko ja, ale i wszyscy, którzy poznali prawdę — z powodu prawdy, która trwa w nas i z nami będzie na wieki: Niech będzie z wami łaska, miłosierdzie, pokój od Boga Ojca i od Chrystusa Jezusa, Syna Ojca, w prawdzie i miłości". A i u św. Pawła znajdujemy tę samą myśl, gdy pisze do Efezjan, aby "czyniąc prawdę w miłości, we wszystkim rośli w Nim, który jest głową, Chrystus".

O. Jacek Woroniecki OP

Za: Organizacja Monarchistów Polskich - Lublin

Komentarze (1)
1 środa, 26 stycznia 2011 14:26
Elka
Świetny artykuł! Brawo!

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Twój e-mai:
Komentarz:
 
Start Kompendium Kompendium Prawdomówność i jej granice
 

WIADOMOŚCI

CIEKAWOSTKI

WYWIADY

PUBLICYSTYKA

KOMPENDIUM

LITERATURA

DZIECIARNIA