n_ciekawestrony.jpg

Kto najgorszy w rządzie?
 

 -   I L U S T R A C J E   - 


Suren Vardanian

Dom na polanie


 


-  M A G I S T E R I U M  -


Pius XII

Sacramentum ordinis
- O święceniach


 

Naszą witrynę przegląda teraz 1872 gości 
Ilość odsłon od 7 XI 2008 r. .
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter

Wampir

Niezwykła książka „Wampir” Władysława Reymonta, ukazująca dramat uwikłania się w spirytyzm, okultyzm i fałszywe religie, to już jedenasta pozycja z serii Magna carta zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści. Więcej...

Hetmani

Przemilczana książka „Hetmani” Weyssenhoffa, ukazująca się dopiero po raz drugi w ponad sto lat od swej pierwszej edycji, to już dziesiąta z serii książek Magna carta, zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści. Więcej...

Doskonałe nabożeństwo do Panny Maryi

Staraniem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazał się tradycyjny, klasyczny, nieco uwspółcześniony przekład bestsellera - ponadczasowego dzieła św. Ludwika Marii Grignon de Montfort O doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Więcej...

Wyprawa po żonę

"Wyprawa po żonę" Korzeniowskiego, ponownie wydana blisko 160 lat po swej pierwszej edycji, to kolejna pozycja serii Magna carta zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX wieku. Więcej...

Pójdźmy za Nim!

Nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazała się wyjątkowa książeczka - wizytówka serii Magna carta. To niemal zapomniana - niewygodna, bo katolicka - wiecznie aktualna nowela Henryka Sienkiewicza zatytułowana "Pójdźmy za Nim!". Więcej...

Katechizm św. Piusa X

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu ma zaszczyt i przyjemność zaprezentować nowe wydanie (4 kolory okładki do wyboru!) wybitnego dzieła świętego papieża - Piusa X - ponadczasowego i ortodoksyjnego katechizmu dla osób dorosłych i młodzieży. Więcej...

Cesarski odstępca

Staraniem WDS ukazała się kolejna książka Louisa de Wohla – już piętnasta! – „Cesarski odstępca” goszcząca – niejako w drodze wyjątku – w arcyciekawej serii brawurowych powieści historycznych o przygodach najwspanialszych świętych. Więcej...

Listy z podróży do Ameryki, t. 1

"Listy z podróży do Ameryki" Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to ósma z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Listy z podróży do Ameryki, t. 2

"Listy z podróży do Ameryki" Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to ósma z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

O mitrę hospodarską

"O mitrę hospodarską" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to siódma z nowej serii - Magna carta - zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Posłaniec Króla

Nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego i Drukarni w Sandomierzu ukazała się długo oczekiwana książka Louisa de Wohla (już czternasta!) "Posłaniec Króla" goszcząca w arcyciekawej serii brawurowych powieści historycznych o przygodach najwspanialszych świętych. Więcej...

Tiara i korona, t. 1

"Tiara i korona" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to szósta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Tiara i korona, t. 2

"Tiara i korona" Jeske-Choińskiego, ponownie wydana w ponad wiek od pierwszej edycji, to szósta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Rodzina Połanieckich, t. 1

"Rodzina Połanieckich" Sienkiewicza, ponownie wydana w stulecie śmierci autora, to piąta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Rodzina Połanieckich, t. 2

"Rodzina Połanieckich" Sienkiewicza, ponownie wydana w stulecie śmierci autora, to piąta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX. Więcej...

Matka Boża i Jej rodzina

Nakładem WDS ukazała się książka z godnymi uwagi wywiadami z szesnastoma rozmówcami oraz artykułami autorstwa Kajetana Rajskiego o Najświętszej Maryi Pannie, Jej świętach i kulcie oraz Jej bliższej i dalszej rodzinie, a także o siedmiu szkaplerzach. Więcej...

Bez dogmatu

"Bez dogmatu" Henryka Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to czwarta z nowej serii książek – Magna carta – zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Puszcza

Powieść "Puszcza" Józefa Weyssenhoffa, ponownie wydana wiek po pierwszej edycji, to trzecia z serii książek Magna carta zawierającej wielkie i ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Wiry

"Wiry" Henryka Sienkiewicza (1846–1916), ponownie wydane w stulecie śmierci autora, to druga z nowej serii książek - Magna carta - zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Na polu chwały

"Na polu chwały" Henryka Sienkiewicza, ponownie wydane w stulecie śmierci autora, otwiera nową serię książek - Magna carta - zawierającą wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i na początku XX. Więcej...

Śmierć i sąd

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Niebo i piekło

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Koniec świata

Lektura tych książek – wydanych ponownie po ponad pół wieku przez WDS – jest niezwykle ważna dla każdego. Seria „Eschatologia” ks. Marcina Ziółkowskiego dotyka bowiem spraw ostatecznych, takich jak: śmierć i sąd, niebo i piekło, oraz koniec świata. Więcej...

Tylko Kościół. Apologetyka

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu ma zaszczyt i przyjemność zaprezentować w stulecie śmierci autora pierwsze polskie tłumaczenie książki „Tylko Kościół. Apologetyka” dobitnie dowodzącej, że poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia. Więcej...

Nawrócenie i magia

„Nawrócenie i magia” Gilberta Keitha Chestertona to rozszerzona edycja książki wydanej wcześniej przez WDS. Pozycja zawiera „Kościół katolicki i konwersję”, także „Dokąd prowadzą wszystkie drogi” oraz – premierowo – sztukę: „Magia. Komedia fantastyczna”. Więcej...

Pasterz świata

Po raz pierwszy w polskim tłumaczeniu wspaniała, osobista książka Louisa de Wohla goszcząca w arcyciekawej serii brawurowych powieści historycznych o przygodach najwspanialszych świętych. Poznaj wyśmienitą biografię „Pasterz świata” o losach Piusa XII. Więcej...

O naśladowaniu Chrystusa

Tradycyjny, klasyczny, nieco uwspółcześniony przekład genialnej książki Tomasza a Kempis, oprócz Pisma Świętego najbardziej popularnego dzieła literatury chrześcijańskiej w historii. Książka nawróciła więcej ludzi, aniżeli zawiera liter na swych kartach! Więcej...

Błogosławieni i słudzy Boży

Nakładem WDS ukazała się książka z pasjonującymi wywiadami o dwunastu błogosławionych i sześciu sługach Bożych przeprowadzonymi przez Kajetana Rajskiego z dziewiętnastoma rozmówcami, zwierająca także teksty o niezwykłym dziedzictwie czterech świętych. Więcej...

http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/818366baner_Wampir.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/391645baner_Hetmani.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/410401baner_Traktat_o_doskonalym_nabozenstwie.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/890362baner_Wyprawa_po_zone.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/432152baner_Pojdzmy_za_Nim.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/229445baner_Pius_X.JPG http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/657702baner_RCesarski.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/587604baner_Listy_1.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/329658baner_Listy_2.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/830971baner_MitreHospodarska.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/811784baner_poslaniec_krola.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/631027baner_TiaraiKorona1.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/235694baner_TiaraiKorona2.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/669600baner_RPolanieckich2.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/244631baner_RPolanieckich1.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/957404baner_MB_i_jaj_rodzina_czyli_kto.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/206161baner_Bez_dogmatu.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/379606baner_Puszcza.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/635690baner_Wiry.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/945785baner_Na_polu_chwaly.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/689327baner_Smierc_i_sad.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/471952baner_Niebo_i_pieklo.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/330416baner_KoniecSwiata.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/661023baner_Tylko_Kosciol.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/477625baner_chesterton2.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/154209baner_Pasterz.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/265341baner_OnasladowaniuChrystusa.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/589607baner_SiBczylikto.jpg
 

Wampir Władysława Reymonta PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 
piątek, 08 września 2017 14:24

Niezwykła książka „Wampir” Władysława Reymonta, ukazująca dramat uwikłania się w spirytyzm, okultyzm i fałszywe religie, to już jedenasta pozycja z serii Magna carta zawierającej wielkie, ważne karty naszej rodzimej literatury, wybitne polskie powieści pisane w wieku XIX i początku XX.

Znakomicie naszkicowany nastrój grozy panujący w przyciemnionym salonie i tło do niego – odgłosy dżdżu szemrzącego za oknem. Mrok ledwo co rozświetlony słabą kroplą zielonkawego poblasku, ludzie siedzący wokół stołu, ich dłonie splecione w łańcuch magiczny, z przejęcia drżące serca, lęk wgryzający się w mózgi... odczuwanie obecności niewidocznych istot, podmuchy chłodu... skrzypienia i trzaski, a potem stół – najważniejszy w tym momencie obiekt – najpierw unoszony przez jakąś nieznaną moc ku górze i bezszelestnie opadający na swoje dawne miejsce.

A potem znów cisza i oczekiwanie. Nerwy napięte niczym postronki. Siła woli walcząca z przemożnym pragnieniem ucieczki z tego miejsca przepełnionego nienazwanym... I wreszcie owo nienazwane z całą mocą dające znać o sobie – dźwiękami i objawieniem się zjawy, która wyemanowuje z uśpionego snem somnambulicznym medium... A może nie wyemanowuje?... Może to jest medium, tyle że obsiedlone przez coś, przez kogoś?... Bo te oczy, które ukazywały tylko same białka, bo ten głos, obcy, ponury mówiący dziwnym, nieznanym językiem...

Poszept zagadkowej istoty nie do końca wiadomo, czy wydobywający się z ust medium, czy też nie, czy raczej może wypływający skądś z bliżej niedookreślonej przestrzeni...

Jeszcze i jeszcze potęgujący się nastrój grozy i tajemniczości, rosnące przerażenie uczestników ściśle jednakowoż zespolone w niebywałym podnieceniu sięgającym granic wytrzymałości nerwowej...

Już nie chłód, ale dojmujący ziąb w salonie jakby wysączający się ze ścian... Ogniki błąkające się w przestrzeni pokoju, zjawa jakby z płomienia utkana unosząca się nad podłogą, zmiennokształtna, aż na ostatek przybierająca formę człowieczą, cielesną, o kobiecej posturze.

I uczestnicy sycą się tym. Uczestnicy poszukujący czegoś niezwykłego, nadnaturalnego, czegoś, co nie jest zwykłe, powszednie, nudne... I ktoś im to daje... Media przenikają w inny wymiar, w inny świat, czy może światy. Złuda i ułuda? Czyżby? Wszak są tak realnie bolesne, słodkotkliwe, choć jednocześnie – zda się – że to jednak porwane w strzępy majaki...

Lecz co to? Po seansie, który sięgnął swego kresu, nic się nie kończy! Zdumiony bohater powieści, Zenon, konstatuje, iż kobieta-medium – Daisy musiała znajdować się w wielu miejscach jednocześnie. A przecie to nie jest możliwe. Więc jeśli nie ona, to kto?...

Czy aby Zenon na pewno zna miss Daisy?... Kogoś, kto jest tajemniczy i groźny? Chwilami nawet przerażający?...

Ale jest i przeciwieństwo – Betsy... Niewinność... dobroć... A potem będzie ktoś jeszcze... trzecia kobieta... I szarpanie jego duszy w trzy strony, przez trzy pary rąk, przez trzy kobiece, antagonistyczne wobec siebie wzajem, wole...

A wszystko zaczynało się tak niewinnie...

Londyn... inny i nieco tajemniczy. I zdolny polski literat zaręczony ze śliczną miss Betsy trafiający przez przypadek (nie, nie, nie ma przypadków, poza gramatyką) na seans spirytystyczny, a tam... kolejna piękność – tajemnicza Daisy, która przybyła do Anglii z baśniowej krainy, z Indii. Nie sama, lecz w towarzystwie Mahatmy Guru i budzącej dreszcz lęku pantery Bagh.

Kimże jest owa tajemnicza miedzianowłosa Daisy? Kim jej hinduski mistrz i przewodnik, kim pantera?... Zenon, zauroczony, czy może nawet owładnięty przemożnym pragnieniem bycia z Daisy lgnie do niej, nie bacząc na to, że zagadkowa piękność wiedzie go ku sile jakowejś, pradawnej i groźnej, ku złu, z którego sideł zda się, niemożebne jest się mu wyzwolić.

Rozdarty pomiędzy Daisy i Betsy zwodzi tę drugą, oddając się inicjacji w demoniczny wręcz erotyzm pierwszej, a kiedy z Polski przybywa jeszcze Ada, jego wcześniejsza miłość – rozdarty pomiędzy trzy kobiety pogrąża się w coraz mroczniejszych obszarach czystej już szatańskości, z których nawet i śmierć, której się pragnie jak czegoś najbardziej pożądanego byle nie powrócić do zwykłej prozaicznej powszedniości, nie jest zdolna oswobodzić.

I Zenon absolutnie duchowo przemieniony z normalnego, wartościowego, szlachetnego, mającego cel w życiu młodzieńca przedzierzga się istotę duchowo wykoślawioną, zepsutą, kłamliwą, zwodniczą, a zarazem pogrążoną w bezbrzeżnej rozpaczy, mającą wszelako świadomość poniesionej klęski i zrujnowanego życia, a przecież niezdolną do uwolnienia się ze szponów opętania, które nim owładnęło. I nawet tego by sobie nie życzył!

Nie wiemy, jak Zenon skończył, bo Reymont sadza go na statek o bardzo symbolicznej, budzącej dreszcz grozy, nazwie i wyprawia w nieznanym kierunku.

Jednocześnie jednak zostawiając nam przesłanie, że igranie z demonicznymi mocami, tutaj reprezentowanymi przez ezoteryczne kulty hinduskie, choć nie w czystej postaci, bo pomieszane z okultyzmem innych form i kompozycji, zawsze musi człowieka – o ile się zawczasu nie opamięta – doprowadzić w takie miejsce i do takiego stanu, który straszliwszy jest nawet od najdotkliwszej doczesnej nędzy. Stanu, który sprawi, iż nieostrożny entuzjasta ezoterycznych kultów na koniec może tylko zawołać: „A choćby nawet szaleństwo i śmierć! A choćby!” – na przekór własnej woli. A potem skryć się za horyzontem bezkresnego oceanu płynąc ku najstraszliwszemu przeznaczeniu, gdzie czeka nań skraj świata i niezgłębiona przepaść, w którą się zapadnie, zatracając w otchłani piekielnych czeluści...

***

Problem z Wampirem jest jednak taki, że w powieści nie występuje żaden klasyczny wampir, typu hrabiego Drakuli wysysający z przegryzionych żył i tętnic ciepłą ludzką krew, ale mamy tu opisany nie tylko literacko znakomicie, ale także i z gruntowną znajomością tematu, „wampiryzm energetyczny”, czy poprawniej „duchowy”, a z tekstu powieści niedwuznacznie wynika, iż Reymont sam się musiał parać okultyzmem, chociaż krytycy i komentatorzy wolą delikatniej to określać, że interesował się nim tylko.

Chociaż... co do opisanych w powieści kultów, tradycji, wierzeń, początkowo można odnieść wrażenie, że mamy tu spory bałagan, w którym ciężko się rozeznać nawet staremu czarodziejowi, bo Reymont miesza porządki i tradycje. Nie zagłębiając się zatem w analizy, w ostateczności można by przyjąć, że autor Wampira jest tylko niezbyt „systematycznie i dogłębnie” oczytany, ale nie jest adeptem i dlatego taka jest treść i forma powieści. Jednakowoż po głębszym zastanowieniu i gruntowniejszej analizie, po zerknięciu między wiersze, podbudowani wiedzą o tamtoczesnych modach i zboczeniach duchowych musi się dojść do wniosku, że Reymont doskonale i nader precyzyjnie odmalował obraz tajemniczych obrzędów spełnianych w mrocznych wnętrzach salonów ówczesnego, nie tylko londyńskiego, mondu. I naprawdę znał się na tym, o czym pisze.

Żyjąc w tamtych czasach, zajmując się okultyzmem, musiał, a przynajmniej powinien znać się z Punar Bhawą, czyli Czesławem Czyńskim (1), okultystą, członkiem O.T.O. (2) i – nie bójmy się użyć tego słowa – satanistą, a jeśli z nim, to – odwiedzając Wielką Brytanię być może też i z Aleisterem Crowleyem (3), który sam siebie nazywał Bestią. Powinien też znać się i ze Stanisławem Przybyszewskim (4), przynajmniej pasjonującym się okultyzmem i satanizmem, autorem pierwszej polskiej powieści satanistycznej Dzieci Szatana czy też z Tadeuszem Micińskim (5), o takich drobinkach pomniejszego płazu jak Franek Kluski (6) czy Ochorowicz (7) nie wspominając.

Ale to już do powieści nie należy. To tylko taka moja dygresja nie na temat, ale obok tematu.

Cóż, tak się nasza inteligencja, stare i nowe elity zabawiały... Mniej albo bardziej jawnie. Czy była to tylko moda?... Raczej nie. To była wiara, może nie u wszystkich jednakowo mocna, niemniej prawdziwa.

Czytelnik może zapytać, a kiedyż to wszystko się zaczęło. Można odpowiedzieć krótko – w Edenie, bo tam właśnie doszło do pierwszego bezpośredniego kontaktu człowieka ze złem osobowym. Ale może nie sięgając aż tak daleko, pokażmy źródła dwudziestowiecznych mód ezoterycznych, seansów spirytystycznych i tego wszystkiego, co trwa aż po dziś dzień, przepoczwarzając się w strukturę przypominającą budową zaśniad groniasty (8), a określającą samą siebie jako new age (9)!

Zatem? Ad rem!

***

Na początku był Emanuel Swedenborg (10) i jego objawienia. Ale dla złych mocy nie był to pomysł udany. Niewiele osób się tym podnieciło, a cały ruch i cała nauka tego szwedzkiego uczonego i zarazem diabolicznego mistyka uschła. Co prawda tu i ówdzie na świecie jeszcze wegetują nędzne resztki jego wyznawców, lecz nic tak naprawdę nie znaczą.

Początek tego, co mamy po dziś dzień był zgoła inny, bardziej banalny i nader prosty. Nie było w nim niczego naukowego, czy może „naukowego”.

W niewielkiej miejscowości Hydesville, w stanie Nowy Jork, mieszkała rodzina Foxów, składająca się z ojca Johna, matki Margarett, oraz dwóch córek: piętnastoletniej Leach i dwunastoletniej Katie.

W nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1848 roku dziewczęta zostały obudzone silnym stukaniem w ściany pokoju, w którym spały. Mimo natychmiastowego dokładnego sprawdzenia tak samego domu, jak również jego obejścia, rodzina Foxów wykluczyła możliwość spowodowania owego hałasu przez jakąkolwiek żywą istotę.

Jednocześnie obydwie Foxówny doszły do przekonania, że owo „coś”, co obudziło je hałasem, nie chce zrobić im krzywdy, a raczej usiłuje nawiązać kontakt. Przemawiając zatem do owego „czegoś”, uzgodniły, że będą się z nim porozumiewać przy pomocy ustalonej i ściśle określonej liczby stuknięć.

Przyniosło to zdumiewające wprost rezultaty: dziewczęta nawiązały kontakt z duchem osoby zmarłej! A oto czego się odeń dowiedziały: jest Charlesem Rosmym, komiwojażerem, którego obrabowano i zamordowano w tym właśnie domu przed pięciu laty, zanim Foxowie wprowadzili się pod jego dach. Ciało Rosmy’ego miało rzekomo zostać pogrzebane w piwnicy.

To była już bardzo konkretna informacja, której John D. Fox nie omieszkał sprawdzić. Mimo iż w obecności powiadomionych o wszystkim sąsiadów przekopał dokładnie całą piwnicę, nie natknął się nawet na ślad ludzkich szczątków. Zobaczyły one światło dzienne dopiero w 1904 roku, kiedy to przypadkowo, po zawaleniu się w piwnicy starego domu Foxów jednej ze ścian natknięto się na zamurowany w niej szkielet Rosmy’ego oraz jego kuferek komiwojażera.

Od tamtej pory było głośno o tym fenomenie, jak również i innych kontaktach z duchami. Ale owo ostateczne potwierdzenie realności zdarzeń, jakie miały w domu Foxów przed laty, nie było już potrzebne, ponieważ ruch spirytystyczny od długiego czasu rozwijał się – narastając lawinowo – nie tylko w całej Ameryce Północnej, ale przekroczywszy ocean, zawojował Europę.

Nieformalną głową owego ruchu i jego teoretykiem został znany uczony francuski, urodzony w 1804 roku w Lyonie, Leon Hippolyte Denizart Rivail, który jako spirytysta przybrał nazwisko Allan Kardec (11), pod jakim rzekomo żył w poprzednim wcieleniu. Lecz Rivail, zanim się stał Kardeckiem, był do spirytyzmu nastawiony sceptycznie. Uwierzył weń i nawrócił się dopiero po wzięciu udziału w nadzwyczaj udanym seansie z udziałem wirującego stolika.

Jego przemiana okazała się tak silna, że resztę życia poświęcił spirytyzmowi. Napisał i wydał wiele dzieł traktujących o kontaktach żywych z umarłymi, między innymi: Księgę Duchów, Księgę Mediów, Ewangelię według Spirytyzmu, Piekło i Niebo, Genezę, Cuda i przepowiednie według Spirytyzmu, dając podwaliny teoretyczne, wyjaśniając zjawiska i szczegółowo opracowując doktrynę (spirytyści odżegnują się stanowczo od określenia ich ruchu jako ruchu religijnego; twierdzą natomiast, że posiada on charakter wyłącznie naukowy).

Podczas seansów spirytystycznych, w których bezwzględnie musi brać udział medium, czyli osoba posiadająca szczególne właściwości kontaktowania się ze światem ponadzmysłowym, manifestują swą obecność jakieś inteligentne osoby, które powszechnie uważane są za duchy zmarłych: bliskich, znajomych, ale też niekiedy zupełnie obcych.

Manifestacje owych inteligentnych istot, nienależących do świata doczesnego, nie ograniczają się bynajmniej do odgłosów stukania, czy poruszania przedmiotami służącymi do porozumiewania się z nimi (np. stolikami, talerzykami, tabliczkami ouija itp.).

Jedną z ciekawszych manifestacji jest tzw. pismo automatyczne, polegające na tym, iż medium pod wpływem ducha pisze to, co on ma zebranym uczestnikom seansu do zakomunikowania. Fenomen owego pisma polega na fakcie, iż medium nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie słowa kreśli i jakie przekazuje treści.

Ale najciekawszą z form manifestacji duchów jest bez wątpienia fenomen ukazywania się zjaw, lecz o tym będzie niżej.

Interesująca będzie opinia – i warto o niej powiedzieć – Kościoła katolickiego, jak i innych wspólnot i wyznań chrześcijańskich, odnosząca się do mediumizmu inkarnacyjnego, czyli do fenomenu manifestowania się ducha przez owładnięcie, wcielanie się, bądź innego rodzaju posłużenie się ciałem i zmysłami żywej istoty ludzkiej. Oczywiście Kościół nie zaprzecza możliwości wystąpienia, zaistnienia tego zjawiska z tej oczywistej przyczyny, że stałoby to w sprzeczności z mającymi miejsce faktami, które są znane z historii, a zdarzają się i dziś. Kościół jednak dokonuje tu pewnego rozróżnienia: czym innym jest manifestowanie się dusz zmarłych żywym ludziom, a czym innym inkarnowanie się jakiejś obcej inteligencji.

Nie przez przypadek napisano tutaj o „jakiejś obcej inteligencji”, ponieważ chrześcijanie z całą stanowczością wykluczają, aby mogły to być dusze zmarłych ludzi, którzy są wzywani i zapraszani do przybycia z powrotem do naszej materialnej rzeczywistości.

Wcielanie się jest jednak niepodważalnym faktem. Tyle że można w tym wypadku mówić o jednym tylko – o pewnej specyficznej działalności Szatana i jego demonów. To one właśnie manifestują się poprzez obsiedlenia mediów.

Jeśli chodzi o objawienie się dusz osób zmarłych osobom żyjącym, to – jak poucza Kościół – Bóg niekiedy, w pewnych szczególnych okolicznościach dopuszcza taką możliwość. Ale – i to zasługuje na podkreślenie – za każdym razem zależy to od woli i zgody Stwórcy. Nie ma tak, że dusze przychodzą na wezwanie żywych, ilekroć tym ostatnim przyjdzie na to ochota.

Aby do czegoś podobnego mogło dojść, bezwzględnie musi zaistnieć nadzwyczaj poważna przyczyna. Przeważnie chodzi o ostrzeżenie czy nawrócenie kogoś z żyjących – a więc jest to spowodowane miłością i troską o niego, a nie zaspokajaniem próżnej ciekawości.

Jednak nie ulega wątpliwości, że ktoś czy coś na wezwanie medium czy mediów przychodzi. Tego podważyć się nie da. Zatem?... Kto lub co to jest?... Na te pytania odpowiedzieliśmy już wyżej: Ojciec Kłamstwa bądź jego sługi.

Według opinii Kościoła to właśnie one przychodzą do nas, aby oszukiwać i zwodzić. To one przyoblekają na siebie kształty tych, których pragnęlibyśmy zobaczyć, to one naśladują ich głosy, ich gesty, ich sposób zachowania. Poza tym jeszcze – znając (nieważne w tym miejscu czy w sposób pośredni czy bezpośredni) tajniki naszych serc i umysłów – umieją tak z nami rozmawiać, że wyzbywamy się jakichkolwiek wątpliwości i bezkrytycznie zaczynamy wierzyć, iż przyszli do nas ci, których kochaliśmy, bądź ci, których pragnęliśmy ujrzeć z jakiegoś innego powodu.

Co się zaś tyczy inkarnowania się, czyli wcielania w osobę medium podczas seansu spirytystycznego, to nie może to być czymkolwiek innym, jak tylko rodzajem czy formą czasowego opętania człowieka przez demona.

Po seansie zły duch, który przebywał w ciele medium i przemawiał jego ustami, na ogół odchodzi, ale wielokrotnie zdarza się, że opętuje na stałe czy to tego, który dobrowolnie użyczył mu swej materialnej powłoki, czy też jakiegoś innego uczestnika seansu.

Oczywiście, zupełnie zrozumiała jest ludzka ciekawość, nawiasem mówiąc będąca jedną z cech naszej natury, ale przecież jakiekolwiek próby rozerwania owej zasłony podejmowane na seansach spirytystycznych, są bardzo niebezpieczne.

***

Od czasów pierwszych prób nawiązania łączności z zaświatami, jakie miały miejsce w domu Foxów, poprzez lata, z udziałem nadzwyczaj uzdolnionych mediów, osiągnięto zadziwiające rezultaty.

Wirujące stoliki, talerzyki, stukoty, pismo automatyczne czy nawet wcielanie się ducha – przybyłego na wezwanie medium (łącznie ze zmianą rysów twarzy i głosu tego ostatniego) są niczym wobec zjawiska ukazywania się zjaw.

W ciągu wieków, relacji na temat manifestowania się zjaw było bardzo wiele, opisy w nich zawarte są bez wątpienia niezwykle interesujące, niemniej – według mojej skromnej oceny – za jedno z najbardziej intrygujących i zarazem tajemniczych było pojawienie się niejakiej Katie King, doskonale przebadane przez angielskiego uczonego Williama Crookesa.

Profesor William Brookes (12) to postać, której nawet najbardziej nieprzychylny naukowiec nie powinien zarzucić braku kompetencji czy też obiektywizmu. Co oczywiście nie znaczy, iż wyniki badań przeprowadzonych przez tego człowieka zostały uznane i zaakceptowane. Wprost przeciwnie – koledzy naukowcy uznali Crookesa za „osobę naiwną i łatwowierną”, która pozwalała się oszukiwać sprytnym cwaniakom.

Nie chcę tu wyliczać wielkich zasług i osiągnięć profesora na polu nauki, bo nie ma miejsca na to, wspomnieć jednak muszę, że zyskał on bardzo wiele poważnych i liczących się osiągnięć w dziedzinie fizyki i chemii, a prócz tego wniósł też pewien wkład w rozwój nowoczesnej astronomii.

Otóż ten właśnie uczony, początkowo nastawiony bardzo sceptycznie, po przeprowadzeniu długich i rzetelnych badań musiał orzec, iż ukazywanie się zjaw jest niezbitym i niepodważalnym faktem. Eksperymentował on z tak znaną i głośną postacią, jaką był Daniel D. Home (13) oraz z Florencją Cook (1856–1904), w której obecności manifestowała się zjawa Katie King (zjawa sama prosiła, żeby tak ją nazywać).

Cała sprawa zaczęła się zupełnie przypadkowo. Oto bowiem w maju 1871 roku pewna mieszkanka Londynu, pani Cook, matka piętnastoletniej Florencji, przez jakiś dziwny, tajemniczy głos dobiegający skądś, nie wiadomo skąd, została poinformowana, że w obecności jej córki mogą się zacząć dziać rzeczy niezwykłe, o ile zostaną spełnione pewne, określone warunki. Głos podał też, co należy uczynić, aby się to stało. Zgodnie zatem ze wskazaniami głosu kobieta przygotowała w wydzielonej części mieszkania zupełnie zaciemniony gabinet, w którym zasiadła Florencja.

Po jakimś czasie obok dziewczyny częściowo zmaterializowała się kobieca postać. Materializacja nie była całkowita, a ograniczała się jedynie do głowy i barków. Ta głowa, poruszając wargami, usiłowała coś powiedzieć, ale nie mogła wydobyć głosu. Potem znikła.

Oczywiście nie był to jedyny eksperyment, po nim następowały kolejne. Im było ich więcej, tym zjawa poszerzała swoje możliwości. Materializowała się w całości, zyskała możliwość porozumiewania się za pomocą mowy, chodziła, pisała...

Jak nietrudno się chyba domyślić, początkowe pojawienie się postaci Katie King, która z chwilą uzyskania zdolności mówienia poinformowała, że tak właśnie się nazywa oraz iż będzie się objawiać jedynie w ciągu trzech lat, czyli do maja 1874 roku, zostało uznane za oszustwo.

Jednak mimo to do badań nad fenomenem, oprócz zwykłych spirytystów, włączyli się także solidni, kompetentni i rzetelni badacze, m.in.: W. H. Harrison, dr J. C. Prudron, dr J. M. Gully, dr G. Sexton, czy A. N. Aksakow. Seanse przeprowadzane w ich obecności, w warunkach nadzwyczaj surowej kontroli, wykluczyły jakąkolwiek możliwość oszustwa tak ze strony samego medium, jak też i postronnych osób trzecich.

W grudniu roku 1873 badaniem zjawy zajął się wymieniony wcześniej profesor Crookes. A oto co przyniosły jego obserwacje i eksperymenty. Crookes w warunkach niezwykle surowej kontroli przeprowadzał seanse w różnych oddalonych od siebie i nieznanych uprzednio przez medium domach, w tym także i w swoim własnym, i wszędzie dochodziło do ukazania się zjawy Katie King w takiej samej postaci.

Jak się zdaje, jej materializacja była – jak dotąd – najpełniejsza i najlepiej przebadana. Początkowo Katie ukazywała się tylko w ciemnościach, potem przy słabym świetle, wreszcie pozwalała się widzieć również i w świetle pełnym.

Zjawa zgadzała się, by ją wielokrotnie i w najrozmaitszych pozycjach fotografować, a jej zdjęcia istnieją po dziś dzień. Mimo iż było pewne fizyczne podobieństwo rysów twarzy zjawy do medium (co przedstawiono jako zarzut, mający podważyć prawdziwość zjawiska i sugerować, że zaszło tu oszustwo), to przecież różniły się one od siebie znacznie, między innymi wzrostem (Katie była wyższa od Florencji), kolorem skóry i włosów. Ponadto medium posiadało bliznę na szyi oraz przebite uszy, czego nie stwierdzono u Katie King.

Ta ostatnia pozwalała się nie tylko fotografować, lecz również dotykać, badać tętno, a nawet odciąć pukiel włosów. Oprócz mierzenia pulsu, profesor Crookes osłuchiwał także i serce zjawy.

Wszystkie te badania utwierdziły go w niezbitym przekonaniu, iż ma do czynienia z osobą jak najbardziej realną i materialną, absolutnie żywą, o wysokiej, całkowicie autonomicznej inteligencji, niezależnej od woli i inteligencji kogokolwiek z gromadzących się na seansach uczestników. Ale... czy był to człowiek?...

Najdokładniejszego zbadania zjawy Katie King dokonała pani Florence Marryat, która dokładnie obmacała ową zagadkową postać, stwierdzając, iż bez najmniejszej nawet wątpliwości jest to rzeczywiście żywa, wyglądającą na ludzką istota. Katie ponadto, gdy wprowadzono ją za zasłonę, rozebrała się do naga i raz jeszcze pozwoliła się szczegółowo obejrzeć i zbadać!

Po raz ostatni zjawa zmaterializowała się na seansie w dniu 21 maja 1874 roku, w obecności licznie zebranych osób. Z otrzymanych od dwóch panów pożegnalnych bukietów kwiatów uwiła wieniec, później napisała kilka listów do nieobecnych podówczas znajomych uczestników wcześniejszych seansów, odcięła pukiel włosów i kawałki swego odzienia, zostawiając je na pamiątkę. Wreszcie oddaliła się do gabinetu, w którym znajdowała się pogrążona w transie Florencja. Zjawie towarzyszył tam profesor Crookes, Katie obudziła Florencję, z którą jeszcze czas jakiś rozmawiała. Wówczas to profesor (z owej rozmowy) dowiedział się z jej ust, iż nigdy więcej nikt nie będzie już jej widział w fizycznej postaci. Dalej – że owe trzy lata, podczas których przyoblekała się w cielesną powłokę, były dla niej niezwykle ciężkim, smutnym i trudnym czasem pokuty za popełnione w ziemskim życiu grzechy, oraz iż teraz, spłaciwszy swój dług i oczyściwszy się zupełnie, odchodzi do lepszego świata.

Mimo bezsprzecznych i niepodważalnych – zgodnych z kryteriami i wymaganiami nauki – dowodów potwierdzających realność ukazywania się zjawy (chociaż bynajmniej nie udzielającej odpowiedzi na pytania, skąd się ona wzięła i kim – lub czym – w rzeczywistości była), po dziś dzień wśród naukowców panuje obiegowa opinia, iż wszystko to było oszustwem i mistyfikacją. Wysuwają oni przy tym tak głupie, naiwne i absurdalne zarzuty, że nie licują one absolutnie z naukową godnością i odpowiedzialnością. Co więcej, owe zarzuty zdają się bezsprzecznie dowodzić, że ci krytycy nigdy nie zadali sobie trudu, by przestudiować materiał dowodowy pozostawiony zarówno przez profesora Crookesa, jak i innych równie godnych zaufania uczestników seansów, podczas których ukazywała się Katie King.

Sądzę, że warto jeszcze zajrzeć na nasze podwórko i wspomnieć o wybitnym polskim fenomenie mediumizmu, używającym pseudonimu Franek Kluski, czyli o Teofilu Modrzejewskim. Zdolności mediumiczne tego człowieka, który był urzędnikiem bankowym, dziennikarzem i poetą, ujawniły się stosunkowo późno, bo dopiero w wieku czterdziestu pięciu lat. Od tamtej pory aż przez sześć lat trwały bardzo wnikliwie prowadzone badania fenomenu, pod przewodnictwem Norberta Okołowicza (14) – okultysty, spirytysty i badacza oraz dokumentalisty zjawisk metempsychicznych.

Nie chcę się tutaj rozwodzić i przytaczać opisów tych seansów, krótko tylko wspomnę, co podczas nich można było zaobserwować.

Otóż kolejność niezwykłych zjawisk (zaobserwowano kilkaset materializacji duchów!) była na ogół mniej więcej taka sama. Najpierw „pozaziemskie moce” demonstrowały swą obecność poprzez tzw. podmuchy, którym towarzyszyło obniżenie (znacznie: czasem o osiem, dziesięć stopni Celsjusza) temperatury pomieszczenia, zapachy m.in. kadzidła, ambry, mięty, kwiatów pomarańczy, dotykanie zebranych przez niewidzialne ręce i zjawiska świetlne polegające na ukazywaniu się w powietrzu ogników o kształtach kulistych, eliptycznych, a czasem też i innych.

W końcu dochodziło do materializacji częściowych lub całkowitych postaci ludzi, rzadziej zwierząt. Rzeczą charakterystyczną jest to, iż około jedna czwarta zjaw została rozpoznana przez uczestników seansów z Modrzejewskim jako fantomy znanych im osób zmarłych! Co do pozostałej liczby pojawiających się postaci, nie można było użyć tak kategorycznego stwierdzenia, z tej choćby przyczyny, iż nie były one znane nikomu z biorących udział w tych posiedzeniach.

Często się zdarzało, iż zjawy poproszone o to, zanurzały części swych ciał (kończyny, twarze) w płynnej parafinie. Powstałe w ten sposób foremki wypełniono rzadkim gipsem i uzyskiwano doskonałe odlewy. Potwierdzały one w sposób bezsprzeczny to, iż fantomy podczas objawiania się na seansach posiadały rzeczywistą materialną postać zupełnie normalnych ludzi, a jednocześnie, iż były to rzeczywiście zjawy!

Seanse owe udowodniły ponadto, iż wszystkie te fantomy miały wiedzę, osobowość i inteligencję autonomiczną i niezależną od inteligencji czy woli którejkolwiek z osób biorących udział w eksperymentach, a zatem fakt, że ich inteligencja musiała należeć do nich samych, przybyłych nie wiadomo skąd.

Podobnie jak w przypadku innych manifestacji widziadeł polegających na materializacji, tak samo i te, które miały miejsce podczas seansów z Teofilem Modrzejewskim, „naukowcy” po dziś dzień uważają za ordynarne oszustwo i mistyfikację, które według nich miały na celu wyłudzanie pieniędzy od naiwnych obserwatorów. Oczywiście zgodnie z wypracowanym przed laty schematem obowiązującym przy tego rodzaju „naukowym” wyjaśnieniu zjawisk paranormalnych, uczeni nie zadali sobie trudu, by w ogóle przeanalizować rzetelny i obszerny materiał dowodowy. Ponadto oskarżenie Modrzejewskiego o czerpanie korzyści materialnych z seansów jest najzwyklejszym kłamstwem, ponieważ – jak zapewniali ci, którzy go znali i uczestniczyli w eksperymentach mediumicznych – człowiek ów nigdy nie wziął nawet grosza za demonstrowanie swych uzdolnień.

***

Tak było przed kilkudziesięciu laty, a jak jest dziś? Jak wyglądają współczesne kontakty z zaświatami?

Jak nietrudno się domyślić, próby nawiązania kontaktów z zaświatami wcale nie ustały z chwilą zakończenia II wojny światowej, chociaż tamto pokolenie, tak mocno fascynujące się spirytyzmem, który został niejako „wywołany” przez siostry Fox w połowie XIX stulecia, odeszło już z tego padołu.

Spirytystów jest dzisiaj całkiem sporo, bo ich liczbę szacuje się na pięć do dwunastu milionów w skali globu, to przecież temat zainteresowania nimi jakby zdecydowanie się zmniejszył.

Niemniej przecież wciąż istnieją ludzie, którzy cały problem traktują poważnie i prowadzą bardzo interesujące badania. Wydaje się, że do najciekawszych zaliczyć należy odkrycie pewnego Szweda, Friedricha Jürgensona (15). A oto jak do niego doszło.

Któregoś dnia 1959 roku Jürgenson, jak to miał w zwyczaju, udał się do lasu, aby zająć się nagrywaniem ptasich głosów na taśmę magnetofonową. Po ukończeniu nagrania, gdy w domu przesłuchiwał taśmę, zamiast głosu ptaka (na którym, nawiasem mówiąc, bardzo mu zależało) posłyszał jakieś niewyraźne szmery, przypominające ludzki szept. Po kilkakrotnym przesłuchaniu taśmy i wyregulowaniu magnetofonu, ze zdumieniem skonstatował, iż jest to coś, czego w miejscu sporządzania nagrania nie słyszał i słyszeć nie miał prawa: dźwięki fanfar i rzeczywiście ludzki głos.

Nie będę się tutaj rozwodził nad pracami i badaniami, jakie przez dość długi okres prowadził Jürgenson, zanim mógł, bez najmniejszych nawet obaw i wątpliwości stwierdzić, iż na taśmie magnetofonowej, w jakichś bardzo szczególnych okolicznościach można zarejestrować ni mniej, ni więcej, tylko głosy ludzi... zmarłych!

Informacje, jakie w ten sposób uzyskał „z tamtego brzegu”, zmieniły zupełnie jego obraz widzenia świata i całe życie. Od owej pory Szwed badania nad światem pozagrobowym i techniki kontaktowania się żywych z umarłymi uznał za swoje powołanie.

Za Jürgensonem poszli i inni. Dziś takimi badaniami zajmuje się znaczna liczba poważnych osób, które trudno byłoby posądzić o mistyfikację czy niesmaczne żarty. Ich dokonania w owej dziedzinie poszły jednak dalej. Oto bowiem – jak twierdzą – przy pomocy radia i komputera jest obecnie możliwy nie tylko kontakt jednostronny, jak to miało miejsce w przypadku pierwszych nagrań Jürgensona, ale i... dwustronny.

Największą sensację jednak wzbudziły doniesienia z ostatniego czasu, mówiące o tym, iż również przy pomocy nośników elektronicznych można zdobyć wieści z tamtej strony żywota, która teraz wzbudza nasz lęk, a ku której wszyscy powoli, acz nieustannie, z każdą sekundą, z każdym uderzeniem serca zmierzamy.

Od czasów, kiedy z nagraniem głosów dusz zmarłych eksperymentował Friedrich Jürgenson, bardzo wiele zmieniło się w tej dziedzinie. Przede wszystkim uległy zmianie urządzenia, które służą do tego celu. Dawne prymitywne magnetofony, z równie prymitywnymi i mało czułymi mikrofonami, zastąpiły nowoczesne, superwysokiej klasy.

Przez te wszystkie lata ponad wszelką wątpliwość stwierdzono, że zjawisko, które ochrzczono mianem psychofonii, wywoływane jest przez jakieś – bliżej nieokreślone – czynniki pozaludzkie. Ponieważ głosy, jakie zapisują taśmy magnetofonowe czy dyktafony, z całą pewnością nie pochodzą od osób żyjących, mogących mieć jakikolwiek kontakt z tymi urządzeniami.

Spore zasługi w dziedzinie badań nad spontanicznie ujawniającymi się głosami, jak i nad doskonaleniem sprzętu mającego za zadanie wychwytywać je i rejestrować, położył niemiecki badacz zjawisk paranormalnych Hans-Otto Koenig. Urządzenia Koeniga zostały poddane gruntownemu badaniu przez specjalistów od elektroniki i radiofonii, zdając bardzo surowe testy.

Kiedy sprawa psychofonii stała się już dość głośna – tak jak było to do przewidzenia – w ślady pierwszych łowców przekazów z zaświatów poszło wielu ludzi. Z czasem poczęli się oni skupiać i organizować w kluby i towarzystwa, których w obecnej dobie jest wiele – mniej czy bardziej sprawnie działających.

W miarę rozwoju techniki, w miarę jak poczęto konstruować zupełnie nowe urządzenia, zwiększyły się – o ile można użyć takiego określenia – również i możliwości duchów. Teraz nie są niejako przywiązane do magnetofonów, ponieważ mają całą gamę najróżnorodniejszego sprzętu, który mogą wykorzystywać do emitowania swoich przekazów. Pierwszym urządzeniem po magnetofonie, jakiego udało się im użyć, aby nadać swego rodzaju komunikat, był magnetowid. Jak łatwo się domyślić, istoty duchowe posłużyły się teraz nie tylko dźwiękiem, ale również i obrazem.

Jednym z pierwszych badaczy, któremu udało się zarejestrować na taśmie wideo wizerunki jakichś osób i widoki jakiegoś – można się tego domyślać, chociaż oczywiście nie ma na to żadnych przekonujących dowodów – różnego od naszego świata, był Klaus Schreiber.

Był on przekonany, że w „otwieraniu drzwi” pomiędzy naszą doczesną rzeczywistością a rzeczywistością nieskończoną i wiekuistą, poczyniono bardzo poważne postępy. Oczywiście nie ma on najmniejszych nawet wątpliwości, że na taśmie wideo, w jakiś niepojęty sposób, rejestruje się obrazy dusz zmarłych ludzi. On nie ma, ale ja mam.

Kolejnym krokiem w stronę możliwości pełnego porozumienia się żywych ze zmarłymi było wykorzystanie przez tych ostatnich komputera. Identycznie jak w przypadku taśm magnetowidowych, tym razem jakieś istoty duchowe „wczytywały” bez udziału żywego człowieka przekazy na dyskietki komputerowe.

Oczywiście – co nietrudno zauważyć – wniosek nasuwa się sam: nie ma żadnego dowodu, że to rzeczywiście dusze zmarłych ludzi usiłują się kontaktować z nami żywymi. W przypadku przekazów magnetowidowych czy komputerowych, istnieją uderzające analogie do przekazów o wiele prostszych, mniej skomplikowanych, prymitywniejszych, takich jak stukające stoliki, wirujące talerzyki, czy pismo tak zwane bezpośrednie.

Tutaj jakieś inteligentne istoty z zaświatów, czy innego wymiaru, korzystają po prostu z nowych możliwości, jakich im dostarczają nowe urządzenia techniczne, na które podobnie jak wcześniej na stolik, talerzyk czy planszę ouija mogą oddziaływać.

Chrześcijaństwo takie kontaktowanie się z zaświatami przy pomocy techniki i elektroniki również potępia i uważa za szkodliwe czy nawet wręcz niebezpieczne dla człowieka. Oczywiście badaczy tych zjawisk ani ta opinia nie przekonuje, ani nie odstrasza. Oni bowiem uważają, że oto wreszcie rysuje się perspektywa – być może wcale nieodległa – ścisłego nawiązywania kontaktów między żywymi a umarłymi. Wydaje się, że w tym miejscu warto jeszcze będzie wspomnieć także i o innych rodzajach kontaktów z rzekomymi umarłymi, czyli wspomnieć krótko o jeszcze innych zjawiskach, którymi są: pismo bezpośrednie i pismo automatyczne.

Niezwykle ciekawym, a jednocześnie zagadkowym fenomenem, będzie fenomen tak zwanego pisma bezpośredniego. Przyjrzyjmy się mu nieco bliżej. Chodzi tu o takie pismo, które bez woli człowieka pojawia się na kartce papieru, pergaminu, tabliczce, bądź jakiejkolwiek innej nadającej się do pisania powierzchni.

W XIX wieku badaniem tego zjawiska zajmowali się liczni uczeni, tacy jak na przykład niemiecki astrofizyk Johann Karl Friedrich Zöllner (1834–1882), wspominany wcześniej Crookes, czy rosyjski pisarz, dziennikarz i badacz zjawisk paranormalnych Aleksander Nikołajewicz Aksakow (1832–1903). Oczywiście nie udało im się odkryć ani zrozumieć natury fenomenu, a jedyne co osiągnęli, to bezwzględne ustalenie jego prawdziwości i realności.

W warunkach ściśle kontrolowanych, w obecności mediów spirytystycznych, pojawiały się pisane przez nie wiadomo kogo, przez nie wiadomo jakie siły, komunikaty. Na ogół – co jest typowe dla tego typu zjawisk – pokazywało się pismo odwrotne, które można było odczytać jedynie w lustrze, chociaż – o czym także należy powiedzieć – pojawiło się (tyle że rzadziej) i pismo normalne, które dawało się odczytywać w zwykły sposób.

W tym miejscu należy zatrzymać się dłużej nad zagadnieniem odwrotności w spirytyzmie. Zauważono już przed wiekami, że jest to typowe dla zjawisk nadzwyczajnych, paranormalnych. To samo zresztą obserwuje się i dziś. Tak więc w tej materii nic się nie zmieniło. Zjawisko odwrotności stanowi zagadkę, której jak dotąd nie dało się rozwikłać.

Z kolei dla osób trzymających się tradycyjnej nauki kościelnej, świadczy ono o demonicznym jego pochodzeniu. Według wierzeń, Szatan i jego królestwo stanowią niejako odwrotność hierarchii i porządku niebieskiego, dlatego prawie zawsze wszystko, co robią, robią odwrotnie, od końca, w negatywie, w odbiciu lustrzanym.

Zresztą to przekonanie występowało nie tylko u ludzi, którzy dochowali wierności Bogu, ale i u tych, którzy przeszli na stronę Szatana. Dowodem na to jest obrzędowość i liturgia satanistyczna lub dawna czarnomagiczna, gdzie na ołtarzu umieszcza się krzyż w pozycji odwróconej, niektóre modlitwy odmawia od końca, a świątynię okrąża nie w procesjach, ale recesjach (marszach do tyłu).

Co do opinii na temat, kto jest autorem przekazów podawanych ludziom za pomocą pisma bezpośredniego, są one rozbieżne i podzielone. Jedni dowodzą ich demonicznego charakteru, inni, przede wszystkim spirytyści, uważają, że jednak należy to powiązać z działalnością duchów osób zmarłych.

Inaczej zupełnie rzecz się ma z innym rodzajem pisma nienaturalnego, z tak zwanym pismem automatycznym, mogącym z czasem przechodzić w pismo intuicyjne. Zjawisko to stało się głośne w czasach nam współczesnych, a to z powodu nagłaśniania owego fenomenu przez środki masowego przekazu, jak również i dlatego, iż wydano kilka książek na ten temat, zawierających treści i komunikaty przekazywane za pomocą tegoż właśnie pisma.

A oto czym ono się różni od omawianego wcześniej i jak na ogół dochodzi do jego ujawnienia się. Niech przykładem posłuży nam przypadek pewnej Francuzki, Jeanne Morannier.

Pani Morannier nie należała nigdy do osób łatwowiernych i bezkrytycznie wierzących w rozmaite nadnaturalne fenomeny. Wręcz przeciwnie nawet – nastawiona była do nich sceptycznie. Wszystko się zmieniło dopiero po śmierci jej syna Georgesa Moranniera (1944–1973), kiedy to w jej mieszkaniu dało się słyszeć różne stukoty i hałasy o nieokreślonym źródle i pochodzeniu. Wtedy poczęła podejrzewać, że są to próby nawiązania kontaktu z matką przez jej nieżyjącego syna.

Aż oto pomógł czysty przypadek. Któregoś dnia wzięła pustą kartkę papieru, ujęła w palce długopis i naraz – ni stąd, ni zowąd – jej ręka wbrew woli i kontroli umysłu poczęła się szybko poruszać, a długopis jął kreślić znaki na papierze. W końcu, pośród wielu bezsensownych znaków, pojawiło się tylko jedno logiczne zdanie, informujące ją, że przekaz pochodzi ze świata „odwróconego”.

Jej zmarły syn, Georges Morannier był z wykształcenia fizykiem i miał tytuł profesora. Nie potrafił jednak znaleźć odpowiedniej drogi w życiu. Szukał czegoś, co by mu pozwoliło dostrzec sens bytu. Uważał, że pomogą mu w tym religie Dalekiego Wschodu. Ostatecznie jednak, nie odkrywszy tego, czego szukał, popełnił samobójstwo, strzelając sobie w serce.

W przekazach notowanych przez jego matkę, ale już pismem normalnym, nie odwróconym, przez kilkanaście lat, codziennie, informował on, że samobójstwo to nic złego i że nie ma za nie kary na tamtym świecie, co jest w sposób oczywisty sprzeczne z naukami nie tylko chrześcijańskimi, ale i wszelkich innych wielkich religii, a nawet i spirytystów.

Co zatem chciał ów samobójca przekazać za pośrednictwem tekstów dyktowanych matce?

Były cztery takie kwestie, które Georges (?) chciał przekazać i wyjaśnić:

1. Udowodnić przetrwanie pierwiastka duchowego po śmierci ciała i prowadzenie przezeń aktywnego życia, które odbywa się co prawda w naszej przestrzeni, lecz w wymiarze, który należy wyłącznie do świata duchów, a który jest skryty przed oczami żyjących.

2. Opisać i określić postrzeganie mentalne, którego mogą doświadczyć wszyscy, wchodząc w ten sposób w bezpośrednią osobistą relację z realnym, choć transcendentnym światem.

3. Wyjaśnić duchowy proces ewolucji, która dotyczy reinkarnacji.

4. Opisać strukturę fizyczną świata duchowego, różne plany i różne zakresy pól energetycznych, nazywanych też polami siłowymi, które nie pozwalają pokonać ich i przedostać się na drugą stronę – czyli w tym wypadku na stronę „życia po życiu”.

Jak nietrudno się domyślić, u podłoża tego wszystkiego stoi ta sama inteligencja, która porusza stukającymi stolikami, wirującymi talerzykami, tabliczkami ouija, przemawia przez usta mediów w transie czy nagrywa się na taśmę magnetofonową bądź taśmę wideo albo na płytę cd, dvd czy inny nośnik elektroniczny.

***

Niejako na zakończenie, chcę jeszcze wspomnieć i o tym, że ta sama inteligencja, umie korzystać z... telefonu i zdarza się, że rzeczywiście posługuje się tym urządzeniem. Bywa tak, że nie wiedząc o śmierci bliskiej osoby, będąc przekonanym, że ona żyje, dzwoni się pod jej numer, prowadzi z nią dłuższą bądź krótszą rozmowę, by za dzień czy dwa dowiedzieć się, iż coś takiego było niemożliwe. A przecież miało miejsce! Albo też inaczej. To rzekomo zmarły telefonuje do kogoś z krewnych lub znajomych. Ostatnimi czasy liczba takich rozmów z zaświatami, szczególnie na Zachodzie, niepomiernie wzrosła.

Chociaż już niejeden raz zadawaliśmy pytanie kto za tym stoi i już odpowiadaliśmy na nie, to chyba warto przypomnieć jak na nie, w znakomity sposób odpowiedział w genialnej, chociaż mocno niedocenianej powieści Kariera Nikodema Dyzmy Tadeusz Dołęga-Mostowicz, przedstawiając prawdziwe oblicze elit skryte pod grubą warstwą tajemnych kultów, które bynajmniej nie były li-tylko zabawą:

„...panna Stella... wydobyła z czerwonego pudełeczka małą złotą gwiazdkę, zawieszoną na takimż łańcuszku. Wśród uroczystego milczenia podeszła do Nikodema i zawiesiła mu gwiazdkę na szyi, po czym odstąpiła trzy kroki i upadła plackiem na dywan. Wszystkie pozostałe damy uczyniły to samo, z wyjątkiem pani Lali, która poszła do drzwi i przekręciła kontakt.

Ampla (16) zgasła. Nikodem wzdrygnął się. Pogrążony w mroku pokój, trzy nikłe płomyki woskowych świec nad nim i te leżące w bezruchu kontury białych postaci, sprawiały wrażenie niesamowite.

Nagle panna Stella jęczącym głosem zawołała:

– Witaj nam, witaj, panie życia, miłości i śmierci!

– Witaj, witaj – po wielekroć powtórzyły drżące głosy.

– Witaj nam, witaj, dawco woli!

– Witaj, witaj – powtórzyły głosy.

– Witaj, szafarzu wiedzy!

– Witaj... witaj...

– Witaj, mistrzu życia!

– Witaj... witaj...

– Witaj, twórco rozkoszy!

– Witaj... witaj...

Dyzma słuchał tej litanii i myślał:

– Powariowały baby do reszty!...

Nagle panna Stella skończyła, zbliżyła się do Dyzmy i, zanim zdołał zorientować się, pocałowała go w same usta. Ku jego zdumieniu po niej zrobiła to samo pani Lala, później obie hrabianki Czarskie i reszta pań.

– Teraz spalcie kadzidła – rozkazała panna Stella.

Po chwili z czterech rogów pokoju uniosły się sinawe dymki, pachnące jakimś dziwnym aromatem, słodkim i upajającym.

Panie znowu zebrały się dookoła Dyzmy.

Na znak panny Stelli wzięły się za ręce, tworząc półkole.

Ona sama wzniosła ręce ku górze i zawołała:

– Przybądź, o przybądź Panie!

– Przybądź – powtórzyły wszystkie.

– Okaż nam łaskę swoją! – wołała panna Stella.

– Okaż...

– Zejdź między nas!

– Zejdź....

– Wstąp w duszę zastępcy Twego!

– Wstąp...

– Wstąp w ciało Mistrza naszego!...

– Wstąp...

– Zapal go płomieniem!...

– Zapal...

– Rozpłomień go Twą niezmierną mocą!

– Rozpłomień...

– Przeniknij go żarem oddechu!...

– Przeniknij!...

Nikodema przeszedł dreszcz.

– Kogo wołacie – zapytał przez zaciśniętą krtań nieswoim głosem.

Odpowiedziały mu krzyki przerażenia. Niektóre były tak przejmujące, że mroziły mu krew w żyłach.

– Przemówił, jest... To On!... – ozwały się głosy.

– Kto?... – zapytał Dyzma, trzęsąc się na całym ciele. – Kogo wołacie?

Wtem, jakby tuż za karkiem, usłyszał wyraźnie głośne warczenie. Chciał zerwać się, lecz nie miał siły, wśród odurzającego dymu, napełniającego pokój ujrzał różnokolorowe migające ogniki.

– Padnijcie na twarz – zawyła panna Stella. – On przybył! Chwała Ci, chwała Władco miłości, życia i śmierci, chwała Ci, chwała, Książę ciemności!...

Młodsza panna Czarska wybuchła spazmatycznym śmiechem, jedna z pań zerwała się i, tuląc się do pani Lali, krzyczała:

– Widzę go, widzę!

– Kogo? – wrzasnął rozpaczliwym głosem Dyzma.

– Jego, jego, szatana...

Nikodemowi nagle wydało się, że czyjeś zimne ręce ściskają go za kark. Z gardła wydobył się przeraźliwy, nieartykułowany dźwięk i Wielki Trzynasty opadł bezwładnie na fotel.

Zemdlał”.

Andrzej Sarwa

(1) Czesław Norbert Czyński (1858–1932) – polski okultysta, parapsycholog, pisarz, hipnotyzer, chiromanta, mason-martynista.

(2) Ordo Templi Orientis (Zakon Świątyni Wschodu, Zakon Wschodnich Templariuszy) – międzynarodowa organizacja religijno-zakonna o charakterze paramasońskim.

(3) Aleister Crowley, właściwie: Edward Alexander Crowley (1875–1947) – brytyjski okultysta, mistyk, szachista, alpinista, satanista; autor wielu książek, z czego znaczna większość traktowała lub choć nawiązywała do wyznawanych przez Crowleya filozoficzno-mistycznych poglądów.

(4) Stanisław Feliks Przybyszewski (1868–1927) – polski pisarz, poeta, dramaturg, nowelista okresu Młodej Polski, skandalista, przedstawiciel cyganerii krakowskiej i nurtu polskiego dekadentyzmu.

(5) Tadeusz Miciński (1873–1918) – pisarz i poeta polski okresu Młodej Polski; autor mistycznych powieści, poematów prozą i wierszy kontemplacyjnych; jeden z czołowych pisarzy polskiego ekspresjonizmu, prekursor surrealizmu; członek Warszawskiego Towarzystwa Teozoficznego.

(6) Franek Kluski, właściwie: Teofil Modrzejewski (1873–1943) – polskie medium oraz reporter prasowy; w pierwszej połowie XX wieku zasłynął z rzekomej materializacji bytów duchowych.

(7) Julian Leopold Ochorowicz (1850–1917) – polski psycholog, filozof, wynalazca, poeta, publicysta, fotografik, teoretyk pozytywizmu; badacz psychologii eksperymentalnej w zakresie zjawisk mediumicznych; uważany za polskiego pioniera psychologii eksperymentalnej i hipnologii.

(8) Zaśniad groniasty – niezłośliwa postać ciążowej choroby trofoblastycznej; powstaje w wyniku nieprawidłowego zapłodnienia komórki jajowej, która implantuje się i proliferuje w macicy.

(9) New Age (Nowa Era) – parareligijny, złożony i wielowymiarowy, alternatywny ruch kulturowy, zapoczątkowany w latach sześćdziesiątych XX wieku, wyrosły z przekonania, że ludzkość, pogrążona w głębokim kryzysie, znajduje się w punkcie zwrotnym pomiędzy dwiema epokami („erami”) – erą Ryb, interpretowaną symbolicznie jako epoka chrześcijaństwa, na której miejsce ma nastać era Wodnika oparta o gnostycyzm, ezoteryzm, satanizm, okultyzm, parapsychologię, wiedźmiostwo, magię, itp.

(10) Emanuel Swedenborg, przed nobilitacją Swedberg (1688–1772) – szwedzki naukowiec, filozof, mistyk i interpretator Pisma Świętego.

(11) Allan Kardec (1804–1869) – francuski naukowiec, teoretyk i kodyfikator spirytyzmu; zebrał i usystematyzował wiadomości przekazywane przez kontaktujące się duchy podczas seansów spirytystycznych.

(12) William Crookes (1832–1919) – angielski fizyk i chemik; wydawał kilka pism fotograficznych i naukowych; odkrył pierwiastek chemiczny tal, co pośrednio doprowadziło do skonstruowania radiometru; skonstruował urządzenie do obserwacji promieniowania katodowego, poprzedniczkę lampy rentgenowskiej, oraz spintaryskop; interesował się spirytyzmem, a jego przeświadczenie o prawdziwości tego zjawiska wzbudzało duże kontrowersje.

(13) Daniel Dunglas Home (1833–1886) – szkocki spirytysta, twierdził, że posiadał zdolności parapsychiczne.

(14) Norbert Tadeusz Okołowicz (1890–1943) – polski malarz i plastyk, działacz społeczny, pułkownik Wojska Polskiego.

(15) Friedrich Jürgenson (1903–1987) – szwedzki malarz i producent filmowy; pionier w badaniach nad EVP (dźwiękami zarejestrowanymi w postaci nagrań, zarówno cyfrowych jak i analogowych, o niezidentyfikowanym źródle i pochodzeniu), które uważał za manifestacje duchów.

(16) Tu: lampa wisząca z kloszem w postaci płytkiej misy.

Książkę możesz kupić tutaj.

Źródło: RodzinaKatolicka.pl

 
Start Kompendium Kompendium Wampir Władysława Reymonta
 

WIADOMOŚCI

CIEKAWOSTKI

WYWIADY

PUBLICYSTYKA

KOMPENDIUM

LITERATURA

DZIECIARNIA