|
Gdyby przyszło mu żyć w dzisiejszych czasach, zapewne nie musiałby porzucać zakonnego habitu, a w macierzystym zakonie stałaby przed nim otworem profesorska kariera.
Traktowano by go jako poważny autorytet w sprawach religijnych i naukowych, zapraszając na odczyty i wykłady, a heretyckie poglądy byłyby określane przez dziennikarzy mianem "kontrowersyjnych". Nie skończyłby na stosie; zostałby prawdopodobnie opatem lub papieskim kaznodzieją. - Ale wtedy czasy były inne.
Na próżno poszukiwać w wiekach XVII i XVIII obszernych traktatów poświęconych "sławnemu astronomowi i filozofowi", jakim miał być Giordano Bruno. Pozostało po nim niewiele wzmianek rozsianych po pracach ludzi, którzy zetknęli się z nim osobiście. Potomni zapamiętali go jako człowieka skromnej postury i gwałtownego charakteru; rzadko kto przytaczał poglądy samego Bruna. Nawet anty chrześcijańscy filozofowie oświecenia nie próbowali wykorzystać jego przypadku jako ofiary rzekomej katolickiej nietolerancji - do atakowania Kościoła. Diderot, poświęcając mu artykuł w swojej encyklopedii, ograniczył się przede wszystkim do opisania egzekucji filozofa. Traktaty Bruna popadły w zapomnienie. Niemiecki filozof Fryderyk Henryk Jacobi, początkowo zafascynowany włoskim filozofem, przeprowadzając krytykę koncepcji Spinozy, doszedł do wniosku, że Bruno jest ojcem współczesnego mu nihilizmu.
Tryumfalny powrót Giordana Bruna jako wielkiego myśliciela nastąpił dopiero w połowie XIX wieku, na fali otwartej wojny włoskiej masonerii z Kościołem katolickim. W latach 1879-1891 opublikowano "pośmiertnie" zbiór dzieł "narodowych" Giordana Bruna pt. Opera latine conscripta. W 1889 r. na rzymskim Campo di Fiori, w miejscu, gdzie został spalony, postawiono mu pomnik. Z Bruna uczyniono patrona wolnomyślicielstwa i wolnomularstwa - wielkiego włoskiego myśliciela. Tworząc nowy wizerunek, pełny przeinaczeń i fałszerstw, dokooptowano go do dwójki wielkich astronomów: Mikołaja Kopernika i Galileusza, sugerując, iż surowy werdykt inkwizycji i wyrok władz miasta Rzymu spowodowany był heliocentrycznymi poglądami filozofa. Ochoczo przejęli ten pogląd materialiści dialektyczni, wymieniając jednym tchem eks-dominikania Giordana Bruna z eks-jezuitą A. Tondim, wskazując na ich zasługi w walce z religijnym zabobonem. Najwybitniejszy znawca Bruna w Polsce, czołowy ateusz czasów komuny Andrzej Rusław Nowicki, szedł dokładnie tym tropem: "Bruno rozwijał dalej system kopernikański. Kopernik «ruszył z posad ziemię», Bruno poruszył cały układ słoneczny. Kopernik udowodnił, że Ziemia jest jedną z planet, Bruno wykazał, że Słońce jest jedną z gwiazd, a we wszechświecie istnieje nieskończona mnogość układów słonecznych". Zasługa Bruna jest jednak większa: "Owe klatki, zamykające średniowieczny obraz świata, rozbił dopiero Giordano Bruno z całą świadomością doniosłości i rewolucyjności swego dzieła". Bruno był rewolucjonistą świadomym swego posłannictwa ideologicznego. Był pierwszym "komunistą", do spółki z dominikaninem Tomaszem Campanellą, a jego dzieło jest tak drogocenne, że podziw komunistów wpadał w tony dalekie od racjonalistycznego "zdrowego rozsądku" . Pobrzmiewają w nim całkiem fideistyczne nuty: "Współczesny sojusz amerykańskiego imperializmu z Watykanem, sojusz najbardziej reakcyjny, skierowany jest przeciwko naukowemu, materialistycznemu światopoglądowi, o którego zwycięstwo Giordano Bruno walczył przez całe życie, aż po bohaterską śmierć w płomieniach, i walczy nadal swymi nieśmiertelnymi dziełami, które zachowały dotychczas świeżość, siłę i celność pocisków wymierzonych w obskurantyzm".
Gdyby Giordano Bruno przeczytał bzdury wypisywane na swój temat, uciekłby z takim samym przerażeniem od swoich wielbicieli, jak uciekał ze swojego klasztoru; obrzuciłby swoich dzisiejszych wyznawców takimi samymi wyzwiskami "osłów", "nieuków" i "kretynów", jakimi szczodrze obdzielał współczesne sobie duchowieństwo. Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy historycznym Giordanem Brunem a "hagiograficznym" obrazem filozofa, tworzonym od XIX wieku na użytek antykatolickiej propagandy.
Co powinna przykryć zakonna sukienka?
Filip Bruno przyszedł na świat prawdopodobnie w styczniu lub lutym 1548 r. w rodzinie najemnego żołnierza Jana Bruna i Fraulissy Savoliny, zamieszkujących znajdującą się niedaleko Neapolu osadę Nola. Szybko osierocony przez rodziców, uzyskał wsparcie Kościoła, dzięki któremu mógł się kształcić. Mając kilkanaście lat, uczęszczał na wykłady neapolitańskiego mistrza Sarnese, pobierał również prywatne nauki u nauczyciela logiki augustianina Teofila da Vairano. Ci dwaj zaszczepili w młodym Filipie miłość do nauki i chęć dalszego pogłębiania wiedzy. Augustianin wlał w młody umysł zainteresowanie filozofią neoplatońską, która miała poważne konsekwencje w dalszym życiu Bruna.
W wieku czternastu lub piętnastu lat wstąpił w Neapolu do zakonu dominikanów, w którym rok później został przez przeora dopuszczony do ślubów zakonnych, przybierając imię Giordano (Jordan). Macierzystym klasztorem młodego zakonnika był słynny konwent San Domenico Maggiore, który zabłysnął geniuszem św. Tomasza z Akwinu. Powołanie Bruna było wysoce wątpliwe. Sam zakonnik określił je w czasie przesłuchania inkwizycyjnego jako zainteresowanie filozofią, która "była moim powołaniem". Niewątpliwie dużą rolę odgrywała sława zgromadzenia i pozycja zakonu kaznodziejskiego, który dawał młodzieńcowi nadzieje na spokojne studia i zgłębianie wiedzy. Inkwizytorowi Franciszkowi Grazianiemu powiedział, że „został zakonnikiem, usłyszawszy dysputy u św. Dominika w Neapolu; i tak powiedział, że ci byli bogami na ziemi". Na tej podstawie można wyciągnąć wniosek, że zainteresowanie zakonem nie wynikało z pobudek nadprzyrodzonych, nie było przejawem powołania zakonnego, ale wyrachowania, podyktowanego miłością własną, pychą i... pogardą dla ludzi niskiego stanu, z których Bruno wyrastał, ale od których pragnął za wszelką cenę się odciąć. Z tego też powodu pobyt w klasztorze wkrótce doprowadził do ostrego konfliktu z przełożonymi. Zakonnik nie miał ochoty skrupulatnie wypełniać reguły, którą dobrowolnie przyjął, składając śluby. Biograf Bruna Michał Ciliberto przyznaje, że wstępując do klasztoru, Giordano Bruno daleki był od katolickiej ortodoksji. Przebywając w klasztorze jako początkujący zakonnik, popadł ok. 1566 r. w konflikt z mistrzem nowicjatu o. Eugeniuszem Galiardem z powodu wielce wymownego incydentu. Otóż wprowadzając się do swojej klasztornej celi, brat Giordano wyrzucił z niej kilka obrazów, m.in. obraz św. Katarzyny ze Sieny i św. Antonina, pozostawiając wyłącznie krucyfiks. Również gusta literackie młodego zakonnika wzbudzały niezadowolenie przełożonych. Mistrz nowicjatu zwracał uwagę na gorszący dla nowicjuszy, lekceważący stosunek Bruna do przepisanej lektury maryjnej, którą brat Giordano otwarcie krytykował i nazywał marnowaniem czasu. Współbraciom zalecał czytanie żywotów Ojców Kościoła, sam poświęcając się czytaniu pism Erazma z Rotterdamu, zakazanego przez kapitułę zakonu św. Dominika w 1569 r. jako "złośliwych, podstępnych, zuchwałych" . Tolerancja panująca wówczas w klasztorach dominikańskich spowodowała, że incydenty z początków pobytu w zakonie zostały zapomniane i brat Giordano w 1572 r. został wyświęcony na kapłana. Trzy lata później, po pobycie w kilku klasztorach na terenie Kampanii, ostatecznie powrócił do San Domenico Maggiore jako student teologii, gdzie złożył egzaminy na podstawie tez z Summa contra Gentiles św. Tomasza z Akwinu. Wydawało się, że od tej chwili pozycja ojca Giordana jako teologa jest wśród dominikanów nie do podważenia.
Nie można odmówić Brunowi odwagi głoszenia własnych poglądów. Nigdy ich nie skrywał, a często wygłaszał z przekonaniem, a nawet fanatyczną pewnością. Z analizy licznych pism i zeznań przed trybunałem inkwizycyjnym można wyciągnąć wniosek, że jego odwaga wynikała tyleż z chęci obrony prawdy pojmowanej subiektywnie, co z przepełnionej pychą chęci postawienia swojego zdania ponad zdanie innych, pogardzanych przez siebie "głupców". Krótko po złożeniu przezeń egzaminu z teologii, dającego upragniony tytuł doktora, wybuchła w klasztorze burza, związana z ujawnieniem dawno skrywanych przez zakonnika poglądów. W czasie debaty pomiędzy zakonnikami dotyczącej dogmatu o Trójcy Przenajświętszej o. Giordano zaatakował współbrata, Lombardczyka Montalciniego, krytykującego herezję Ariusza, sytuując się na pozycjach obrońcy heretyka. Nie była to sprzeczka wynikająca z retorycznych ćwiczeń. Zdarzenie dawało pretekst do wystąpienia przeciwko zakonnikowi, do tej pory tolerowanemu pomimo wyraźnych znaków świadczących o głoszeniu herezji. Biograf Bruna stwierdza wprost, że ujawnienie poglądów wynikało z temperamentu zakonnika, który nie potrafił się powstrzymać, by zmiażdżyć mniej błyskotliwego adwersarza. Giordano przesłuchiwany przez Inkwizycję przyznawał otwarcie: "mówiąc po chrześcijańsku i wedle teologii, w którą każdy wierny chrześcijanin i katolik musi wierzyć, rzeczywiście wątpiłem w miano osoby dla Syna i Ducha Świętego, nie pojmując ich jako dwie osoby różne od Ojca". Wątpliwości te żywił już wstępując do klasztoru, a lekceważenie dla obcowania świętych oraz Matki Przenajświętszej były wczesnymi przejawami jego ukrytego arianizmu. Oskarżenie o herezję dawało impuls do rozpoczęcia procesu, w czasie którego zakonnik korzystał z wszelkich swobód. Dopiero odkrycie u niego zakazanych wydań św. Chryzostoma i św. Hieronima z komentarzami Erazma z Rotterdamu uczyniło położenie zakonnika bardzo trudnym, a proces o herezję z góry przegranym. Ostrzeżony przez nieznanych bliżej neapolitańczyków (współbraci?) o odkryciu zastrzeżonych wydań i pojawieniu się nowego zarzutu (formalna herezja), zdecydował się, po jedenastu latach pobytu w zakonie św. Dominika, na porzucenie habitu i ucieczkę z Neapolu. Od tego czasu życie zakonnika postrzegał jako "godne politowania i śmiechu", a dominikańscy "bogowie na ziemi", jacy jawili się jeszcze młodemu Filipowi Brunowi, stali się dla Giordana Bruna "osłami, nieukami", głoszącymi "ośle doktryny". Giovanni Moceni wspominał, że Bruno twierdził, iż "należałoby odebrać zakonnikom dochody i prawo do toczenia dysput, ponieważ kalają świat, gdyż wszystko to osły; wszystkie nasze opinie to ośle doktryny; nie mamy dowodu, że nasza wiara czyni zasługę w oczach Boga; dziwił się, jak Bóg może znosić tyle herezji głoszonych przez katolików".
Przed czym uciekał Bruno?
Od tego czasu Bruno nazywał siebie uciekinierem, często przy tym dodając: „gnanym nienawiścią tłumów", podkreślając zarazem, że swoim postępowaniem nie przyczynia się do pogorszenia swego położenia.
Bruno początkowo przebywał w Rzymie, skąd również musiał uciekać, oskarżony o wrzucenie do Tybru bliżej nieokreślonej osoby. W czasie swej wędrówki przebywał w Turynie, Wenecji, Padwie, Brescii, Bergamo, Mediolanie, niejednokrotnie uzyskując pomoc w klasztorach dominikańskich. W Bergamo współbracia poradzili Giordanowi założyć ponownie habit, starając się go przekonać, że wyrok będzie łagodny i umożliwi mu powrót do macierzystego zgromadzenia. Zainteresowany najpierw przystał na propozycję zakonników, by po ponownym pobycie w Turynie podjąć decyzję o całkowitym zerwaniu z dominikanami i opuszczeniu Italii. Przez Chambery Bruno udał się do ogarniętej reformacją Genewy (1578), przywitany z honorami przez tamtejszą włoską gminę. Wbrew późniejszym lakonicznym wzmiankom z przesłuchań, Bruno przyjął w Genewie kalwinizm i uzyskał posadę korektora w miejskiej drukarni. Jednak usposobienie i charakter przyczyniły mu wielu wrogów wśród protestanckich pastorów. Najpierw aresztowano go za zniesławienie miejscowego filozofa Antoniego de la Faye (sporządził listę dwudziestu błędów zawartych w jego wykładzie), potem obraził genewski konsystorz. Dopiero uznanie błędów i publiczne przeprosiny zdjęły z Bruna kalwińską ekskomunikę. Zraziły go jednak do "religii pedagogów i pedantów", wobec czego wyjechał do Francji.
Ogarnięta wojną domową Francja Henryka III Walezego okazała się spokojną przystanią dla tułacza z Noli. Zatrzymał się w Tuluzie, głosząc publiczne wykłady. W Paryżu, w którym niepodzielnie panowała tomistyczna Sorbona, ekskomunikowany dominikanin teoretycznie nie mógł publicznie nauczać. W praktyce było jednak inaczej. W trzydziestu publicznych tomistycznych wykładach na temat Boskich atrybutów Bruno zrobił duże wrażenie na paryskich teologach i ludziach z otoczenia króla. Proponowano mu - jak przechwalał się w zeznaniach - publiczne wykłady na uniwersytecie, a sam Henryk Walezy zapragnął poznać człowieka o "magicznej pamięci". Wkrótce Giordano Bruno zadedykował królowi swoją pracę (De umbris idearum), poświęconą sztuce zapamiętywania, poprzetykaną gnostyckimi koncepcjami filozofa. Znajomość z władcą Francji i jego stronnikami zaowocowała przyznaniem tytułu nadzwyczajnego lektora królewskiego, dającego prawo do publicznych wystąpień i pensję rozwiązującą problemy materialne filozofa. Przebywając we Francji do 1583 r., napisał kilka dzieł na różne tematy filozoficzne, religijne, społeczne i polityczne. Królewskie stronnictwo politiques, nastawione negatywnie do Ligi Katolickiej Gwizjuszy i głoszące tolerancję względem bojowego stronnictwa hugenotów, zyskało w Brunie poważnego sprzymierzeńca. Pióro eks-zakonnika uderzyło w arystotelesowską, tomistyczną Sorbonę, sprzyjającą w większości Gwizjuszom, zaatakowało francuską hierarchię kościelną i papieża w jadowitej komedii Cantus circaeus, wsparło króla wpisującego się swymi działaniami w głoszoną przez Bruna koncepcję zbliżającego się duchowego i etycznego odrodzenia ludzkości.
W 1583 r. "wojna trzech Henryków" wchodziła w kulminacyjną fazę kolejnych rzezi, skrytobójstw i masakr. Henryk III zbliżał się do sojuszu z hugenotami, planując radykalne usunięcie ze sceny politycznej przywódcy Ligi Katolickiej Henryka de Guise. W pogarszającej się sytuacji politycznej Giordano Bruno podjął decyzję o opuszczeniu Francji i wyjeździe do Anglii, byle dalej od żądnej krwi paryskiej ulicy. Uzyskał nawet oficjalną zgodę króla i jego listy polecające.
Dwa lata pobytu w elżbietańskiej Anglii były najbardziej owocnym okresem twórczym w życiu Bruna. Sprecyzował wówczas ostatecznie swoją koncepcję filozoficzną. Z drugiej strony był to czas bezustannych walk z domniemanymi i prawdziwymi wrogami oraz starć z oksfordzkimi doktorami. Wybierającego się do Londynu Giordana Bruna poprzedzał list angielskiego ambasadora w Paryżu, Henryka Cobhama, skierowany do pierwszego sekretarza królowej w Londynie: "Pan doktor Giordano Bruno Nolano, profesor, zamierza udać się do Anglii; nie mogę pochwalić jego poglądów religijnych". Mimo panującej nad Tamizą mody na "włoszczyznę" Bruno był izolowany w londyńskim środowisku arystokratycznym i intelektualnym. Zatrzymał się w domu francuskiego ambasadora Michała de Castelineau, stykając się z fanatykami protestanckimi - purytańskim liderem Robertem Dudleyem hr. Leicester i wpływowym kalwińskim magnatem Olbrachtem Łaskim. W świcie tego ostatniego przybył Bruno do Oksfordu, marząc o karierze uniwersyteckiego bakałarza. Spotkało go rozczarowanie. Przekonany o swoim geniuszu, został skonfrontowany z zamkniętym środowiskiem, zazdrośnie strzegącym swoich przywilejów przed przybłędą z kontynentu. Wyszydzony przez oksfordzkich doktorów, poniżony przez arcybiskupa Canterbury Jerzego Abbota, wreszcie oskarżony o dokonanie plagiatu z Marcela Ficina w cyklu swoich oksfordzkich wykładów, powrócił do Paryża pełen nienawiści do barbarzyńskiego Albionu. W Paryżu Bruno sprowokował serię konfliktów, które wstrząsnęły środowiskiem akademickim, atakując arystotelizm paryskich profesorów w sprytnych wystąpieniach nękających przeciwników. Z Paryża bardziej uchodził, niż wyjeżdżał. Życzliwy Brunowi Corbinelli prorokował w liście do przyjaciela: "Myślę, że ukamienują go na tym uniwersytecie. Ale szybko uda się do Niemiec".
***
Stojący na czele Uniwersytetu w Oksfordzie schizmatycki arcybiskup Canterbury Jerzy Abbot nie zostawił na Giordanie Brunie suchej nitki oskarżając filozofa o plagiat i wyszydzając: "Kiedy ów włoski człowieczek, mieniący się Philoteus Iordanus Brunus Nolanus, magis elaborata Theologiae doctor etc. (...) o imieniu z pewnością dłuższym od swego ciała, nawiedził nasz uniwersytet (...), wychodził ze skóry, chcąc spełnić jakieś pamiętne przedsięwzięcie, by zyskał sławę w tym słynnym Ateneum".
***
W lipcu 1586 r. Giordano Bruno był już profesorem teologii uniwersytetu w Marburgu. Szybko nim został, ale jeszcze szybciej zabroniono mu wygłaszania wykładów, pełnych heretyckich sformułowań, w równym stopniu gorszących katolików, jak protestantów. Wolność głoszenia swoich poglądów uzyskał dopiero w Wittenberdze, w której przebywał niecałe dwa lata, wykładając na tamtejszym uniwersytecie i publikując liczne rozprawy. Wraz z wstąpieniem na tron nowego księcia, zwolennika kalwinizmu, Bruno był zmuszony opuścić "stolicę Lutra". Rozpoczął swą tułaczkę od Pragi, gdzie przebywając pół roku, opublikował pracę Articuli contra mathematicos, dedykowaną cesarzowi Rudolfowi II, a zawierającą w dedykacji credo prywatnej religii Giordana Bruna. Z Pragi przeniósł się do Tybingi, potem do Helmstedt, skąd wygnała go ekskomunika protestanckiego superintendenta; rok zabawił w Brunszwiku, wszędzie wzbudzając niechęć i złość protestantów. Pomimo braku zgody władz Frankfurtu na stały pobyt w mieście pozostał w nim przez kilka miesięcy, najpierw jako gość na utrzymaniu miejscowego drukarza, a później mieszkając w klasztorze karmelitańskim.
W areszcie Inkwizycji
W czasie pobytu we Frankfurcie Bruno spotkał się z włoskimi księgarzami, którzy namawiali go do powrotu za Alpy, być może wskazując na przesunięcie akcentów w polityce weneckiej (profrancuskiej, a antypapieskiej). Otrzymywane w tym czasie listy z Italii prawdopodobnie tworzyły wizję dostatniej i pogodnej przyszłości. Sam Giordano planował zwrócić się do papieża z prośbą o zdjęcie ciążących kar kościelnych i uzyskanie aprobaty dla swojej działalności filozoficznej. Korespondencyjnie nawiązał kontakt z młodym szlachcicem weneckim, don Giovannim Mocenigiem, poszukującym dla siebie nauczyciela. Oferta była atrakcyjna i spowodowała ostatecznie przyjazd do Wenecji, gdzie osiadł w domu ucznia. Do dziś nie wiadomo, jakimi pobudkami kierował się Mocenigo, składając donos na Nolańczyka po blisko dwumiesięcznym pobieraniu od niego nauk. Mało prawdopodobne jest, że szlachcic celowo zwabił Giordana Bruna do Italii, aby wydać go w ręce Inkwizycji. O wiele prawdopodobniejsza wydaje się wersja akceptowana przez znawców tematu, według której Bruno po przyjeździe nie tylko nie ukrywał swoich poglądów, ale otwarcie je głosił w obecności ucznia i jego przyjaciół, a nawet starał się usilnie do nich przekonać. Donos na Bruna, oprócz zarzutu parania się magią (istotnie pracował wtedy nad traktatem o magii wróżebnej), zawiera szczegółowy opis poglądów filozofa, rzeczywiście nie odbiegający od heretyckich tez zawartych w jego traktatach. Osobisty charakter donosu i powoływanie się na słowa nauczyciela potwierdzają tezę, że Mocenigo nie przeczytał żadnego z traktatów Bruna, opierał się wyłącznie na własnych słowach mistrza wypowiedzianych w jego obecności. 23 maja 1592 r. Giordano Bruno został zamknięty w areszcie domowym, a donos dotyczący głoszonych przez niego poglądów religijnych znalazł się w rękach weneckiego inkwizytora. Jako podejrzany o herezję wkrótce został osadzony w klasztorze San Domenico di Castello. W komunistycznej ramocie Janiny Brzostowskiej, powtarzającej brednie propagandy wolnomularskiej z ubiegłego wieku, można przeczytać: "Jest w Wenecji więzienie "li Piombi» / - ciemnica ołowianym pokryta dachem. Gdy od słońca / dach się rozgrzeje, więzień mdleje od gorąca. / Nikt mu wody nie poda - i nieraz bez życia / padnie, gdy znieść nie może wymyślnej tortury". Wbrew masońskiej i komunistycznej propagandzie nie stosowano wobec Bruna tortur, a warunki jego pobytu w klasztorze nie odbiegały od warunków życia każdego mieszkającego tam mnicha.
Przesłuchanie miało charakter rozmowy lub wyjaśnień składanych przez oskarżonego. Oskarżony miał czas na obmyślenie szczegółów swojej obrony, korzystał z wszelkich praw zapisanych w inkwizycyjnym prawodawstwie, takich jak sprawdzenie wiarygodności donosu, domniemanie niewinności oskarżonego czy skrupulatne przepisy dotyczące pytań zadawanych w czasie przesłuchania. W przypadku Giordana Bruna wenecka Inkwizycja postępowała niezwykle łagodnie,
biorąc pod uwagę ciążące na nim zarzuty - ucieczkę z klasztoru i ciążącą na nim ekskomunikę oraz zarzut herezji i podejrzenie o bycie herezjarchą. Analiza akt procesowych zawierających szczegółowe opisy przesłuchań, kiedy podejrzany swobodnie opisuje swoje poglądy i otwarcie charakteryzuje zawarte w swoich traktatach tezy, jednoznacznie pokazuje, że nie tylko nie stosowano względem niego żadnych tortur, ale że nie były one nawet potrzebne. Bruno zapytany o to, czy kiedykolwiek wychwalał heretyków, odpowiada z rozbrajającą szczerością charakterystyczną dla wszystkich jego wypowiedzi: "Wychwalałem wielu kacerzy, a także książąt. Nie wychwalałem ich jednak jako kacerzy, lecz wyłącznie za ich cnoty moralne, które posiadali". Była to częściowa prawda. Oskarżony przyjął sprytną strategię obrony, przemilczając niewygodne szczegóły swej apostazji i herezji (przyjęcie kalwinizmu, arianizm, wychwalanie hugenotów, ataki na Kościół itd.) oraz spychając problem z dziedziny teologii (gdzie króluje dogmat) na pole filozofii (gdzie panuje pogląd i opinia). W wielu przypadkach kłamał, mając świadomość, że inkwizytorzy nie dysponują tekstami wszystkich jego traktatów, a opierają się wyłącznie na słowach świadków. Zapytany podczas przesłuchania o przeistoczenie i Najświętszą Ofiarę, zaklinał się, że nigdy nie zabierał głosu w tej sprawie inaczej niż w zgodzie z nauką Kościoła. Jednak w traktacie Spaccio della bestia trionfante ('Wygnanie tryumfującej bestii') z 1584 r. nazwał Mszę św. „zabobonną wiarą w Cererę i Bachusa" oraz pisał z szyderstwem o przeistoczeniu, że będzie nazywał chleb chlebem, a wino winem.
Giordano Bruno mógł przypuszczać, że wybiegi stosowane w czasie przesłuchań zakończą się sukcesem. 30 lipca 1592 r. błagał na klęczkach o przebaczenie i możliwość naprawienia zgorszenia, by zbawić swoją duszę. Problem polegał na tym, że sprawa nie dotyczyła samej tylko Wenecji, ale swoimi korzeniami sięgała Neapolu i Rzymu. Zadowoleni ze skruchy heretyka inkwizytorzy musieli zatem przesłać akta sprawy do Rzymu, na ręce szefa Św. Oficjum kard. Santoro. Nie trzeba było długo czekać na list ekstradycyjny. Pomimo napiętych stosunków politycznych pomiędzy Państwem Kościelnym a Republiką Wenecką więzień został przekazany do Rzymu. Pod koniec lutego 1593 r. Bruno znalazł się w rzymskim więzieniu Św. Inkwizycji.
Ekstradycja Giordana Bruna do Rzymu pogorszyła jego prawną sytuację. Nie było mowy o kontynuacji wcześniej obranej strategii bagatelizowania zarzutów i spychania ich na miałki grunt filozoficznych opinii, ponieważ teraz zarzuty obejmowały formalną herezję połączoną z ucieczką z klasztoru. Kolejni świadkowie swoimi zeznaniami coraz bardziej pogrążali oskarżonego. Aby oddalić ewentualne zarzuty preparowania przez oskarżycieli wygodnych dla siebie zeznań, a także by uniemożliwić składanie zeznań fałszywych, świadkowie odpowiadali przed trybunałem w obecności Bruna oraz zostali poddani przesłuchaniom przez niego samego. Praktyka ta pozwoliła na obalenie zeznań dwóch świadków, które zawierały szereg nieprawdziwych informacji. Filozof poczuł się na tyle pewnie, że sformułował memoriał broniący swoich poglądów, odrzucając wszystkie zarzuty o herezję. Jednak dostęp inkwizytorów do wszystkich napisanych przezeń traktatów, zgromadzonych na polecenie papieża, postawił go w fatalnym położeniu. W oparciu o słowo pisane teolodzy papiescy pod kierunkiem jezuity św. Roberta Bellarmina sporządzili spis "ośmiu cenzur", czyli ośmiu poglądów sprzecznych z nauczaniem Kościoła katolickiego. Dla osoby duchownej (często zapominamy, że Bruno był dominikaninem!) był to dowód przesądzający o winie. 12 stycznia 1599 r. postawiono mu osiem formalnych zarzutów o herezję i jej propagowanie, wzywając oskarżonego do uroczystego odwołania haniebnych twierdzeń. Początkowo Bruno zadeklarował gotowość do wyparcia się herezji, szybo jednak podjął decyzję o rozpoczęciu kolejnej gry z trybunałem. Najpierw stwierdził, że traktuje "osiem cenzur" jako poglądy heretyckie ex nunc, czyli dotyczące spraw nieokreślonych jeszcze ostatecznie przez Kościół, na co odpowiedzią Inkwizycji i kard. Bellarmina było kategoryczne wezwanie do odwołania błędów w terminie 40 dni. Później Bruno przedłożył Inkwizycji i papieżowi listy, w których z jednej strony uznawał swoje błędy, z drugiej podważał wykładnię dwóch cenzur, żądając ponownego ich przedyskutowania. Kiedy jednak dowiedział się, że w rękach Inkwizycji znalazł się jego najostrzejszy antykatolicki paszkwil Wygnanie tryumfującej bestii, a jego tezy stanowią dodatkowy dowód winy, 21 grudnia 1599 r. stwierdził, że nie zamierza wyrazić skruchy za głoszone herezje, ponieważ nie ma czego żałować. Uznany "niewzruszonym, zawziętym, zatwardziałym heretykiem", został uroczyście wyłączony ze społeczności Kościoła katolickiego, a jego dzieła przeklęte i skazane na zniszczenie. Kolegium Inkwizycji pod przewodnictwem kard. Madruzziego przekazało Giordana Bruna w ręce władzy świeckiej w celu wymierzenia sprawiedliwości, jednocześnie prosząc, "aby zechciała (...) ukarać jak tylko można łagodnie i bez rozlewu krwi". Władza świecka nie okazała łagodności. 17 lutego 1600 r. Giordano Bruno, na rozkaz gubernatora Rzymu, został publicznie spalony żywcem na Campo di Fiori.
W co wierzył Giordano Bruno?
Analiza poglądów f1lozofa nastręcza szereg problemów, wynikających głównie z zastosowanej przez Bruna metody filozoficznej. Materialiści dialektyczni interpretowali jego pisarstwo jako konsekwentny materializm i ateizm w służbie kopernikańskiego heliocentryzmu, przemilczając apokaliptyczne proroctwa filozofa i mesjanistyczne pretensje. Konserwatywny myśliciel Wilhelm Dilthey jako jeden z pierwszych XIX-wiecznych komentatorów zwracał uwagę na religijny wymiar myśli Nolańczyka - twórcy "nowożytnej, panteistycznej religijności", stwierdzając, że koncepcje Bruna prowadzą wprost do oświeceniowego deizmu Diderota. Francuska badaczka Bruna Emilia Saisset jeszcze przed wojną określiła myśl filozoficzną Bruna jako konsekwentnie religijną choć chaotyczną i nieoryginalną, twierdząc, że bzdurą jest oskarżanie Bruna o ateizm i bezbożność. Religia Bruna była całkowicie antychrześcijańska: "Bruno przestał być chrześcijaninem. Atakuje on już nie taką czy inną ceremonię i nie taką czy inną instytucję, ale podchodzi wprost do podstawowego dogmatu eucharystii i radykalnie go neguje. Luter ograniczył się do zmiany formy dogmatu (...) Bruno atakuje zarówno formę, jak treść". Ostateczny cios legendzie o Brunie jako ojcu dzisiejszych ateuszy zadał Franciszek A. Yates w swojej pracy o tradycji hermetycznej, wskazując na liczne związki koncepcji Bruna z renesansowym ezoteryzmem. Zdaniem Emilii Saisset i Franciszka Yatesa, Bruno nie rozumiał właściwie kopernikańskiej koncepcji, przenosząc jej elementy na grunt swoich koncepcji religijnych. Najistotniejszym problemem filozofii Bruna było występujące we wszystkich etapach rozwoju jego koncepcji radykalne i ostre przeciwstawienie nieskończoności, wieczności i absolutu - ograniczonemu, skończonemu i stworzonemu. Powszechnie przyjmuje się, że wątpliwości związane z tą kwestią początkowo ujawniły się w postaci fascynacji i przyjęcia poglądów Ariusza oraz odrzucenia kultu Matki Boskiej. Przez całe swoje życie Bruno występował przeciwko nadawaniu boskiego charakteru Chrystusowi, nazywając ironicznie kult Syna Bożego "misterium syryjskim". Dla Bruna Pan Jezus nie był prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, a wyłącznie - pojmowaną w antropocentryczny sposób - doskonałą istotą ludzką. W późniejszym czasie arianizm połączony z koncepcjami neoplatońskimi spowodował przyjęcie gnostyckich poglądów ezoterycznych całkowicie zrywających z chrześcijaństwem.
Bruno uważał za pewnik celową budowę świata, zawierającą ukryty przed ludźmi (ignorantami i skrupulantami) sens. Jego zdaniem wszystkie byty materialne posiadały swój początek. Ponieważ jednak rozumiał to twierdzenie specyficznie, na sposób gnostycki, bóg filozofa nie był tożsamy z Pierwszą Osobą Trójcy Świętej, ale z Pierwszą Przyczyną kabalistów, która spowodowała działanie uruchamiające lawinę kreacji, ale uczestniczyła w jej kolejnych aktach tylko pośrednio. Pierwsza Przyczyna jest bytem duchowym zawierającym w sobie wszystkie inne byty - powtarzał Bruno za ezoterycznym Hermesem Trismegistosem.. Pogląd zaczerpnięty od antycznych orfików, bliski kabalistom, spowodował postrzeganie wszechświata w kategoriach panteistycznych i monistycznych, jako jednorodną i związaną w jeden system jedność wszystkiego. "A więc jeżeli duch, dusza, życie znajdują się we wszystkich rzeczach i w różnym stopniu wypełniają całą materię, to staje się pewne, że są prawdziwym aktem i prawdziwą formą wszystkich rzeczy. A więc dusza świata jest formalną i kształtującą zasadą wszechświata i wszystkiego, co się w nim znajduje. Twierdzę, że jeżeli Życie znajduje się we wszystkich rzeczach, to dusza jest formą wszystkich rzeczy. I dlatego trwałość jest również właściwą tego rodzaju formie, jak i materii. Jest ona, jak sądzę, jedna dla wszystkich rzeczy" - pisał Bruno. W tym duchu wypowiadał się również jeden z hugenockich ezoteryków doby renesansu, Filip de Mornay (1581): "Bóg jest jeden (...) do Niego jednego należy imię Ojca i Dobrego (...) On jeden i sam w sobie jest Wszystkim; bez Imienia i doskonalszy nad wszelkie imię". Skoro zatem wszystko jest jednym, a jedność wszystkim, to wszystko zawiera w sobie cząstkę Pierwszej Przyczyny, a to z kolei implikuje wieczność całego stworzenia.
Bruno utrzymywał, że nie istnieje ścisły podział natury stworzonej przez Boga na duchową i materialną, ponieważ materia, będąc bytem stworzonym, zawiera w sobie pierwiastki kreacji, a więc jest nieśmiertelna. Nieśmiertelny jest w równym stopniu kamień, roślina, zwierzę i człowiek. Obumierając cieleśnie - ulegając erozji, gnijąc, zdychając, umierając - są przekształcani w cyklach kreacji, a nie unicestwienia, ponieważ duchowy pierwiastek zawiera się w monadach tworzących każdy byt. Skoro - w pewnym sensie bliskim metempsychozie (Bruna oskarżano o wiarę w reinkarnację!) - nieśmiertelna jest tak samo mysz, jak Księżyc czy gwiazdy, Bruno poszukiwał zwieńczenia dla swojej koncepcji, które ostatecznie odnalazł w popularnej wtedy astronomii. Niszcząc de facto renesansowy, kopernikański model wszechświata, rozrywając jego regularny i skończony układ, utożsamił największy znany sobie byt (zawierający w sobie wszystkie byty) z bóstwem. Bóstwem był wszechświat - nieograniczony, złożony z nieskończonej ilości układów słonecznych, pojmowanych jako kopie naszego Układu Słonecznego.
Zainteresowanie Bruna ówczesnymi odkryciami astronomicznymi wynikało nie tyle z poglądu o słuszności tez Kopernika, ile ze przekonania Bruna o zbieżności jego poglądów religijnych z tezami heliocentrycznymi. Franciszek Yates twierdzi nawet, że Bruno odczuwał wyższość w stosunku do Mikołaja Kopernika, twierdząc, iż kanonik warmiński ujął teorię wyłącznie w formie matematycznych obliczeń, podczas kiedy prawdziwą głębię koncepcji, będącej w istocie tajemnicą zakrytą przed profanami, odkrył dopiero Nolańczyk. Dlaczego Bruno przypisywał tak ważną rolę układowi, w którym Słońce detronizowało Ziemię? Odpowiedzi na to pytanie również poszukiwać należy daleko od dociekań naukowych, zagłębiając się w meandry renesansowego ezoteryzmu. Dla ezoterycznych humanistów i kabalistów neoplatońskich pokroju Marcelego Ficina, Pico delia Mirandoli czy Egidiusza de Viterbo głównym celem poszukiwań intelektualnych było odkrycie pierwotnej religii, objawienia starszego od Biblii, które w XVI w. utożsamiono w tych kręgach z religią starożytnego Egiptu. Naturalna religia ludzi była - zdaniem ezoteryków - kultem symbolicznie skupionym wokół Słońca, światła dającego wieczne życie. Ziemia natomiast utożsamiana była ze Starym i Nowym Testamentem, opresyjną i obcą religią zazdrosnego boga. Heliocentryczna detronizacja Ziemi pojmowana zatem była przez Bruna w kategoriach zakończenia epoki chrześcijaństwa i otwarcia na nowe... Nowym miał być zapowiadany przez Bruna w Londynie powrót do religii dawnych Egipcjan, opisanej przez Pseudo-Apulejusza w Asklepiosie. Przez całe swoje życie Bruno oczekiwał wieszczonego przez siebie końca epoki chrześcijańskiej, tonącej w chciwości i wojnie, oraz nadejścia epoki Hermesa, objawiającej się tryumfem wiedzy i magii.
Słoneczny wysłannik - Hermes - był przez Giordana Bruna utożsamiany właśnie z dawną religią egipską. Nie miał nic wspólnego z konkretnym bóstwem panteonu helleńskiego, natomiast bliski był postaci z dialogu Pseudo-Apulejusza. Wysłannik słońca, nazywany przez Bruna Hermesem lub Merkurym, był w koncepcji religijnej włoskiego filozofa istotą wielokrotnie zsyłaną na ziemię przez Pierwszą Przyczynę w celu wydobycia niektórych ludzi z "osłowatości". Do korowodu "Merkurych" , idących przez historię ludzkości, Bruno zaliczał Platona, Apulejusza., Jezusa i .... siebie. Rolą Giordana Bruna - "Merkurego" czy "Kapitana" (tego pojęcia używał w inkwizycyjnym więzieniu w Rzymie) - było zjednoczenie wszystkich skłóconych religii w jedną religię uniwersalną i sprowadzenie wiecznego pokoju na całą ludzkość.
***
Gdyby system heliocentryczny nie dotarł do papieża w gnostyckiej wersji Bruna, zapewne aprobata dla nowych poglądów nie ograniczałaby się do niektórych kręgów intelektualnych wewnątrz Kościoła.
***
Wbrew zapewnieniom składanym przez samego filozofa przed trybunałem Świętej Inkwizycji, trudno znaleźć punkty wspólne pomiędzy koncepcjami Giordana Bruna a doktryną Kościoła katolickiego. Poglądy Nolańczyka wywracały cały porządek teologiczny chrześcijaństwa. Stworzony przez Pierwszą Przyczynę wszechświat miałby być zarazem bóstwem ("natura jest Bogiem w rzeczach"), co przekreśla ostatecznie możliwość istnienia osobowego Boga. Trójca Święta z punktu widzenia koncepcji Bruna była dogmatem całkowicie nie do zaakceptowania, ponieważ łączyła w sobie (mieszała) elementy nieograniczonego absolutu (Boga) z niedoskonałą materią (Synem Bożym). Dogmat o podwójnej naturze Jezusa Chrystusa Bruno odrzucał z odrazą, porównując bluźnierczo naturę Drugiej Osoby Trójcy Świętej do mitologicznego centaura, kreatury nieudanej i nieszczęśliwej. Z punktu widzenia panteizmu i monizmu Bruna prawda teologiczna o grzechu pierworodnym przestaje odgrywać jakąkolwiek rolę, eliminując zarazem potrzebę odkupienia ludzkości przez Syna Bożego. Konsekwentnie Jezus Chrystus był wyłącznie człowiekiem o specjalnych, magicznych zdolnościach ("Merkurym"), a grzech, potępienie i piekło stanowią wyłącznie kreację teologiczną, istniejącą tylko w głowach wyznawców. Bruno pisał: "Chociaż nie istnieje żadne piekło, to jednak przedstawienie i wyobrażenie piekła czynią je prawdziwym i rzeczywistym bez wszelkich podstaw rzeczywistości i prawdziwości. Gdyż obraz fantastyczny posiada realność, a z tego wynika, że działa ona realnie i wywiera realny i najpotężniejszy przymus na to, co zdolne mu się podporządkować". Skoro nie ma zagrożenia potępieniem wymyślonym przez religijnych skrupulantów, śmierć Chrystusa nie posiadała charakteru zbawczego. Była jedynie egzekucją dokonaną przez "głupców" i faryzejskich "pedantów" na wybitnej jednostce, pragnącej sprowadzić na świat pokój i religię naturalną. Jeśli nie było upadku pierwszych rodziców, skąd zatem plagi, wojny i śmierć? Bruno nie eksploatował nadmiernie tego wątku, ale z analizy jego gnostyckiego pisarstwa można wysnuć wniosek, że stanowią one efekt ludzkiej niewiedzy i ignorancji. Uzyskanie wyższej świadomości przez ludzi, a specjalnego magicznego wtajemniczenia przez nielicznych wybranych, spowoduje nastanie epoki bez wojen i cierpienia - epokę panowania na ziemi ludzi-bogów. Wiedza niesie zbawienie. Ci, którzy to odrzucają ("pedanci" i "głupcy"), zostaną ukarani za swoje postępowanie, powracając do swojej zwierzęcej powłoki, podobnie jak w koncepcjach gnostyckich miały zostać unicestwione dusze odrzucających wiedzę hylików. Właśnie tu koncepcje Giordana Bruna ostatecznie ujawniają swoje gnostyckie oblicze.
Trudno wyobrazić sobie, aby w dobie po-trydenckiej Kościół tolerował - jako przewodnika wiernych na drodze do zbawienia - doktora teologii głoszącego wędrówkę dusz, naturalistyczną koncepcję powstania życia na ziemi, panteistyczną i monistyczną wizję świata oraz boskość człowieka.
Jan J. Keller w swoim dosyć powierzchownym szkicu poświęconym Giordanowi Brunowi przypomina, że Kościół katolicki w osobie Jana Pawła II przeprosił za spalenie na stosie włoskiego fIlozofa, jednocześnie kończąc "błyskotliwym" spostrzeżeniem, że nie przywróci to życia myślicielowi. Pomijając dyskusję dotyczącą zasadności samych przeprosin, warto przypomnieć kilka faktów uparcie ignorowanych przez adeptów antykatolickiej "osłowatości". Giordano Bruno był osobą duchowną, która złamała dobrowolnie składane śluby zakonne. Ścigany był przez władze kościelne za herezję dokładnie na takiej samej zasadzie, jak ścigani są dezerterzy z armii. Mimo to w swoich wędrówkach po Europie korzystał niejednokrotnie z pomocy klasztorów i zakonników. Poglądy Bruna były całkowicie sprzeczne z katolicyzmem, a filozof niejednokrotnie kłamał w swoich zeznaniach.
Każda władza religijna i świecka chroni się przed myślą uznaną za sprzeczną z obowiązującym społeczność systemem wartości, obojętnie, czy mamy na myśli demokrację ateńską, Azteków, średniowieczną Inkwizycję czy liberalną demokrację. Dziś, w epoce postępowych swobód obywatelskich, również w więzieniach siedzą ludzie, których jedyną zbrodnią jest głoszenie poglądów uznanych za niewłaściwe z punktu widzenia kanonów prawnych "tolerancyjnej" liberalnej demokracji. Inkwizycja wydała na Bruna jedynie wyrok wykluczenia z zakonu św. Dominika i wyłączenia ze społeczności Kościoła katolickiego. Kościół nigdy nie skazał Bruna na śmierć ani też nie dążył do zabicia go. Zakonnik miał wiele okazji do ratowania swego życia. Karę spalenia na stosie wydały władze municypalne Rzymu, nie zwracając uwagi na prośbę trybunału, apelującego o łagodny wyrok bez rozlewu krwi.
Pomimo potępienia przez papieża Giordano Bruno nie znalazł się na żadnym indeksie zakazanych publikacji Inkwizycji hiszpańskiej Traktat Mikołaja Kopernika De revolutionibus... umieszczono na indeksie papieskim dopiero szesnaście lat (!) po śmierci Bruna, więc głoszenie idei heliocentrycznych nie miało najmniejszego wpływu na potępienie filozofa. Giordano Bruno swoimi koncepcjami zasiał w papieżu i kardynałach nieufność wobec badaczy głoszących heliocentryzm. Galileusz trafił do więzienia podejrzewany nie tyle o głoszenie idei, że Słońce jest centrum wszechświata, co o potajemne wyznawanie religijnych koncepcji Giordana Bruna. Z tego też powodu (tj. obawy, że heliocentryzm zawiera zasady heretyckich poglądów propagowanych przez Bruna) dzieło Kopernika trafiło na indeks, a możliwość podejrzenia o herezję przez wiele lat paraliżowała astronomów. To był właśnie największy "wkład" Bruna w postęp nauki: kij włożony w szprychy naukowego postępu.
Ryszard Mozgol
Źródło: Zawsze Wierni
Za: Strona Mirosława Dakowskiego
|