|
Rodzina jest specyficzną, jedyną w swoim rodzaju grupą społeczną. Choć wielokrotnie przepowiadano jej koniec, wskazywano na jej niewystarczalność, żadna inna grupa, ani instytucja nie jest w stanie zaspokoić potrzeb jednostki w takim stopniu w jakim mogą to uczynić spokrewnione osoby.
Tylko w rodzinie proces samorealizacji osoby może osiągnąć swoją pełnię, a ukształtowanie się prawidłowej osobowości poza nią jest mało prawdopodobne. Można sądzić, że właśnie z tych względów jest ona przedmiotem szczególnej troski rządów i społeczeństw, czego zewnętrznym przejawem są przepisy prawa regulujące stosunki rodzinne.
Szczególną cechą rodziny, na którą chciałbym zwrócić uwagę w swoim wystąpieniu, jest jej autonomia wobec struktur administracji publicznej. Wynika ona ze specyfiki środowiska rodzinnego, będącego jedyną grupą, w której więzi tworzą się w sposób naturalny i są niemożliwe do zerwania (rodzice pozostają rodzicami nawet, jeśli nie interesują się losem swojego dziecka). Skoro więzi rodzinne mają charakter organiczny, jej wolność nie może polegać na autonomii poszczególnych członków, a na poszanowaniu całego organizmu rodzinnego i specyficznych dlań, międzyosobowych relacji. Ich złożoność sprawia, że rodzina w sposób naturalny wprowadza jednostkę w życie społeczne, stąd też ich rozerwania ma szerokie konsekwencje społeczne.
O. Prof. J. Woroniecki w „Katolickiej etyce wychowawczej” pisał wprost, że rozbijanie rodziny zagraża „utrzymaniu ducha ładu i porządku w społeczeństwach”. Szczególnie niebezpieczne jest w moim przekonaniu podkreślanie znaczenia indywidualnych praw poszczególnych członków rodziny, kosztem dobra wspólnego. W ten sposób próbuje się stworzyć wrażenie jakoby rodzina, nie była niczym wyjątkowym, ukazać ją jako jedną z wielu grup społecznych, w której każdy ma swoje odrębne interesy, a pozycja poszczególnych członków jest umowna. W takiej sytuacji prawo zamiast chronić rodzinę prowadzi nadzór nad tym, czy nie zostały uszczuplone indywidualne prawa jej członków, szczególnie dzieci. Pociąga to za sobą konieczność głębszego wniknięcia czynników administracyjnych w strukturę rodziny. Instytucje muszą przecież w jakiś sposób pozyskiwać informacje, musi więc powstać cały system monitorowania (szkoła, służba zdrowia i inne instytucje z większą nieufnością muszą traktować rodziców – każdy siniak może być potencjalnym przejawem znęcania), programy edukacyjne utrwalają obraz rodziny, która nie dąży już do żadnego wspólnego dobra, w której każdy podąża w dowolnie obranym kierunku. Państwo staje się najlepszym gwarantem i strażnikiem praw dzieci. Można powiedzieć, że staje się „superrodzicem”, czego szczególnym przejawem jest odebranie rodzicom prawa karcenia własnych dzieci. Władza karania pozostaje wyłącznie w gestii czynników administracyjnych. To one w sytuacji przekroczenia uprawnień mają prawo karać dziecko, a nawet, w uzasadnionych przypadkach, do użycia środków przymusu bezpośredniego .
Z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że stopień niezależności rodziny wobec struktur administracyjnych, stanowi wskaźnik poziomu swobód obywatelskich w państwie. Nietrudno znaleźć przykłady ograniczania wolności rodziny pod pretekstem ochrony praw dziecka. Znamiennym przykładem obosiecznego działania prawa jest ewangelicka rodzina Roemelke z Niemiec, która uzyskała w ostatnich dniach azyl polityczny w USA z uwagi na niemożność wychowywania dzieci zgodnie z wyznawanymi wartościami religijnymi (za nauczanie dzieci w domu groziło im więzienie).
W Polsce wyjątkowa pozycja rodziny w strukturze społecznej podkreślona jest w wielu dokumentach. Konstytucja RP w art. 47 zobowiązuje państwo do ochrony prywatności życia rodzinnego, art. 48 mówi o prawie rodziców do wychowania dzieci zgodnie z wyznawanymi przekonaniami, a art. 53 gwarantuje rodzicom wolność religijną. W świetle postanowień konstytucji do ingerencji we władzę rodzicielską uprawnione są wyłącznie sądy i to w przypadkach określonych ustawą. Tymczasem w ostatnim okresie dają się zauważyć działania administracji rządowej, zmierzające do zmiany tego stanu rzeczy. Przykładem mogą być zabiegi wokół ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Szczególne wątpliwości budzą propozycje zwiększenia kompetencji organów administracji publicznej w zakresie ingerencji w życie rodzinne i dążenie do całkowitego zakazu stosowania przez rodziców kar cielesnych.
Konieczność przeciwdziałania przemocy rodzinnej nie budzi wątpliwości, pojawiają się one jednak kiedy zaczynamy analizować szczegółowe propozycje rozwiązań. Zanim ustosunkuję się do nowelizacji, pragnę zauważyć, że już sam tytuł przedmiotowej ustawy stygmatyzuje rodzinę, ukazując ją jako środowisko, w którym dobro jednostki – przede wszystkim dziecka – jest szczególnie zagrożone.
Można się zgodzić, że przypadki przestępstw przeciwko najbliższym zasługują na szczególne potępienie, ale przecież nie w rodzinach dokonuje się najwięcej aktów przemocy. Nie ma (Bogu dzięki) specjalnej ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w szkole, która jest przecież mniej bezpiecznym miejscem niż rodzina, nie ma ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w zakładach wychowawczych i poprawczych, a wiemy przecież, że dochodzi tam do zjawisk stawiających włosy na głowie. Nie ma, bo uznano, że istniejące przepisy wystarczają, aby piętnować i karać przypadki krzywdzenia. Dlaczego zatem rodzina zasłużyła na wyróżnienie? Może właśnie ze względu na wynikające z ideologicznych przesłanek przekonanie, że państwo, lepiej niż rodzice pojmuje dobro dziecka, a w sytuacji kiedy jest ono zagrożone może stać się jego najlepszym rzecznikiem.
Wydaje się więc, że bardziej zasadny byłby tytuł „Ustawa o ochronie członków rodziny przed przemocą”. Niewątpliwie zmieściłyby się w niej zapisy dotyczące nadużywania władzy rodzicielskiej, ale rodzina nie byłaby jednoznacznie naznaczona jako „instytucja krzywdząca”. Ponadto w takim ujęciu można by wprowadzić przepisy chroniące rodzinę przed przemocą instytucjonalną np. przed zabiegami ministerstwa edukacji zmierzającymi do uczynienia wychowania seksualnego przedmiotem obowiązkowym. Czy nie jest to forma przemocy seksualnej wobec małoletnich?
Konieczność nowelizacji uzasadniana jest rozrastaniem się zjawiska przemocy w Polsce i niewystarczalnością dotychczasowych działań. Przekonanie to jednak opiera się na badaniach opinii publicznej. Zamiast odwołać się do bardziej wiarygodnej analizy dokumentacji sądowej i policyjnej, ośrodków interwencji kryzysowej i placówek pomocy społecznej, autorzy nowelizacji powołują się na badania OBOP. Należy pamiętać, że badania opinii odzwierciedlają stan świadomości, subiektywne przekonania badanych na temat zjawiska, nie dają nam natomiast wiarygodnej wiedzy o jego rozmiarach. Wyniki badań sondażowych są też zależne od doboru próby badawczej i konstrukcji kwestionariusza. Z badań OBOP, publikowanych na stronie MPIPS wynika np. że ofiary częściej doznają krzywdy ze strony rodziców niż konkubentów. Można się zastanawiać czy nie wynika to z faktu małej reprezentacji konkubinatów w próbie badawczej. Nie kwestionując konieczności prowadzenia badań w tym zakresie, wydaje się konieczne poszerzenie bazy źródłowej.
Główne cele nowelizacji zapisane w uzasadnieniu to: rozwój profilaktyki, budowa świadomości społecznej i skuteczna ochrona ofiar przed przemocą. Znaczące, że zasadniczy, jak mogłoby się wydawać, cel umieszczono dopiero na trzecim miejscu.
To co uderza w projekcie nowelizacji to zwiększenie nadzoru administracyjnego nad rodziną. Nowelizacja zakłada wielostopniowy system monitorowania zjawiska przemocy w rodzinie: przez wojewodę, wojewódzkiego koordynatora realizacji krajowego programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie i gminne zespoły interdyscyplinarne do spraw przemocy.
Jeśli chodzi o koordynatora można przypuszczać, że będzie to po prostu kosztowna posada urzędnicza, nie stwarzająca większych zagrożeń, niepokój budzą natomiast zespoły interdyscyplinarne, a przede wszystkim przyznane im kompetencje. Zgodnie z zapisem mają one mieć prawo kontrolowania sytuacji nie tylko w rodzinach, w których dochodzi do aktów przemocy, ale również do naruszanie prywatności rodzin zagrożonych występowaniem przemocy. Jakie kryteria będą decydowały o uznaniu rodziny za zagrożoną przemocą, w dużej mierze będzie zależało od zdefiniowania zjawiska przemocy, a jest ono rozumiane przez MPIPS dość szeroko.
W poradniku pracownika socjalnego, zamieszczonego na stronie internetowej MPIPS do form przemocy fizycznej zaliczono m.in. obezwładnienie. Jak zatem ma się zachować rodzic, którego dziecko zachowuje się agresywnie w stosunku do niego lub jeśli wskutek zaburzeń podejmuje działania zagrażające własnemu bezpieczeństwu? Uderzenie otwartą ręką, a więc przysłowiowy klaps, jest wymieniony jednym tchem z duszeniem, kopaniem i oblewaniem wrzątkiem.
Jeszcze więcej dylematów pojawia się w przypadku przemocy psychicznej. Jako formy przemocy wymienia się tu m.in. zawstydzanie, narzucanie własnych poglądów, a nawet kontrolowanie i ograniczanie kontaktów. W tym kontekście rodzic, który chce przekazać dziecku wartości cywilizacyjne, religijne może być uznany za sprawcę przemocy. Za sprawcę przemocy może być uznany rodzic zakazujący kontaktów z grupą, która deprawuje jego dziecko. Kształtowanie poczucia wstydu, który chroni człowieka przed zachowaniami haniebnymi może być uznane za nadużycie władzy rodzicielskiej. Czy zatem ojciec, który dowiedział się, że jego nieletnia córka trudni się nierządem ma prawo ją zawstydzić? Powie, ktoś jeśli już do tego doszło musiało wcześniej dojść do poważnych zaniedbań wychowawczych, ale przecież „dobry rodzic” nie powinien ani zawstydzać, ani krytykować, ani kontrolować.
Wśród form przemocy psychicznej znajdują się również groźby, zwracam uwagę nie groźby karalne, ale groźby po prostu. Co zatem ma zrobić rodzić kiedy perswazja nie przynosi rezultatów? Pojęcie przemocy seksualnej wydaje się jednoznaczne, tymczasem według cytowanego poradnika aktem przemocy jest krytykowanie zachowań seksualnych. Czy zatem rodzić traci prawo do kształtowania moralności seksualnej swego dziecka i powinien on uznać, wszelkie wszelkie przejawy ekspresji seksualnej łącznie z zachowaniami dewiacyjnymi? Przy tak szerokiej interpretacji przemocy, w kręgu zainteresowań zespołów może się znaleźć bardzo wiele rodzin.
Elementem w istotny sposób naruszającym autonomię rodziny jest możliwość gromadzenia i przetwarzania intymnych danych członków rodzin dotkniętych przemocą bez ich zgody. Dotyczy to zarówno sprawców jak i ofiar przemocy. Nie jest określone w jakim zakresie dane te mogą być przetwarzane i jak długo mogą być przechowywane, bo stwierdzenie w zakresie „niezbędnym do przeciwdziałania przemocy” jest zdecydowanie zbyt ogólne. Zważywszy, że w posiedzeniach zespołu mogą również uczestniczyć osoby spoza jego składu, powstaje zagrożenie ujawnienia wstydliwych sytuacji rodzinnych osobom postronnym. Dochodzi ponadto do uprzedmiotowienia rodziny. Zespół nie musi nawet uzyskać zgody sądu na zbieranie informacji dotyczących członków rodzin (co może dziwić zważywszy, że przedstawiciel sądu zasiada w składzie tego gremium i zgoda taka, o ile wymagałaby tego sytuacja, mogłaby być łatwo uzyskana). Zostaje złamana jedna z zasad wspierania, zgodnie z którą, podopieczny jest podmiotem, partnerem, a nie wyłącznie przedmiotem oddziaływań. Odbieranie podmiotowości Barbara-Smolińska Theiss uznaje za jeden z podstawowych mankamentów opieki.
a) Kolejną propozycją nowelizacji jest całkowity zakaz stosowania kar cielesnych. Jak już wspomniałem jest to jeden z przejawów przejmowania przez państwo uprawnień rodziców. Jeśli weźmiemy przytoczoną wyżej interpretację przemocy, można by się pokusić o tezę, że rodzicowi nie można stosować żadnych kar. Do istoty kary wychowawczej należy intencjonalne wyrządzenie przykrości, co może być potraktowane jako zachowanie o charakterze przemocowym. Tymczasem kary wymierzone przez rodzica (podkreślam kary, a nie maltretowanie) bywają na ogół mniej dotkliwe, niż np. zmiana środowiska rodzinnego. Znamienne, że nawet dzieci ze środowisk patologicznych, umieszczone w placówkach na ogół tęsknią za domem. Na temat kar cielesnych można by prowadzić długie dyskusje, aby nie rozwijać zbyt szeroko tego zagadnienia posłużę się znowu cytatem: „ (…) trochę bólu połączonego z upokorzeniem, jakiego dziecko dozna wskutek przewinienia silniej niż inne kary wstrząśnie budzącym się sumieniem(…)" (O.J. Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza).
W odniesieniu do przedmiotowej ustawy pojawiają się następujące wątpliwości:
b) Czy kara cielesna oznacza każdą formę przymusu fizycznego? Jakie ewentualne kary (inne konsekwencje) są przewidywane dla rodziców stosujących kary cielesne? Warto zwrócić uwagę, że ukaranie rodzica mogłoby np. u niedojrzałej osoby wywołać poczucie, satysfakcji, w konsekwencji również bezkarności, co w ostatecznej perspektywie działałoby na niekorzyść samego dziecka.
c) Jak uzasadnić prawo do użycia środków przymusu bezpośredniego wobec młodzieży funkcjonariuszy publicznych (policjantów, straży miejskiej, wychowawców placówek) jeśli prawa tego nie ma osoba najbliższa?
Z projektu nowelizacji przebija dążność do poszerzania uprawnień instytucji pomocy społecznej kosztem praw rodziny, jak bardzo szkodliwa może być omnipotencja instytucji socjalnych przekonują doświadczenia krajów zachodnioeuropejskich. W Wielkiej Brytanii przekazano dziecko do rodziny zastępczej ponieważ rodzice, nie zgodzili się, aby jadło chipsy i hamburgery (taką dietę zalecił lekarz dla zwiększenia wagi dziecka), w Szwecji odebrano matce chorego na epilepsję syna z uwagi na nadopiekuńczość (synem miał się w ramach resocjalizacji opiekować alkoholik w wyniku czego dziecko zmarło), innych rodziców szwedzki social uznał za niewystarczająco wykształconych, aby mogli wychowywać swoje dziecko. Zdaję sobie sprawę, że są to skrajne przykłady, wskazują one jednak w moim przekonaniu do czego prowadzi przyznanie instytucjom zbyt wielu uprawnień.
Dr Andrzej Kołakowski
Źródło: PiotrSkarga.pl
|