|
To wołanie Jana Pawła II, zapisane w adhortacji "Familiaris consortio" (FC, nr 17), jest nadal aktualne. W filozofii implikowanej w FC to, czym jest rodzina, zostało już nieodwołalnie zadecydowane przez Stwórcę.
Jest to istnienie na poziomie metafizycznym. W oparciu o tę prawdę człowiek jest zobowiązany urzeczywistniać rodzinę w jej wymiarze historycznym i egzystencjalnym, w którym prawda rodziny ujawnia się jako wartość moralna będąca zarazem przekazem o charakterze profetycznym.
Prawda rodziny
Niezależnie od tego we współczesnej mentalności ścierają się ze sobą dwa modele rozumienia tego, czym jest rodzina: model filozoficzny (metafizyczny i równocześnie teologiczny) i model empiryczny, opisowy (fenomenologiczny), na przykład socjologiczny lub psychologiczny i kulturowy. Pierwszy model poznania opiera się na myśli samego Boga-Stwórcy i z niej czerpie poznanie oraz rozumienie rzeczywistości rodziny. Drugi model opiera się tylko na powierzchownej obserwacji dokonywanej przez ludzki rozum, któremu pozytywizm wyznaczył granice, nie pozwalając wyjść poza to, co empirycznie i matematycznie sprawdzalne. Ten drugi model poznania zdaje się dominować w naszej kulturze przynajmniej od dwóch stuleci. Nie ma w nim stałej prawdy, wszystko jest zmienne, podlega ewolucji lub dewolucji, a ostatecznie rozpadowi, w wyniku którego po pewnym czasie nie da się już zidentyfikować w świecie kultury czegoś takiego jak rodzina.
Tajemnica nieprawości
Wprawdzie po grzechu pierworodnym rodzina zawsze w jakimś stopniu doświadczała trudności niezależnie od ustroju państwa i epoki historycznej, jednak dopiero mniej więcej od dwóch stuleci obserwujemy zorganizowane działania polityczne mające charakter wyraźnego spisku przeciw rodzinie. O takim spisku nie waha się mówić Jan Paweł II w encyklice "Evangelium vitae" (np. nr 12; 17; 59). Jest rzeczą godną uwagi, że powstanie takiego "frontu przeciw rodzinie" wiąże się dość ściśle, logicznie i pragmatycznie z powstaniem ruchów rewolucyjnych o podłożu ateistycznym, szczególnie kierowanych przez masonerię. Rewolucje tego typu zwracały się wyraźnie przeciw monarchii, która była widzialnym symbolem obowiązywania prawa Bożego w życiu politycznym i społecznym, oraz przeciw Kościołowi katolickiemu, który konsekwentnie bronił prawa Bożego obowiązującego we wszystkich wymiarach życia ludzkiego, broniąc zarazem godności człowieka powołanego do zjednoczenia z Chrystusem. Wrogowie wiary i Kościoła zauważyli jednak, że Kościół jest zbyt dobrze zorganizowany, dlatego bezpośrednie atakowanie go nie może przynieść rezultatu. Wybrali więc bardziej podstępną metodę, godną najemników szatana, aby burzyć instytucję małżeństwa i rodziny przez sianie rozkładu moralnego oraz przez ustanawianie tzw. praw, które będą sprzyjały rozwiązłości przez rozbicie podstawowych relacji antropologicznych stanowiących konstytucję rodziny ludzkiej. Stopniowo stało się jasne, że tą drogą zostaną zaatakowane same podstawy ludzkiej społeczności.
W dokumentach masońskich czytamy: "Naszym celem ostatecznym jest cel Woltera i Rewolucji Francuskiej, tj. całkowite unicestwienie katolicyzmu, a nawet wykorzenienie idei chrześcijańskiej (...) Trzeba postawić na młodzież, uwieść ją (...) Katolicyzm i Monarchia - te dwa filary porządku społecznego mogą się zawalić wskutek zepsucia - więc pracujmy nad nim niestrudzenie (...) Propagujmy wszelkie występki pośród szerokich rzesz. Niech chłoną je wszystkimi pięcioma zmysłami (...) Sprzyjajcie tedy zepsuciu serc a nie będziecie mieli katolików" [1]. Wprowadzanie niemoralnych ustaw było powiązane z lansowaniem nowej filozofii człowieka i fałszywej filozofii wolności.
Prawo czy bezprawie
Pod wpływem pozytywizmu przyjęto założenia indywidualistyczne, sprzyjające obronie tak zwanych "praw jednostki" bez liczenia się z prawami podstawowej wspólnoty ludzkiej, jaką jest rodzina, i prawami narodu, które stanowią niejako przedłużenie suwerennych praw osoby ludzkiej i zarazem praw rodziny. W takim kontekście wprowadzano "prawo rozwodowe", które miało być rozumiane jako "wyzwolenie" jednostki od "niewoli", "wyzysku" i "wykorzystania" jednostki przez rodzinę opartą na tradycji religijnej oraz systemie patriarchalnym. Po "uwolnieniu" jednostki od niewoli nałożonej przez obowiązek wierności i miłości przyszedł czas na "uwolnienie" od obowiązku rodzenia i wychowywania dzieci.
"Wzorem" godnym "naśladowania" pod tym względem był sam Jan Jakub Rousseau, który nie rozwodził się, bo nie miał odwagi się ożenić, natomiast płodził dzieci "gościnnie" z dochodzącą niewiastą, która po porodzie oddawała dzieci do przytułku, gdzie oczywiście wkrótce umierały. To wyjątkowy "symbol" rewolucyjnej "wolności" i oświeceniowych "praw człowieka".
Ta cywilizacja śmierci stopniowo się wzbogacała w nowe sposoby niszczenia moralności rodzinnej: antykoncepcję, sterylizację, aborcję, interwencje biotechniczne mające na celu sztuczne produkowanie płodności i wielorakie manipulacje genetyczne i inne. Wszelkie zdobycze naukowe medycyny w większym stopniu służyły śmierci i niszczeniu rodziny niż życiu. Szpitale i kliniki ginekologiczne stały się miejscami, gdzie się zabija dzieci, zamiast przyjmować rodzące się życie i otaczać je opieką. W poradniach dla kobiet udzielano informacji, jak uniknąć niewygody związanej z ciążą i porodem. Wychowanie dzieci i młodzieży sprowadzono do instruktażu nieskrępowanej rozwiązłości, czyli "bezpiecznego seksu" i łatwego unikania następstw wynikłych z zawodności prezerwatyw. Wciąż godna uwagi jest książka autorstwa Marguerite A. Peeters o nieludzkim obliczu całej zachodniej "rewolucji kulturalnej" [2]. Prawo państwowe zamiast służyć rodzinie, służy jedynie jednostkom pozbawionym zmysłu moralnego i w ten sposób zło rozlewa się szeroką falą jak powódź, porywając w swoje odmęty coraz to nowe jednostki i szerząc powszechne zniszczenie.
Prawo oderwane od natury człowieka
Na ogólnej sesji ONZ z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet delegat Stolicy Apostolskiej ks. abp Celestino Migliore podkreślił smutny fakt, że wiele dokumentów tej światowej instytucji zamiast służyć kobietom, niszczy ich godność i odbiera im szansę autentycznego ludzkiego awansu. Wprowadzone drogą rewolucyjną, bez żadnego uzasadnienia racjonalnego, pojęcie "gender" odrywa płciowość od swego antropologicznego i osobowego fundamentu, czyniąc ją jakąś "resztówką" człowieka, porzuconą na śmietnik kultury. Pojęcia "zdrowia reprodukcyjnego" i "praw seksualnych" podobnie odrywają życie kobiety od etycznej i antropologicznej podstawy, pozbawiając kobiecość wszelkiego sensu. W wielu krajach pojęcie rodziny nie łączy się już z relacją mężczyzna - kobieta, lecz zostało poddane dowolnej interpretacji abstrahującej od rzeczywistości płci, a nawet od człowieczeństwa (por. EWTN 9 marca 2010, "Gender Equality" Seen to be Hindering Women, Holy See Decries ideology Stopping Advancement). Słusznie pewien publicysta zauważył, że wyrok Trybunału Europejskiego przyznającego prawo dziedziczenia partnerowi związku pederastycznego zmienia profil cywilizacji [3]. Dotychczas w naszej cywilizacji, to jest w cywilizacji łacińskiej, która za podstawę praw publicznych przyjęła etykę chrześcijańską, struktura prawna rodziny decydowała o całym porządku prawno-społecznym. Obecnie o prawie nie decyduje prawda bytu, lecz arbitralna zachcianka jednostki i jakiś bezduszny schemat ideologiczny karmiony negatywną formułką "niedyskryminacji". Wszystko staje się dowolne i wszystko zależy od siły nacisku jakichś anonimowych mafii.
Państwo liberalne nie broni rodziny, ponieważ odrzuciło prawo naturalne, które koncentruje się na transcendentnym powołaniu osoby i wspólnoty osób opartej na tajemnicy Stworzenia i tylko respektuje "prawo jednostki" do swobodnego samookreślenia. Stąd w "prawach człowieka" opartych na filozofii oświeceniowej jest mowa o "prawie do założenia rodziny" jak się zakłada prywatną firmę czy gospodarstwo domowe. Natomiast nie ma mowy o "prawach rodziny", o które walczy jedynie Kościół katolicki.
Kościół obrońcą rodziny
Założona przez Jana Pawła II Papieska Rada do spraw Rodziny podejmuje liczne inicjatywy w obronie rodziny, "mając świadomość jej fundamentalnego znaczenia dla życia Kościoła i społeczeństwa" [4]. Benedykt XIV w przemówieniu do tej Rady 8 lutego 2010 r. podkreślił głębokie znaczenie sakramentalnej więzi z Chrystusem dla prowadzenia życia prawdziwie chrześcijańskiego. Mówił o tym w związku z opracowywanym przez Radę dokumentem ustalającym program przygotowania do małżeństwa. Powiedział między innymi: "Jedynie stawiając Chrystusa w centrum osoby i wspólnoty, staje się możliwe żyć autentyczną miłością i obdarować nią drugich: 'kto trwa we Mnie, a Ja w nim, przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic uczynić nie możecie' - przypomina Jezus" (J 15, 5).
Ojciec Święty przypomniał także, w związku z 20. rocznicą uchwalenia Konwencji Praw Dziecka, że prawdziwa rodzina, oparta na małżeństwie mężczyzny i kobiety, jest największym dobrodziejstwem dla dziecka. "One pragną być kochane przez matkę i ojca, którzy się kochają, one potrzebują mieszkać, wzrastać i żyć razem z obojgiem rodziców, ponieważ postać ojca i matki uzupełniają się w wychowaniu dzieci w kształtowaniu ich osobowości i ich tożsamości. Jest więc konieczne, by uczynić wszystko, co jest możliwe, by dzieci mogły wzrastać w rodzinie zjednoczonej i stabilnej" [5].
Miłość wewnętrzną mocą rodziny
Zasada miłości, do której odwołuje się Benedykt XVI, jest w sposób syntetyczny sformułowana w "Familiaris consortio". Rodzina ludzka pochodzi od Boga i tej Boskiej genezie rodziny odpowiada Boska geneza miłości, która staje się normą, treścią, istotą i celem powołania rodziny. Miłość pochodząca od Boga jest największym charyzmatem, który nadaje właściwy rys chrześcijańskiemu powołaniu. To powołanie zaś właśnie w rodzinie uzyskuje swoją pełnię i szczyt. Jan Paweł II napisał: "W perspektywie sięgającej samych korzeni rzeczywistości małżeńskiej i rodzinnej trzeba koniecznie powiedzieć, że istota i zadania rodziny są ostatecznie określone przez miłość. Rodzina dlatego otrzymuje misję strzeżenia, objawiania i przekazywania miłości będącej żywym odbiciem i rzeczywistym udzielaniem się miłości Bożej ludzkości oraz miłości Chrystusa Pana Kościołowi, Jego Oblubienicy" (FC 17).
Rodzina, oparta na sakramencie, który jest uczestnictwem w Misterium Chrystusa i Kościoła, posiada w sobie samej moc i światło, które pozwala jej działać niezależnie od jakichkolwiek warunków zewnętrznych. Rodzina nie musi być sterowana czy kierowana przez jakąkolwiek władzę ludzką, ponieważ cieszy się suwerennością nadaną przez samego Boga. Rodzina ożywiona miłością i prowadzona światłem Ducha Świętego zdolna jest sama podejmować i wypełniać zadania, które do niej należą, o ile jest wierna temu Bożemu obdarowaniu, a więc wierna sobie samej. Nikt nie potrafi rodziny zastąpić, ale też nikt nie powinien jej przeszkadzać w tym, co należy do istotnego zakresu jej zadań.
Warto przybliżyć nieco istotę tych zadań, które zostały ujęte syntetycznie w FC 17. "Strzeżenie" miłości dotyczy ochrony świętego, sakralnego charakteru miłości małżeńskiej, która jest źródłem liturgicznego charakteru życia rodzinnego. Małżonkowie uczestniczący w "Wielkiej Tajemnicy", czyli w relacji oblubieńczej Chrystusa i Kościoła, obowiązani są przeżywać swoje małżeństwo "w świętości i we czci", jak to z całą powagą nakazuje św. Paweł: "Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam przez Pana Jezusa. Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie: powstrzymywanie się od rozpusty, aby każdy umiał utrzymywać ciało własne w świętości i we czci, a nie w pożądliwej namiętności, jak to czynią nie znający Boga poganie" (1 Tes 4, 2-5). Podobne stanowcze upomnienia znajdujemy w Liście do Koryntian: "Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? (...) Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!" (1 Kor 6, 15. 19-20).
To zadanie "strzeżenia miłości" ukazuje aspekt królewski: jest uczestnictwem w królewskim posłannictwie Chrystusa. Bezpośrednią troską w tym zakresie jest budowanie cnoty czystości małżeńskiej, gdyż dopiero na jej fundamencie jest możliwa miłość małżeńska. Owocem tej walki królewskiej jest wolność osoby ludzkiej, wolność wewnętrzna, jako zdolność do miłości, zdolność do stania się darem.
Zadaniem rodziny jest także "objawianie miłości". (Jest to innymi słowami nazwana misja profetyczna, zadana rodzinie). Miłość, którą Bóg umiłował ludzkość, stwarzając ją i dokonując dzieła odkupienia przez ofiarę Jezusa Chrystusa, ta miłość ma się objawić światu w szczególny sposób poprzez całość życia rodziny. Ta miłość ma się objawić najpierw w samej rodzinie, wewnątrz wszystkich budujących ją relacji: między mężem i żoną, między rodzicami i dziećmi, między braćmi i siostrami. Dopiero taka rodzina napełniona miłością promieniuje na zewnątrz, może oddziaływać w kręgu szerszego środowiska. Taki styl życia rodziny jest możliwy, kiedy rodzina jest wierna swojej prawdzie, czyli kiedy w niej żyje i działa Jezus Chrystus tak jak w Świętej Rodzinie, kiedy w niej Duch Święty rozlewa bogactwo swoich darów. Jest to możliwe pod warunkiem prowadzenia intensywnego życia sakramentalnego i życia modlitwy. Tu bowiem jest konieczny żywy kontakt z Bogiem, jak to dodatkowo wyjaśnia FC 63: "Życie chrześcijańskie znajduje swoje prawo nie w jakimś pisanym kodeksie, ale w osobowym działaniu Ducha Świętego, który ożywia i prowadzi chrześcijanina, to znaczy w prawie 'Ducha, który daje życie w Jezusie Chrystusie' (Rz 8, 2): 'miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany' (Rz 5, 5)". Dokument wyraźnie potwierdza, że "ma to znaczenie również dla chrześcijańskiego małżeństwa i rodziny chrześcijańskiej: ich przewodnikiem i prawem jest Duch Jezusa, rozlany w sercach przez sakrament małżeństwa" (FC 63). Zatem nie wystarczą tutaj same podręczniki i poradniki oparte na przesłankach psychologicznych czy pedagogicznych.
Trzeci aspekt tego posłannictwa - "przekazywanie miłości" - jest czymś specyficznym i oryginalnym dla rodziny, zwłaszcza dla małżeństwa. Pod tym określeniem możemy odczytać obecność misji kapłańskiej w rodzinie, związanej wewnętrznie z rodzicielstwem. Właśnie rodzicielstwo ma być nie tylko "przekazywaniem życia", ale aż przekazywaniem miłości, która w wyjątkowy sposób jednoczy Boga z człowiekiem przychodzącym na świat. To ujęcie pozwala nam dodatkowo położyć akcent na miłość, która stoi u progu życia, w świadomości, że w miłości leży punkt ciężkości całego pośredniczenia w przekazywaniu życia. Małżonkowie bowiem, będąc tylko ludźmi, nie mają władzy rozporządzania życiem jako takim, lecz tylko sobą, jako podmiotem wiary, nadziei i miłości.
W świetle tak rozumianej zasady "przekazywania miłości" jest jasne, że wszelkie próby manipulacji płodnością, wszelkie biotechnologie mające na celu produkcję i hodowlę człowieka, wszelkie "kontrole płodności" traktujące kobietę jako obiekt zabiegów weterynaryjnych (antykoncepcja, sterylizacja, aborcja, in vitro, sztuczna inseminacja), są nie tylko sprzeczne z istotą powołania rodzicielskiego, lecz także radykalnym zanegowaniem człowieczeństwa. Widzimy również, jakim wielkim błędem antropologicznym są starania, aby przeforsować w drodze debaty parlamentarnej legalizację zabiegów in vitro, czego jednak nasi politycy zupełnie nie rozumieją.
O czym powinni pamiętać politycy
Politycy ci nie rozumieją jeszcze innej ważnej rzeczy, tego mianowicie, że rodzina z wpisaną w swoje wnętrze konstytucją moralną, określającą sens życia i miłości, jako wartości wzajemnie sprzężonych, stanowi kryterium całego prawno-moralnego porządku społeczeństwa, a nawet państwa. Politycy ci nie rozumieją, że polityka prorodzinna powinna stanowić zrąb i zasadę całej polityki społecznej i ekonomicznej państwa, że "psim obowiązkiem" państwa jest zagwarantować - przez mądre ustawy - podstawy ekonomiczne dla rozwoju rodziny, że zadaniem państwa jest otoczyć rodzinę należytą ochroną prawną, nie dopuszczając do tego, by w społeczeństwie grasowały i panoszyły się organizacje antyrodzinne, rozsiewające w publicznej przestrzeni kultury bakcyle zepsucia, rozwiązłości, pornografii i innych trucizn moralnych uderzających w czystość i spoistość rodziny. Jak dotąd nie tylko nasze państwo postkomunistyczne, lecz także większe struktury polityczne, jak ONZ czy Unia Europejska, stają po stronie sił niszczących rodzinę. Na przykład Rada Europy 27 stycznia zatwierdziła dokument narzucający państwom podległym wprowadzenie w życie tak zwanych praw seksualnych i reproduktywnych, wpisując swój udział w postępy "kultury śmierci" [6].
W wywiadzie dla "Zenitu" pani Laura Tortorella stwierdziła, że tylko powrót do pełnej prawdy antropologicznej, do prawdy o stworzeniu człowieka na obraz i podobieństwo Boże, może zatrzymać ten pochód śmierci, w którym obłędna ideologia lansowana na konferencji w Kairze i Pekinie pcha ludzką rodzinę do kompletnej ruiny. Tylko ludzie, którzy potrafią przyjąć od Boga prawdę swego człowieczeństwa, będą zdolni ocalić życie i miłość i tym samym ocalić dalszy bieg historii ludzkiej na naszym globie. Tylko wtedy świat ludzki zostanie ocalony, kiedy rodzina, działając mocą ukrytej w niej miłości Boga, będzie realizować swoją prawdę charyzmatyczną, czyli zacznie odważnie stawać się tym, czym Bóg ją uczynił na początku, "aby stać się tym, czym jest".
Ks. prof. Jerzy Bajda
[1] Henri Delassus, Les probleme de l'heure presente, Desclee et C. Typographes Editeurs 1904, t. I, s. 353-403.
[2] The Globalization of the western cultural revolution. Key concepts, operational mechanisms, Bruksela 2007.
[3] Wojciech Reszczyński, Walka cywilizacji, w: "Nasza Polska", 9 marca 2010, s. 20.
[4] Benedykt XVI, przemówienie do Papieskiej Rady ds. Rodziny, 8 lutego 2010.
[5] Tamże.
[6] Carmen Elena Willa, Di fronte a una kultura della morte, una visione integralne dell'uomo e della donna; Wywiad z Laurą Tortorellą, przedstawicielką Instytutu "Mulieris Dignitatem"; Zenit, 10 marca 2010.
Źródło: Nasz Dziennik
|