Portal optymalizowany dla przeglądarek: IE 7, Opera 9 i nowszych

orlowski_Warszawa.jpg

n_ciekawestrony.jpg

Najpiękniejsze polskie sanktuarium maryjne
 

- S U P E R  G A L E R I A -


Suren Vardanian

Św. Teresa z Lisieux



 -  M A G I S T E R I U M  -


Leon X

Exsurge Domine

- Potępienie błędów

Marcina Lutra


Naszą witrynę przegląda teraz 183 gości 
Ilość odsłon od 7 XI 2008 r. .
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter


 

 

 

 

 

Tajemnice Sandomierza

Sandomierskie wydawnictwo diecezjalne pragnie Cię zaprosić w niezwykłą podróż w czasie do przepięknego królewskiego miasta pełnego tajemnic. Poznaj jedyną na świecie rodzinną strategiczną grę planszową o Sandomierzu! Więcej...

Serce Pana Jezusa

Gorąco polecamy kolejną nowość wydawniczą z Sandomierza! Tym razem to zbiór klasycznych, przystępnych, szczerze katolickich kazań i rozważań wybitnych polskich kaznodziejów w całości poświęcony Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Więcej...

WYWIADY

- Jeśli 13-latka ma jechać na wycieczkę ze szkołą musi mieć pozwolenie od rodziców. Ta sama dziewczyna może mieć wszczepiony implant o działaniu antykoncepcyjnym i wczesnoporonnym bez zgody i wiedzy rodziców. To jest ogromny paradoks. Więcej...

WIADOMOŚCI

Ponad połowa Polaków (51%) jest niezadowolona z polityki państwa wobec rodziny. Przeciwnego zdania jest tylko 9 proc. badanych; 33 proc. wystawia państwu ocenę dostateczną, a 7 proc. nie potrafiło zająć stanowiska w tej sprawie - wynika z sondażu CBOS. Więcej...

CIEKAWOSTKI

Naraziła swe życie, by ocalić nienarodzone dziecko: Pełną poświęcenia postawę chorej na raka kobiety z Nottingham, która nie zgodziła się na aborcję, choć, jak wskazywali lekarze, miał to być ratunek dla niej samej opisuje brytyjska gazeta „Daily Mail”. Więcej...

PUBLICYSTYKA

Jeśli są wątpliwości wokół spowiedzi, trzeba usuwać wątpliwości, a nie spowiedź. „Tygodnik Powszechny” wszczął kampanię przeciwko spowiedzi dzieci przed Pierwszą Komunią Świętą. „Ta praktyka wzbudza coraz większe wątpliwości. Zmieńmy ją!” – apeluje autor. Więcej...

WYWIADY

Nadgarstek sześciolatka nie nadąża za ministerstwem: - Idąc do pierwszej klasy, sześciolatek napotyka wymagania, które go przerastają. - Z Dorotą Dziamską, pedagogiem, dyrektorem Pracowni Pedagogicznej im. prof. R. Więckowskiego w Poznaniu, rozmawia ND. Więcej...

LITERATURA

Ból odczuwany przez poczęte dziecko: Dzięki odkryciom nowoczesnej embriologii wiemy, że podczas dokonywania aborcji płód odczuwa ból. Badania USG i EKG wykazały, że dziecko wewnątrz łona matki reaguje na ból, dotyk, światło, dźwięk, ciepło, zimno. Więcej...

DZIECIARNIA

Św. Teresa z Lisieux: Ten wspaniały dzień wydawał mi się teraz taki odległy! Przez osiem długich i nużących miesięcy będę musiała jeszcze gorliwiej pracować na moją suknię ślubną, przyozdabiając ją, najlepiej jak tylko potrafię, pięknem modlitwy i ofiary. Więcej...

Pąsowy liść klonu

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu z prawdziwą przyjemnością prezentuje swą najnowszą książkę - powieść Andrzeja Sarwy o legendarnym bohaterskim poświęceniu Haliny, córki Piotra z Krępy, ratującej Sandomierzan przed Tatarami. Więcej...

Chesterton

Wysmakowana lektura na długi zimowy wieczór! Sandomierskie wydawnictwo diecezjalne wydało kolejną perełkę pióra Gilberta Keitha Chestertona. To „Kościół katolicki i konwersja” – brawny opis intelektualnej drogi autora do swego nawrócenia. Więcej...

http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/857282baner_gra.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/947686baner_Rekolekcje_z_Sercem_Jezusa.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/362249rzeka.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/156334baner2.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/944988baner7.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/984376baner8.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/675643baner4.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/857434kominek.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/483044baner9.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/293706baner_Pasowy_lisc_klonu.jpg http://www.rodzinakatolicka.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/508066baner_chesterton.jpg
http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/ciekawostki/36-ciekawostki/27596-sandomierskie-tajemnice http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/ciekawostki/36-ciekawostki/27162-rekolekcje-z-sercem-jezusa http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/wywiady/35-wywiady/27972-edukacja-seksualna-nie-bierzcie-z-nas-przykadu http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/wiadomoci/6-wiadomosci/27967-polacy-negatywnie-o-polityce-prorodzinnej-rzdu http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/ciekawostki/36-ciekawostki/27975-narazia-swe-ycie-by-ocali-nienarodzone-dziecko http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/publicystyka/5-komentarze/27980-szkodliwo-przebaczenia http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/wywiady/35-wywiady/27964-nadgarstek-szeciolatka-nie-nada-za-ministerstwem http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/rodzinakatolickadorosli/31-literatura/27939-bol-odczuwany-przez-poczte-dziecko http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/rodzinadzieciimlodziez/32-dzieciarnia/27937-w-teresa-z-lisieux-ycie-w-klasztorze http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/ciekawostki/36-ciekawostki/26864-psowy-li-klonu http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/ciekawostki/36-ciekawostki/25749-nawrocenie-chestertona
 

„Wysłannik słońca”. Giordana Bruna życie w cieniu stosu PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 
sobota, 11 kwietnia 2009 14:24

Gdyby przyszło mu żyć w dzisiejszych cza­sach, zapewne nie musiałby porzucać zakon­nego habitu, a w macierzy­stym zakonie stałaby przed nim otworem profesorska kariera.  

Traktowano by go jako poważny autorytet w sprawach religijnych i na­ukowych, zapraszając na odczyty i wykłady, a here­tyckie poglądy byłyby okre­ślane przez dziennikarzy mianem "kontrowersyj­nych". Nie skończyłby na stosie; zostałby prawdopo­dobnie opatem lub papie­skim kaznodzieją. - Ale wtedy czasy były inne. 

Na próżno poszukiwać w wiekach XVII i XVIII ob­szernych traktatów poświę­conych "sławnemu astrono­mowi i filozofowi", jakim miał być Giordano Bruno. Pozostało po nim niewiele wzmianek roz­sianych po pracach ludzi, któ­rzy zetknęli się z nim osobiście. Potomni zapamiętali go jako człowieka skromnej postury i gwałtownego charakteru; rzadko kto przytaczał poglądy samego Bruna. Nawet anty ­chrześcijańscy filozofowie oświecenia nie próbowali wyko­rzystać jego przypadku ­jako ofiary rzekomej katolic­kiej nietolerancji - do ata­kowania Kościoła. Diderot, poświęcając mu artykuł w swojej encyklopedii, ogra­niczył się przede wszystkim do opisania egzekucji filozo­fa. Traktaty Bruna popadły w zapomnienie. Niemiecki filozof Fryderyk Henryk Ja­cobi, początkowo zafascyno­wany włoskim filozofem, przeprowadzając krytykę koncepcji Spinozy, doszedł do wniosku, że Bruno jest ojcem współczesnego mu nihilizmu.

Tryumfalny powrót Gior­dana Bruna jako wielkiego myśliciela nastąpił dopiero w połowie XIX wieku, na fa­li otwartej wojny włoskiej masonerii z Kościołem kato­lickim. W latach 1879-1891 opublikowano "pośmiertnie" zbiór dzieł "narodowych" Gior­dana Bruna pt. Opera latine conscripta. W 1889 r. na rzym­skim Campo di Fiori, w miej­scu, gdzie został spalony, po­stawiono mu pomnik. Z Bruna uczyniono patrona wolnomy­ślicielstwa i wolnomularstwa - wielkiego włoskiego myśli­ciela. Tworząc nowy wizeru­nek, pełny przeinaczeń i fał­szerstw, dokooptowano go do dwójki wielkich astronomów: Mikołaja Kopernika i Galile­usza, sugerując, iż surowy wer­dykt inkwizycji i wyrok władz miasta Rzymu spowodowany był heliocentrycznymi pogląda­mi filozofa. Ochoczo przejęli ten pogląd materialiści dialek­tyczni, wymieniając jednym tchem eks-dominikania Gior­dana Bruna z eks-jezuitą A. Tondim, wskazując na ich zasługi w walce z religijnym za­bobonem. Najwybitniejszy znawca Bruna w Polsce, czoło­wy ateusz czasów komuny An­drzej Rusław Nowicki, szedł dokładnie tym tropem: "Bruno rozwijał dalej system koperni­kański. Kopernik «ruszył z po­sad ziemię», Bruno poruszył cały układ słoneczny. Kopernik udowodnił, że Ziemia jest jedną z planet, Bruno wykazał, że Słońce jest jedną z gwiazd, a we wszechświecie istnieje nieskończona mnogość ukła­dów słonecznych". Zasługa Bruna jest jednak większa: "Owe klatki, zamykające śre­dniowieczny obraz świata, roz­bił dopiero Giordano Bruno z całą świadomością doniosło­ści i rewolucyjności swego dzieła". Bruno był rewolucjo­nistą świadomym swego po­słannictwa ideologicznego. Był pierwszym "komunistą", do spółki z dominikaninem Tomaszem Campanellą, a jego dzieło jest tak drogocenne, że podziw komunistów wpadał w tony da­lekie od racjonalistycznego "zdrowego rozsądku" . Po­brzmiewają w nim całkiem fideistyczne nuty: "Współczesny sojusz amerykańskiego impe­rializmu z Watykanem, sojusz najbardziej reakcyjny, skiero­wany jest przeciwko naukowe­mu, materialistycznemu świa­topoglądowi, o którego zwycię­stwo Giordano Bruno walczył przez całe życie, aż po bohater­ską śmierć w płomieniach, i walczy nadal swymi nieśmier­telnymi dziełami, które zacho­wały dotychczas świeżość, siłę i celność pocisków wymierzo­nych w obskurantyzm".

Gdyby Giordano Bruno przeczytał bzdury wypisywane na swój temat, uciekłby z takim sa­mym przerażeniem od swoich wielbicieli, jak uciekał ze swoje­go klasztoru; obrzuciłby swoich dzisiejszych wyznawców takimi samymi wyzwiskami "osłów", "nieuków" i "kretynów", jakimi szczodrze obdzielał współczesne sobie duchowieństwo. Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy hi­storycznym Giordanem Bru­nem a "hagiograficznym" obra­zem filozofa, tworzonym od XIX wieku na użytek antykatolickiej propagandy.

Co powinna przykryć zakonna sukienka?

Filip Bruno przyszedł na świat prawdopodobnie w stycz­niu lub lutym 1548 r. w rodzinie najemnego żołnierza Jana Bru­na i Fraulissy Savoliny, zamiesz­kujących znajdującą się niedale­ko Neapolu osadę Nola. Szybko osierocony przez rodziców, uzy­skał wsparcie Kościoła, dzięki któremu mógł się kształcić. Ma­jąc kilkanaście lat, uczęszczał na wykłady neapolitańskiego mi­strza Sarnese, pobierał również prywatne nauki u nauczyciela logiki augustianina Teofila da Vairano. Ci dwaj zaszczepili w młodym Filipie miłość do na­uki i chęć dalszego pogłębiania wiedzy. Augustianin wlał w mło­dy umysł zainteresowanie filozo­fią neoplatońską, która miała poważne konsekwencje w dal­szym życiu Bruna.

W wieku czternastu lub pięt­nastu lat wstąpił w Neapolu do zakonu dominikanów, w któ­rym rok później został przez przeora dopuszczony do ślubów zakonnych, przybierając imię Giordano (Jordan). Macierzy­stym klasztorem młodego za­konnika był słynny konwent San Domenico Maggiore, który zabłysnął geniuszem św. Toma­sza z Akwinu. Powołanie Bruna było wysoce wątpliwe. Sam za­konnik określił je w czasie prze­słuchania inkwizycyjnego jako zainteresowanie filozofią, która "była moim powołaniem". Niewątpliwie dużą rolę odgrywała sława zgromadzenia i pozycja zakonu kaznodziejskiego, który dawał młodzieńcowi nadzieje na spokojne studia i zgłębianie wiedzy. Inkwizytorowi Fran­ciszkowi Grazianiemu powie­dział, że „został zakonnikiem, usłyszawszy dysputy u św. Do­minika w Neapolu; i tak powie­dział, że ci byli bogami na zie­mi". Na tej podstawie można wyciągnąć wniosek, że zaintere­sowanie zakonem nie wynikało z pobudek nadprzyrodzonych, nie było przejawem powołania zakonnego, ale wyrachowania, podyktowanego miłością wła­sną, pychą i... pogardą dla ludzi niskiego stanu, z których Bru­no wyrastał, ale od których pra­gnął za wszelką cenę się odciąć. Z tego też powodu pobyt w klasztorze wkrótce doprowa­dził do ostrego konfliktu z przełożonymi. Zakonnik nie miał ochoty skrupulatnie wypełniać reguły, którą dobrowolnie przy­jął, składając śluby. Biograf Bruna Michał Ciliberto przyzna­je, że wstępując do klasztoru, Giordano Bruno daleki był od katolickiej ortodoksji. Przebywając w klasztorze ja­ko początkujący zakonnik, po­padł ok. 1566 r. w konflikt z mistrzem nowicjatu o. Euge­niuszem Galiardem z powodu wielce wymownego incydentu. Otóż wprowadzając się do swo­jej klasztornej celi, brat Gior­dano wyrzucił z niej kilka obra­zów, m.in. obraz św. Katarzyny ze Sieny i św. Antonina, pozo­stawiając wyłącznie krucyfiks. Również gusta literackie mło­dego zakonnika wzbudzały nie­zadowolenie przełożonych. Mistrz nowicjatu zwracał uwa­gę na gorszący dla nowicjuszy, lekceważący stosunek Bruna do przepisanej lektury maryj­nej, którą brat Giordano otwarcie krytykował i nazywał marnowaniem czasu. Współ­braciom zalecał czytanie żywo­tów Ojców Kościoła, sam po­święcając się czytaniu pism Erazma z Rotterdamu, zakaza­nego przez kapitułę zakonu św. Dominika w 1569 r. jako "złośliwych, podstępnych, zuchwałych" . Tolerancja panująca wówczas w klasztorach dominikańskich spowodowała, że incydenty z początków pobytu w zakonie zostały zapomniane i brat Gior­dano w 1572 r. został wyświęcony na kapłana. Trzy lata póź­niej, po pobycie w kilku klaszto­rach na terenie Kampanii, osta­tecznie powrócił do San Dome­nico Maggiore jako student teo­logii, gdzie złożył egzaminy na podstawie tez z Summa contra Gentiles św. Tomasza z Akwinu. Wydawało się, że od tej chwili pozycja ojca Giordana jako teo­loga jest wśród dominikanów nie do podważenia.

Nie można odmówić Bruno­wi odwagi głoszenia własnych poglądów. Nigdy ich nie skry­wał, a często wygłaszał z prze­konaniem, a nawet fanatyczną pewnością. Z analizy licznych pism i zeznań przed trybuna­łem inkwizycyjnym można wy­ciągnąć wniosek, że jego odwa­ga wynikała tyleż z chęci obro­ny prawdy pojmowanej subiek­tywnie, co z przepełnionej py­chą chęci postawienia swojego zdania ponad zdanie innych, pogardzanych przez siebie "głupców". Krótko po złożeniu przezeń egzaminu z teologii, dającego upragniony tytuł dok­tora, wybuchła w klasztorze bu­rza, związana z ujawnieniem dawno skrywanych przez za­konnika poglądów. W czasie debaty pomiędzy zakonnikami dotyczącej dogmatu o Trójcy Przenajświętszej o. Giordano zaatakował współbrata, Lombardczyka Montalciniego, kry­tykującego herezję Ariusza, sy­tuując się na pozycjach obrońcy heretyka. Nie była to sprzeczka wynikająca z retorycznych ćwi­czeń. Zdarzenie dawało pre­tekst do wystąpienia przeciwko zakonnikowi, do tej pory tole­rowanemu pomimo wyraźnych znaków świadczących o głosze­niu herezji. Biograf Bruna stwierdza wprost, że ujawnie­nie poglądów wynikało z tem­peramentu zakonnika, który nie potrafił się powstrzymać, by zmiażdżyć mniej błyskotliwego adwersarza. Giordano przesłuchiwany przez Inkwizycję przy­znawał otwarcie: "mówiąc po chrześcijańsku i wedle teologii, w którą każdy wierny chrześcijanin i katolik musi wierzyć, rzeczywiście wątpiłem w miano osoby dla Syna i Ducha Święte­go, nie pojmując ich jako dwie osoby różne od Ojca". Wątpli­wości te żywił już wstępując do klasztoru, a lekceważenie dla obcowania świętych oraz Matki Przenajświętszej były wczesny­mi przejawami jego ukrytego arianizmu. Oskarżenie o here­zję dawało impuls do rozpoczę­cia procesu, w czasie którego zakonnik korzystał z wszelkich swobód. Dopiero odkrycie u niego zakazanych wydań św. Chryzostoma i św. Hieronima z komentarzami Erazma z Rot­terdamu uczyniło położenie za­konnika bardzo trudnym, a proces o herezję z góry przegranym. Ostrzeżony przez nie­znanych bliżej neapolitańczy­ków (współbraci?) o odkryciu zastrzeżonych wydań i pojawie­niu się nowego zarzutu (formal­na herezja), zdecydował się, po jedenastu latach pobytu w za­konie św. Dominika, na porzu­cenie habitu i ucieczkę z Ne­apolu. Od tego czasu życie za­konnika postrzegał jako "god­ne politowania i śmiechu", a do­minikańscy "bogowie na ziemi", jacy jawili się jeszcze mło­demu Filipowi Brunowi, stali się dla Giordana Bruna "osłami, nieukami", głoszącymi "ośle doktryny". Giovanni Moceni wspominał, że Bruno twierdził, iż "należałoby odebrać zakonni­kom dochody i prawo do tocze­nia dysput, ponieważ kalają świat, gdyż wszystko to osły; wszystkie nasze opinie to ośle doktryny; nie mamy dowodu, że nasza wiara czyni zasługę w oczach Boga; dziwił się, jak Bóg może znosić tyle herezji głoszonych przez katolików".

Przed czym uciekał Bruno?

Od tego czasu Bruno nazy­wał siebie uciekinierem, często przy tym dodając: „gnanym nie­nawiścią tłumów", podkreślając zarazem, że swoim postępowa­niem nie przyczynia się do po­gorszenia swego położenia.

Bruno początkowo przebywał w Rzymie, skąd również musiał uciekać, oskarżony o wrzucenie do Tybru bliżej nieokreślonej osoby. W czasie swej wędrówki przebywał w Turynie, Wenecji, Padwie, Brescii, Bergamo, Me­diolanie, niejednokrotnie uzy­skując pomoc w klasztorach do­minikańskich. W Bergamo współbracia poradzili Giorda­nowi założyć ponownie habit, starając się go przekonać, że wyrok będzie łagodny i umożli­wi mu powrót do macierzyste­go zgromadzenia. Zaintereso­wany najpierw przystał na pro­pozycję zakonników, by po po­nownym pobycie w Turynie podjąć decyzję o całkowitym ze­rwaniu z dominikanami i opuszczeniu Italii. Przez Chambery Bruno udał się do ogarniętej reformacją Genewy (1578), przywitany z honorami przez tamtejszą włoską gminę. Wbrew późniejszym lakonicz­nym wzmiankom z przesłu­chań, Bruno przyjął w Genewie kalwinizm i uzyskał posadę ko­rektora w miejskiej drukarni. Jednak usposobienie i charak­ter przyczyniły mu wielu wro­gów wśród protestanckich pa­storów. Najpierw aresztowano go za zniesławienie miejscowe­go filozofa Antoniego de la Faye (sporządził listę dwudzie­stu błędów zawartych w jego wykładzie), potem obraził ge­newski konsystorz. Dopiero uznanie błędów i publiczne przeprosiny zdjęły z Bruna kal­wińską ekskomunikę. Zraziły go jednak do "religii pedago­gów i pedantów", wobec czego wyjechał do Francji.

Ogarnięta wojną domową Francja Henryka III Walezego okazała się spokojną przysta­nią dla tułacza z Noli. Zatrzy­mał się w Tuluzie, głosząc pu­bliczne wykłady. W Paryżu, w którym niepodzielnie pano­wała tomistyczna Sorbona, ekskomunikowany dominika­nin teoretycznie nie mógł pu­blicznie nauczać. W praktyce było jednak inaczej. W trzy­dziestu publicznych tomistycz­nych wykładach na temat Bo­skich atrybutów Bruno zrobił duże wrażenie na paryskich teologach i ludziach z otoczenia króla. Proponowano mu ­- jak przechwalał się w zezna­niach - publiczne wykłady na uniwersytecie, a sam Henryk Walezy zapragnął poznać człowieka o "magicznej pamięci". Wkrótce Giordano Bruno zade­dykował królowi swoją pracę (De umbris idearum), poświę­coną sztuce zapamiętywania, poprzetykaną gnostyckimi koncepcjami filozofa. Znajo­mość z władcą Francji i jego stronnikami zaowocowała przyznaniem tytułu nadzwy­czajnego lektora królewskiego, dającego prawo do publicznych wystąpień i pensję rozwiązują­cą problemy materialne filozofa. Przebywając we Francji do 1583 r., napisał kilka dzieł na różne tematy filozoficzne, reli­gijne, społeczne i polityczne. Królewskie stronnictwo politi­ques, nastawione negatywnie do Ligi Katolickiej Gwizjuszy i głoszące tolerancję względem bojowego stronnictwa hugeno­tów, zyskało w Brunie poważ­nego sprzymierzeńca. Pióro eks-zakonnika uderzyło w ary­stotelesowską, tomistyczną Sorbonę, sprzyjającą w więk­szości Gwizjuszom, zaatakowa­ło francuską hierarchię ko­ścielną i papieża w jadowitej komedii Cantus circaeus, wsparło króla wpisującego się swymi działaniami w głoszoną przez Bruna koncepcję zbliża­jącego się duchowego i etycz­nego odrodzenia ludzkości.

W 1583 r. "wojna trzech Henryków" wchodziła w kulmi­nacyjną fazę kolejnych rzezi, skrytobójstw i masakr. Henryk III zbliżał się do sojuszu z hu­genotami, planując radykalne usunięcie ze sceny politycznej przywódcy Ligi Katolickiej Henryka de Guise. W pogarszającej się sytuacji politycznej Giordano Bruno podjął decyzję o opuszczeniu Francji i wyjeź­dzie do Anglii, byle dalej od żądnej krwi paryskiej ulicy. Uzyskał nawet oficjalną zgodę króla i jego listy polecające.

Dwa lata pobytu w elżbie­tańskiej Anglii były najbar­dziej owocnym okresem twór­czym w życiu Bruna. Sprecy­zował wówczas ostatecznie swoją koncepcję filozoficzną. Z drugiej strony był to czas bezustannych walk z domnie­manymi i prawdziwymi wro­gami oraz starć z oksfordzki­mi doktorami. Wybierającego się do Londynu Giordana Bru­na poprzedzał list angielskie­go ambasadora w Paryżu, Henryka Cobhama, skierowa­ny do pierwszego sekretarza królowej w Londynie: "Pan doktor Giordano Bruno Nolano, profesor, zamierza udać się do Anglii; nie mogę pochwalić je­go poglądów religijnych". Mi­mo panującej nad Tamizą mo­dy na "włoszczyznę" Bruno był izolowany w londyńskim środowisku arystokratycznym i intelektualnym. Zatrzymał się w domu francuskiego am­basadora Michała de Casteli­neau, stykając się z fanatyka­mi protestanckimi - purytań­skim liderem Robertem Du­dleyem hr. Leicester i wpływo­wym kalwińskim magnatem Olbrachtem Łaskim. W świcie tego ostatniego przybył Bruno do Oksfordu, marząc o karie­rze uniwersyteckiego bakała­rza. Spotkało go rozczarowa­nie. Przekonany o swoim ge­niuszu, został skonfrontowa­ny z zamkniętym środowi­skiem, zazdrośnie strzegącym swoich przywilejów przed przybłędą z kontynentu. Wy­szydzony przez oksfordzkich doktorów, poniżony przez ar­cybiskupa Canterbury Jerzego Abbota, wreszcie oskarżony o dokonanie plagiatu z Marce­la Ficina w cyklu swoich oks­fordzkich wykładów, powrócił do Paryża pełen nienawiści do barbarzyńskiego Albionu. W Paryżu Bruno sprowokował serię konfliktów, które wstrząsnęły środowiskiem akademickim, atakując ary­stotelizm paryskich profeso­rów w sprytnych wystąpie­niach nękających przeciwni­ków. Z Paryża bardziej ucho­dził, niż wyjeżdżał. Życzliwy Brunowi Corbinelli proroko­wał w liście do przyjaciela: "Myślę, że ukamienują go na tym uniwersytecie. Ale szybko uda się do Niemiec".

***

Stojący na czele Uniwersytetu w Oksfordzie schizmatycki arcybiskup Canterbury Jerzy Abbot nie zostawił na Giordanie Brunie suchej nitki oskarżając filozofa o plagiat i wyszydzając: "Kiedy ów włoski człowieczek, mieniący się Philoteus Iordanus Brunus Nolanus, magis elaborata Theologiae doctor etc. (...) o imieniu z pewnością dłuższym od swego ciała, nawiedził nasz uniwersytet (...), wychodził ze skóry, chcąc spełnić jakieś pamiętne przedsięwzięcie, by zyskał sławę w tym słynnym Ateneum".

***

W lipcu 1586 r. Giordano Bruno był już profesorem teo­logii uniwersytetu w Marbur­gu. Szybko nim został, ale jesz­cze szybciej zabroniono mu wy­głaszania wykładów, pełnych heretyckich sformułowań, w równym stopniu gorszących katolików, jak protestantów. Wolność głoszenia swoich po­glądów uzyskał dopiero w Wit­tenberdze, w której przebywał niecałe dwa lata, wykładając na tamtejszym uniwersytecie i publikując liczne rozprawy. Wraz z wstąpieniem na tron nowego księcia, zwolennika kalwinizmu, Bruno był zmu­szony opuścić "stolicę Lutra". Rozpoczął swą tułaczkę od Pra­gi, gdzie przebywając pół roku, opublikował pracę Articuli con­tra mathematicos, dedykowaną cesarzowi Rudolfowi II, a za­wierającą w dedykacji credo prywatnej religii Giordana Bruna. Z Pragi przeniósł się do Tybingi, potem do Helmstedt, skąd wygnała go ekskomunika protestanckiego superinten­denta; rok zabawił w Brunsz­wiku, wszędzie wzbudzając niechęć i złość protestantów. Pomimo braku zgody władz Frankfurtu na stały pobyt w mieście pozostał w nim przez kilka miesięcy, najpierw jako gość na utrzymaniu miejsco­wego drukarza, a później mieszkając w klasztorze kar­melitańskim.

W areszcie Inkwizycji

W czasie pobytu we Frank­furcie Bruno spotkał się z wło­skimi księgarzami, którzy na­mawiali go do powrotu za Al­py, być może wskazując na przesunięcie akcentów w poli­tyce weneckiej (profrancu­skiej, a antypapieskiej). Otrzy­mywane w tym czasie listy z Italii prawdopodobnie two­rzyły wizję dostatniej i pogod­nej przyszłości. Sam Giordano planował zwrócić się do papie­ża z prośbą o zdjęcie ciążących kar kościelnych i uzyskanie aprobaty dla swojej działalno­ści filozoficznej. Koresponden­cyjnie nawiązał kontakt z mło­dym szlachcicem weneckim, don Giovannim Mocenigiem, poszukującym dla siebie na­uczyciela. Oferta była atrakcyj­na i spowodowała ostatecznie przyjazd do Wenecji, gdzie osiadł w domu ucznia. Do dziś nie wiadomo, jakimi pobudka­mi kierował się Mocenigo, składając donos na Nolańczyka po blisko dwumiesięcznym po­bieraniu od niego nauk. Mało prawdopodobne jest, że szlach­cic celowo zwabił Giordana Bruna do Italii, aby wydać go w ręce Inkwizycji. O wiele prawdopodobniejsza wydaje się wersja akceptowana przez znawców tematu, według któ­rej Bruno po przyjeździe nie tylko nie ukrywał swoich po­glądów, ale otwarcie je głosił w obecności ucznia i jego przy­jaciół, a nawet starał się usilnie do nich przekonać. Donos na Bruna, oprócz zarzutu parania się magią (istotnie pracował wtedy nad traktatem o magii wróżebnej), zawiera szczegóło­wy opis poglądów filozofa, rzeczywiście nie odbiegający od heretyckich tez zawartych w jego traktatach. Osobisty charakter donosu i powoływa­nie się na słowa nauczyciela potwierdzają tezę, że Mocenigo nie przeczytał żadnego z trak­tatów Bruna, opierał się wy­łącznie na własnych słowach mistrza wypowiedzianych w je­go obecności. 23 maja 1592 r. Giordano Bruno został zamknięty w areszcie domowym, a donos dotyczący głoszonych przez niego poglądów religijnych znalazł się w rękach weneckie­go inkwizytora. Jako podejrza­ny o herezję wkrótce został osa­dzony w klasztorze San Dome­nico di Castello. W komuni­stycznej ramocie Janiny Brzo­stowskiej, powtarzającej bred­nie propagandy wolnomular­skiej z ubiegłego wieku, można przeczytać: "Jest w Wenecji więzienie "li Piombi» / - ciem­nica ołowianym pokryta da­chem. Gdy od słońca / dach się rozgrzeje, więzień mdleje od gorąca. / Nikt mu wody nie po­da - i nieraz bez życia / padnie, gdy znieść nie może wymyślnej tortury". Wbrew masońskiej i komunistycznej propagandzie nie stosowano wobec Bruna tortur, a warunki jego pobytu w klasztorze nie odbiegały od warunków życia każdego mieszkającego tam mnicha.

Przesłuchanie miało charakter rozmowy lub wyjaśnień składa­nych przez oskarżonego. Oskarżony miał czas na obmy­ślenie szczegółów swojej obro­ny, korzystał z wszelkich praw zapisanych w inkwizycyjnym prawodawstwie, takich jak sprawdzenie wiarygodności do­nosu, domniemanie niewinno­ści oskarżonego czy skrupulat­ne przepisy dotyczące pytań za­dawanych w czasie przesłucha­nia. W przypadku Giordana Bruna wenecka Inkwizycja po­stępowała niezwykle łagodnie,

biorąc pod uwagę ciążące na nim zarzuty - ucieczkę z klasz­toru i ciążącą na nim ekskomu­nikę oraz zarzut herezji i podej­rzenie o bycie herezjarchą. Ana­liza akt procesowych zawierają­cych szczegółowe opisy prze­słuchań, kiedy podejrzany swobodnie opisuje swoje poglądy i otwarcie charakteryzuje za­warte w swoich traktatach te­zy, jednoznacznie pokazuje, że nie tylko nie stosowano wzglę­dem niego żadnych tortur, ale że nie były one nawet potrzeb­ne. Bruno zapytany o to, czy kiedykolwiek wychwalał here­tyków, odpowiada z rozbrajają­cą szczerością charakterystycz­ną dla wszystkich jego wypo­wiedzi: "Wychwalałem wielu kacerzy, a także książąt. Nie wychwalałem ich jednak jako kacerzy, lecz wyłącznie za ich cnoty moralne, które posiada­li". Była to częściowa prawda. Oskarżony przyjął sprytną stra­tegię obrony, przemilczając nie­wygodne szczegóły swej apo­stazji i herezji (przyjęcie kalwi­nizmu, arianizm, wychwalanie hugenotów, ataki na Kościół itd.) oraz spychając problem z dziedziny teologii (gdzie kró­luje dogmat) na pole filozofii (gdzie panuje pogląd i opinia). W wielu przypadkach kłamał, mając świadomość, że inkwizytorzy nie dysponują tekstami wszystkich jego traktatów, a opierają się wyłącznie na sło­wach świadków. Zapytany podczas przesłuchania o prze­istoczenie i Najświętszą Ofiarę, zaklinał się, że nigdy nie zabie­rał głosu w tej sprawie inaczej niż w zgodzie z nauką Kościoła. Jednak w traktacie Spaccio del­la bestia trionfante ('Wygnanie tryumfującej bestii') z 1584 r. nazwał Mszę św. „zabobonną wiarą w Cererę i Bachusa" oraz pisał z szyderstwem o przeisto­czeniu, że będzie nazywał chleb chlebem, a wino winem.

Giordano Bruno mógł przypuszczać, że wybiegi stosowane w czasie przesłuchań zakończą się sukcesem. 30 lipca 1592 r. błagał na klęczkach o przeba­czenie i możliwość naprawienia zgorszenia, by zbawić swoją du­szę. Problem polegał na tym, że sprawa nie dotyczyła samej tyl­ko Wenecji, ale swoimi korze­niami sięgała Neapolu i Rzymu. Zadowoleni ze skruchy heretyka inkwizytorzy musieli zatem przesłać akta sprawy do Rzy­mu, na ręce szefa Św. Oficjum kard. Santoro. Nie trzeba było długo czekać na list ekstrady­cyjny. Pomimo napiętych sto­sunków politycznych pomiędzy Państwem Kościelnym a Repu­bliką Wenecką więzień został przekazany do Rzymu. Pod ko­niec lutego 1593 r. Bruno zna­lazł się w rzymskim więzieniu Św. Inkwizycji.

Ekstradycja Giordana Bruna do Rzymu pogorszyła jego prawną sytuację. Nie było mo­wy o kontynuacji wcześniej ob­ranej strategii bagatelizowania zarzutów i spychania ich na miałki grunt filozoficznych opi­nii, ponieważ teraz zarzuty obejmowały formalną herezję połączoną z ucieczką z klaszto­ru. Kolejni świadkowie swoimi zeznaniami coraz bardziej po­grążali oskarżonego. Aby odda­lić ewentualne zarzuty prepa­rowania przez oskarżycieli wygodnych dla siebie zeznań, a także by uniemożliwić skła­danie zeznań fałszywych, świadkowie odpowiadali przed trybunałem w obecności Bruna oraz zostali poddani przesłu­chaniom przez niego samego. Praktyka ta pozwoliła na obale­nie zeznań dwóch świadków, które zawierały szereg nie­prawdziwych informacji. Filo­zof poczuł się na tyle pewnie, że sformułował memoriał bro­niący swoich poglądów, odrzu­cając wszystkie zarzuty o here­zję. Jednak dostęp inkwizyto­rów do wszystkich napisanych przezeń traktatów, zgromadzo­nych na polecenie papieża, po­stawił go w fatalnym położe­niu. W oparciu o słowo pisane teolodzy papiescy pod kierun­kiem jezuity św. Roberta Bel­larmina sporządzili spis "ośmiu cenzur", czyli ośmiu poglądów sprzecznych z nauczaniem Ko­ścioła katolickiego. Dla osoby duchownej (często zapomina­my, że Bruno był dominikani­nem!) był to dowód przesądza­jący o winie. 12 stycznia 1599 r. postawiono mu osiem for­malnych zarzutów o herezję i jej propagowanie, wzywając oskarżonego do uroczystego odwołania haniebnych twier­dzeń. Początkowo Bruno zade­klarował gotowość do wypar­cia się herezji, szybo jednak podjął decyzję o rozpoczęciu kolejnej gry z trybunałem. Naj­pierw stwierdził, że traktuje "osiem cenzur" jako poglądy heretyckie ex nunc, czyli doty­czące spraw nieokreślonych jeszcze ostatecznie przez Ko­ściół, na co odpowiedzią Inkwi­zycji i kard. Bellarmina było kategoryczne wezwanie do od­wołania błędów w terminie 40 dni. Później Bruno przedłożył Inkwizycji i papieżowi listy, w których z jednej strony uznawał swoje błędy, z drugiej podważał wykładnię dwóch cenzur, żądając ponownego ich przedyskutowania. Kiedy jed­nak dowiedział się, że w rękach Inkwizycji znalazł się jego naj­ostrzejszy antykatolicki pasz­kwil Wygnanie tryumfującej bestii, a jego tezy stanowią do­datkowy dowód winy, 21 grud­nia 1599 r. stwierdził, że nie zamierza wyrazić skruchy za głoszone herezje, ponieważ nie ma czego żałować. Uznany "niewzruszonym, za­wziętym, zatwardziałym here­tykiem", został uroczyście wy­łączony ze społeczności Kościo­ła katolickiego, a jego dzieła przeklęte i skazane na znisz­czenie. Kolegium Inkwizycji pod przewodnictwem kard. Madruzziego przekazało Gior­dana Bruna w ręce władzy świeckiej w celu wymierzenia sprawiedliwości, jednocześnie prosząc, "aby zechciała (...) ukarać jak tylko można łagod­nie i bez rozlewu krwi". Władza świecka nie okazała łagodności. 17 lutego 1600 r. Giordano Bruno, na rozkaz gu­bernatora Rzymu, został pu­blicznie spalony żywcem na Campo di Fiori.

W co wierzył Giordano Bruno?

Analiza poglądów f1lozofa na­stręcza szereg problemów, wy­nikających głównie z zastoso­wanej przez Bruna metody filo­zoficznej. Materialiści dialek­tyczni interpretowali jego pisarstwo jako konsekwentny materializm i ateizm w służbie kopernikańskiego heliocentry­zmu, przemilczając apokalip­tyczne proroctwa filozofa i me­sjanistyczne pretensje. Kon­serwatywny myśliciel Wilhelm Dilthey jako jeden z pierwszych XIX-wiecznych komentatorów zwracał uwagę na religijny wy­miar myśli Nolańczyka - twór­cy "nowożytnej, panteistycznej religijności", stwierdzając, że koncepcje Bruna prowadzą wprost do oświeceniowego de­izmu Diderota. Francuska ba­daczka Bruna Emilia Saisset jeszcze przed wojną określiła myśl filozoficzną Bruna jako konsekwentnie religijną ­choć chaotyczną i nieoryginal­ną, twierdząc, że bzdurą jest oskarżanie Bruna o ateizm i bezbożność. Religia Bruna by­ła całkowicie antychrześcijań­ska: "Bruno przestał być chrze­ścijaninem. Atakuje on już nie taką czy inną ceremonię i nie taką czy inną instytucję, ale podchodzi wprost do podstawo­wego dogmatu eucharystii i ra­dykalnie go neguje. Luter ograniczył się do zmiany formy do­gmatu (...) Bruno atakuje za­równo formę, jak treść". Osta­teczny cios legendzie o Brunie jako ojcu dzisiejszych ateuszy zadał Franciszek A. Yates w swojej pracy o tradycji her­metycznej, wskazując na liczne związki koncepcji Bruna z rene­sansowym ezoteryzmem. Zda­niem Emilii Saisset i Fran­ciszka Yatesa, Bruno nie rozu­miał właściwie kopernikańskiej koncepcji, przenosząc jej ele­menty na grunt swoich koncep­cji religijnych. Najistotniejszym problemem filozofii Bruna było występują­ce we wszystkich etapach roz­woju jego koncepcji radykalne i ostre przeciwstawienie nie­skończoności, wieczności i ab­solutu - ograniczonemu, skończonemu i stworzonemu. Powszechnie przyjmuje się, że wątpliwości związane z tą kwe­stią początkowo ujawniły się w postaci fascynacji i przyjęcia poglądów Ariusza oraz odrzu­cenia kultu Matki Boskiej. Przez całe swoje życie Bruno występował przeciwko nada­waniu boskiego charakteru Chrystusowi, nazywając iro­nicznie kult Syna Bożego "mi­sterium syryjskim". Dla Bruna Pan Jezus nie był prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowie­kiem, a wyłącznie - pojmowa­ną w antropocentryczny spo­sób - doskonałą istotą ludzką. W późniejszym czasie arianizm połączony z koncepcjami neo­platońskimi spowodował przy­jęcie gnostyckich poglądów ezoterycznych całkowicie zrywających z chrześcijaństwem.

Bruno uważał za pewnik ce­lową budowę świata, zawierają­cą ukryty przed ludźmi (igno­rantami i skrupulantami) sens. Jego zdaniem wszystkie byty materialne posiadały swój po­czątek. Ponieważ jednak rozu­miał to twierdzenie specyficznie, na sposób gnostycki, bóg filozofa nie był tożsamy z Pierwszą Osobą Trójcy Świę­tej, ale z Pierwszą Przyczyną kabalistów, która spowodowa­ła działanie uruchamiające la­winę kreacji, ale uczestniczyła w jej kolejnych aktach tylko pośrednio. Pierwsza Przyczyna jest bytem duchowym zawiera­jącym w sobie wszystkie inne byty - powtarzał Bruno za ezoterycznym Hermesem Tri­smegistosem.. Pogląd zaczerp­nięty od antycznych orfików, bliski kabalistom, spowodował postrzeganie wszechświata w kategoriach panteistycznych i monistycznych, jako jedno­rodną i związaną w jeden sys­tem jedność wszystkiego. "A więc jeżeli duch, dusza, życie znajdują się we wszystkich rze­czach i w różnym stopniu wy­pełniają całą materię, to staje się pewne, że są prawdziwym aktem i prawdziwą formą wszystkich rzeczy. A więc du­sza świata jest formalną i kształtującą zasadą wszech­świata i wszystkiego, co się w nim znajduje. Twierdzę, że jeżeli Życie znajduje się we wszystkich rzeczach, to dusza jest formą wszystkich rzeczy. I dlatego trwałość jest rów­nież właściwą tego rodzaju for­mie, jak i materii. Jest ona, jak sądzę, jedna dla wszystkich rzeczy" - pisał Bruno. W tym duchu wypowiadał się również jeden z hugenockich ezotery­ków doby renesansu, Filip de Mornay (1581): "Bóg jest jeden (...) do Niego jednego należy imię Ojca i Dobrego (...) On je­den i sam w sobie jest Wszyst­kim; bez Imienia i doskonalszy nad wszelkie imię". Skoro za­tem wszystko jest jednym, a jedność wszystkim, to wszystko zawiera w sobie cząstkę Pierwszej Przyczyny, a to z kolei implikuje wiecz­ność całego stworzenia.

Bruno utrzymywał, że nie istnieje ścisły podział natury stworzonej przez Boga na du­chową i materialną, ponieważ materia, będąc bytem stworzo­nym, zawiera w sobie pier­wiastki kreacji, a więc jest nie­śmiertelna. Nieśmiertelny jest w równym stopniu kamień, roślina, zwierzę i człowiek. Ob­umierając cieleśnie - ulegając erozji, gnijąc, zdychając, umierając - są przekształcani w cy­klach kreacji, a nie unicestwie­nia, ponieważ duchowy pier­wiastek zawiera się w mona­dach tworzących każdy byt. Skoro - w pewnym sensie bliskim metempsychozie (Bruna oskarżano o wiarę w reinkar­nację!) - nieśmiertelna jest tak samo mysz, jak Księżyc czy gwiazdy, Bruno poszukiwał zwieńczenia dla swojej koncep­cji, które ostatecznie odnalazł w popularnej wtedy astrono­mii. Niszcząc de facto renesan­sowy, kopernikański model wszechświata, rozrywając jego regularny i skończony układ, utożsamił największy znany sobie byt (zawierający w sobie wszystkie byty) z bóstwem. Bó­stwem był wszechświat - nie­ograniczony, złożony z nie­skończonej ilości układów sło­necznych, pojmowanych jako kopie naszego Układu Słonecz­nego.

Zainteresowanie Bruna ów­czesnymi odkryciami astrono­micznymi wynikało nie tyle z poglądu o słuszności tez Ko­pernika, ile ze przekonania Bruna o zbieżności jego poglą­dów religijnych z tezami helio­centrycznymi. Franciszek Yates twierdzi nawet, że Bruno odczuwał wyższość w stosunku do Mikołaja Kopernika, twier­dząc, iż kanonik warmiński ujął teorię wyłącznie w formie matematycznych obliczeń, pod­czas kiedy prawdziwą głębię koncepcji, będącej w istocie ta­jemnicą zakrytą przed profana­mi, odkrył dopiero Nolańczyk. Dlaczego Bruno przypisywał tak ważną rolę układowi, w którym Słońce detronizowa­ło Ziemię? Odpowiedzi na to pytanie również poszukiwać należy daleko od dociekań na­ukowych, zagłębiając się w me­andry renesansowego ezotery­zmu. Dla ezoterycznych hu­manistów i kabalistów neopla­tońskich pokroju Marcelego Ficina, Pico delia Mirandoli czy Egidiusza de Viterbo głównym celem poszukiwań intelektual­nych było odkrycie pierwotnej religii, objawienia starszego od Biblii, które w XVI w. utożsamiono w tych kręgach z religią starożytnego Egiptu. Natural­na religia ludzi była - zdaniem ezoteryków - kultem symbo­licznie skupionym wokół Słoń­ca, światła dającego wieczne życie. Ziemia natomiast utożsa­miana była ze Starym i Nowym Testamentem, opresyjną i obcą religią zazdrosnego boga. He­liocentryczna detronizacja Zie­mi pojmowana zatem była przez Bruna w kategoriach zakończenia epoki chrześcijań­stwa i otwarcia na nowe... No­wym miał być zapowiadany przez Bruna w Londynie po­wrót do religii dawnych Egip­cjan, opisanej przez Pseudo­-Apulejusza w Asklepiosie. Przez całe swoje życie Bruno oczekiwał wieszczonego przez siebie końca epoki chrześcijań­skiej, tonącej w chciwości i wojnie, oraz nadejścia epoki Hermesa, objawiającej się try­umfem wiedzy i magii.

Słoneczny wysłannik - Her­mes - był przez Giordana Bru­na utożsamiany właśnie z daw­ną religią egipską. Nie miał nic wspólnego z konkretnym bóstwem panteonu helleńskiego, natomiast bliski był postaci z dialogu Pseudo-Apulejusza. Wysłannik słońca, nazywany przez Bruna Hermesem lub Merkurym, był w koncepcji re­ligijnej włoskiego filozofa istotą wielokrotnie zsyłaną na zie­mię przez Pierwszą Przyczynę w celu wydobycia niektórych ludzi z "osłowatości". Do ko­rowodu "Merkurych" , idących przez historię ludzkości, Bruno zaliczał Platona, Apulejusza., Jezusa i .... siebie. Rolą Giorda­na Bruna - "Merkurego" czy "Kapitana" (tego pojęcia uży­wał w inkwizycyjnym więzie­niu w Rzymie) - było zjednoczenie wszystkich skłóconych religii w jedną religię uniwer­salną i sprowadzenie wieczne­go pokoju na całą ludzkość.

***

Gdyby system heliocentryczny nie dotarł do papieża w gnostyckiej wersji Bruna, zapewne aprobata dla nowych poglądów nie ograniczałaby się do niektórych kręgów intelektualnych wewnątrz Kościoła.

***

Wbrew zapewnieniom skła­danym przez samego filozofa przed trybunałem Świętej In­kwizycji, trudno znaleźć punk­ty wspólne pomiędzy koncep­cjami Giordana Bruna a dok­tryną Kościoła katolickiego. Poglądy Nolańczyka wywraca­ły cały porządek teologiczny chrześcijaństwa. Stworzony przez Pierwszą Przyczynę wszechświat miałby być zara­zem bóstwem ("natura jest Bo­giem w rzeczach"), co przekre­śla ostatecznie możliwość ist­nienia osobowego Boga. Trójca Święta z punktu widzenia kon­cepcji Bruna była dogmatem całkowicie nie do zaakceptowa­nia, ponieważ łączyła w sobie (mieszała) elementy nieograni­czonego absolutu (Boga) z nie­doskonałą materią (Synem Bo­żym). Dogmat o podwójnej na­turze Jezusa Chrystusa Bruno odrzucał z odrazą, porównując bluźnierczo naturę Drugiej Osoby Trójcy Świętej do mito­logicznego centaura, kreatury nieudanej i nieszczęśliwej. Z punktu widzenia panteizmu i monizmu Bruna prawda teo­logiczna o grzechu pierworod­nym przestaje odgrywać jaką­kolwiek rolę, eliminując zara­zem potrzebę odkupienia ludz­kości przez Syna Bożego. Kon­sekwentnie Jezus Chrystus był wyłącznie człowiekiem o spe­cjalnych, magicznych zdolno­ściach ("Merkurym"), a grzech, potępienie i piekło stanowią wyłącznie kreację teologiczną, istniejącą tylko w głowach wy­znawców. Bruno pisał: "Cho­ciaż nie istnieje żadne piekło, to jednak przedstawienie i wy­obrażenie piekła czynią je prawdziwym i rzeczywistym bez wszelkich podstaw rzeczy­wistości i prawdziwości. Gdyż obraz fantastyczny posiada re­alność, a z tego wynika, że działa ona realnie i wywiera re­alny i najpotężniejszy przymus na to, co zdolne mu się podpo­rządkować". Skoro nie ma za­grożenia potępieniem wymy­ślonym przez religijnych skru­pulantów, śmierć Chrystusa nie posiadała charakteru zbaw­czego. Była jedynie egzekucją dokonaną przez "głupców" i fa­ryzejskich "pedantów" na wy­bitnej jednostce, pragnącej sprowadzić na świat pokój i re­ligię naturalną. Jeśli nie było upadku pierwszych rodziców, skąd zatem plagi, wojny i śmierć? Bruno nie eksploato­wał nadmiernie tego wątku, ale z analizy jego gnostyckiego pisarstwa można wysnuć wnio­sek, że stanowią one efekt ludzkiej niewiedzy i ignorancji. Uzyskanie wyższej świadomo­ści przez ludzi, a specjalnego magicznego wtajemniczenia przez nielicznych wybranych, spowoduje nastanie epoki bez wojen i cierpienia - epokę pa­nowania na ziemi ludzi-bogów. Wiedza niesie zbawienie. Ci, którzy to odrzucają  ("pedanci" i "głupcy"), zostaną ukarani za swoje postępowanie, powraca­jąc do swojej zwierzęcej powło­ki, podobnie jak w koncepcjach gnostyckich miały zostać uni­cestwione dusze odrzucających wiedzę hylików. Właśnie tu koncepcje Giordana Bruna ostatecznie ujawniają swoje gnostyckie oblicze.

Trudno wyobrazić sobie, aby w dobie po-trydenckiej Kościół tolerował - jako przewodnika wiernych na drodze do zbawie­nia - doktora teologii głoszą­cego wędrówkę dusz, naturali­styczną koncepcję powstania życia na ziemi, panteistyczną i monistyczną wizję świata oraz boskość człowieka.

Jan J. Keller w swoim dosyć powierzchownym szkicu po­święconym Giordanowi Bruno­wi przypomina, że Kościół ka­tolicki w osobie Jana Pawła II przeprosił za spalenie na stosie włoskiego fIlozofa, jednocze­śnie kończąc "błyskotliwym" spostrzeżeniem, że nie przywróci to życia myślicielowi. Po­mijając dyskusję dotyczącą za­sadności samych przeprosin, warto przypomnieć kilka fak­tów uparcie ignorowanych przez adeptów antykatolickiej "osłowatości". Giordano Bruno był osobą duchowną, która zła­mała dobrowolnie składane śluby zakonne. Ścigany był przez władze kościelne za here­zję dokładnie na takiej samej zasadzie, jak ścigani są dezerterzy z armii. Mimo to w swo­ich wędrówkach po Europie korzystał niejednokrotnie z po­mocy klasztorów i zakonni­ków. Poglądy Bruna były cał­kowicie sprzeczne z katolicy­zmem, a filozof niejednokrot­nie kłamał w swoich zezna­niach.

Każda władza religijna i świecka chroni się przed my­ślą uznaną za sprzeczną z obo­wiązującym społeczność syste­mem wartości, obojętnie, czy mamy na myśli demokrację ateńską, Azteków, średnio­wieczną Inkwizycję czy liberal­ną demokrację. Dziś, w epoce postępowych swobód obywatel­skich, również w więzieniach siedzą ludzie, których jedyną zbrodnią jest głoszenie poglą­dów uznanych za niewłaściwe z punktu widzenia kanonów prawnych "tolerancyjnej" libe­ralnej demokracji. Inkwizycja wydała na Bruna jedynie wy­rok wykluczenia z zakonu św. Dominika i wyłączenia ze spo­łeczności Kościoła katolickie­go. Kościół nigdy nie skazał Bruna na śmierć ani też nie dą­żył do zabicia go. Zakonnik miał wiele okazji do ratowania swego życia. Karę spalenia na stosie wydały władze municy­palne Rzymu, nie zwracając uwagi na prośbę trybunału, apelującego o łagodny wyrok bez rozlewu krwi.

Pomimo potępienia przez pa­pieża Giordano Bruno nie zna­lazł się na żadnym indeksie zakazanych publikacji Inkwizycji hiszpańskiej Traktat Mikoła­ja Kopernika De revolutioni­bus... umieszczono na indeksie papieskim dopiero szesnaście lat (!) po śmierci Bruna, więc głoszenie idei heliocentrycz­nych nie miało najmniejszego wpływu na potępienie filozofa. Giordano Bruno swoimi kon­cepcjami zasiał w papieżu i kardynałach nieufność wobec badaczy głoszących heliocen­tryzm. Galileusz trafił do wię­zienia podejrzewany nie tyle o głoszenie idei, że Słońce jest centrum wszechświata, co o potajemne wyznawanie reli­gijnych koncepcji Giordana Bruna. Z tego też powodu (tj. obawy, że heliocentryzm zawie­ra zasady heretyckich poglą­dów propagowanych przez Bruna) dzieło Kopernika trafiło na indeks, a możliwość podej­rzenia o herezję przez wiele lat paraliżowała astronomów. To był właśnie największy "wkład" Bruna w postęp nauki: kij wło­żony w szprychy naukowego postępu.

Ryszard Mozgol

Źródło: Zawsze Wierni

Za: Strona Mirosława Dakowskiego

Dodaj komentarz

Twoje imię:
Twój e-mai:
Komentarz:
 
Start Kompendium Kompendium „Wysłannik słońca”. Giordana Bruna życie w cieniu stosu
 

WIADOMOŚCI

CIEKAWOSTKI

WYWIADY

PUBLICYSTYKA

KOMPENDIUM

LITERATURA

DZIECIARNIA