|
W okresie wakacyjnym, na polskim rynku ukaże się znakomita książka "Ludność - największe bogactwo świata". W książce tej znajdą się atykuły najwybitniejszych demografów i ekonomistów z całego świata.
Oprócz Juliana Simona wśród autorów znajdują się: lord Peter Bauer, prof. Ken Schoolland, prezes Mont Pelerin Society Deepak Lal, laureat nagrody im. Fishera Barun S. Mitra, Nicholas Eberstadt oraz Sauvik Chakraverti. Publikowany poniżej tekst Baruna S. Mitry jest wstępem do wydania indyjskiego tej książki.
***
W XX wieku byliśmy świadkami niespotykanych dotąd zmian demograficznych. Po raz pierwszy w historii, liczba ludności świata w ciągu jednego wieku wzrosła niemal czterokrotnie, z około 1,5 miliarda w 1901 roku do około 6 miliardów w chwili obecnej. Liczba mieszkańców Indii na początku XX wieku wynosiła 283 miliony, natomiast w maju 2000 roku przekroczyła miliard ludzi. Jest to wynik tym bardziej znaczący, że w latach dwudziestych w Indiach, na skutek biedy, nastąpił nieznaczny spadek liczby ludności.
W szerszej perspektywie wydawać się może, że człowiekowi udaje się pokonywać śmierć i biedę, które nieustannie towarzyszyły jego przodkom. Wskaźniki umieralności dzieci spadły, spodziewana długość życia podwoiła się lub potroiła i w rezultacie więcej ludzi, niż kiedykolwiek wcześniej, może cieszyć się ziemskim życiem.
Tymczasem, nie widać prawie żadnych oznak radości. To zdumiewające, że takie osiągnięcie przechodzi zupełnie niezauważone. Zamiast tego, słyszymy tylko, że planeta jest na skraju katastrofy, a przyczyną takiego stanu jest wciąż rosnąca liczba ludzi.
Na ironię zakrawa fakt, że wielu działaczy na rzecz ochrony środowiska za wskaźnik o wiele bardziej pozytywny uważają wzrost liczby chronionych gatunków zwierząt, aniżeli tak ogromny wzrost liczby ludności – będący ich zdaniem – zwiastunem katastrofy ekologicznej. Także wielu ekonomistów zazwyczaj postrzega wzrost produkcji stali lub narodziny dodatkowego cielaka, jako pozytywny wkład do Produktu Krajowego Brutto, ale za to narodziny kolejnego człowieka mają ich zdaniem negatywny wpływ na wzrost PKB. Tymczasem, owe dziecko może stać się w przyszłości Tagorem lub Einsteinem. Może też zostać przedsiębiorcą, który założy walcownię stali, czy rolnikiem, który uprawia swoją ziemię i żywi bydło, by przynosiło mu większe dochody, czy wreszcie może być pracownikiem, który dokłada starań, by zwiększać swoją produktywność. I to właśnie od tego ludzkiego potencjału zależy przyszłość całej ludzkości.
Julian L. Simon
Książka ta jest dedykowana człowiekowi, który myślał inaczej – Julianowi L. Simonowi. Rozumiał on, że ludzkość płaciła przez wiele wieków ogromną cenę, gdy całkowita liczba ludności pozostawała na stałym poziomie kilku milionów, a spodziewana długość życia wynosiła około dwudziestu lat. To uczyniło go świadomym prawdziwych możliwości człowieka i pozwoliło mu przezwyciężyć tak wielkie przeciwności.
Simon przyczynił się do obalenia królującego przez wieki maltuzjańskiego mitu, który straszy nas, że liczebny rozwój ludzkości wprost pożera planetę i prowadzi do głodu i śmierci cywilizacji, jaką znamy. Liczba mieszkańców Ziemi, prawie niezmienna przez tysiące lat, nagle w XX wieku, potroiła się. Jednocześnie światowa produkcja dóbr na osobę wzrosła w tym okresie czterokrotnie, a jakość życia uległa znacznej poprawie. Najlepszym tego dowodem są dane pokazujące, że równolegle ze wzrostem liczby ludności, spodziewana długość życia podwoiła się lub nawet potroiła.
Napisał on później: „Tym, co liczy się w gospodarce tak samo jak usta czy ręce, albo nawet bardziej, jest ludzki umysł. W dłuższej perspektywie najważniejszym efektem ekonomicznym wielkości ludności i jej wzrostu jest wkład ludzi w zasób potrzebnej wiedzy. Wkład ten jest na tyle duży, że pozwala na przezwyciężenie wszelkich kosztów związanych z przyrostem ludności”.
Julian L. Simon był ekonomistą i demografem, wykładał na Uniwersytecie Maryland w College Park pod Waszyngtonem. W latach sześćdziesiątych XX wieku zajął się kwestią wzrostu ludności świata i chciał zrobić coś znaczącego, by zapobiec, najwyraźniej nieuniknionej – jak wówczas sądził – katastrofie, jaka miała wkrótce czekać rodzaj ludzki. Zaangażował się zatem w badania i zaczął przyglądać się danym o wpływie ludzi na nasz glob. Podczas prac czekała na niego niespodzianka.
Wszelkie dane, które studiował – od wskaźników spodziewanej długości życia ludzi i umieralności dzieci, statystyk dotyczących zdrowia, przez dane na temat cen zasobów naturalnych i dóbr konsumenckich takich, jak żywność, do danych na temat czystości środowiska naturalnego – wskazywały, że sytuacja ulegała ciągłej poprawie. Z tą jednak różnicą, że przez kilka ostatnich wieków poprawa następowała dużo szybciej – proporcjonalnie do wzrostu ludności na świecie. Simon uznał, że „standard życia od zawsze podnosi się wraz ze wzrostem populacji świata. Nie ma żadnych przekonujących dowodów ekonomicznych, które mówiłyby, że te tendencje poprawiania się warunków życia nie mogą utrzymywać się zawsze”.
O Julianie Simonie zrobiło się głośno w 1980 roku, gdy zachował się w sposób niespotykany u wykładowców akademickich. Zdecydował wówczas, że jest gotów założyć się o słuszność swojego twierdzenia, iż zasoby bogactw naturalnych są ekonomicznie nieograniczone. Wyzwał każdego, kto tylko zechce, do założenia się z nim o ceny bogactw naturalnych. Stwierdził, że jeżeli prawdą byłoby, że bogactw naturalnych jest coraz mniej, ich ceny powinny rosnąć. Tymczasem on gotów był się założyć, że będą one miały raczej tendencję spadkową. Paul Ehrlich, biolog i jeden z czołowych krytyków wzrostu ludnościowego na ziemi, zdecydował się wraz z kilkoma kolegami podjąć wyzwanie. Simon i Ehrlich założyli się. Ich zakład dotyczył cen pięciu metali: miedzi, chromu, niklu, cyny i wolframu. Uzgodniono, że zakład zostanie sprawdzony dziesięć lat później.
W międzyczasie Simon opublikował swoje wybitne dzieło Największe bogactwo. Uporządkował w nim wszelkie dane i dowody, pokazując długoterminowe trendy. Napisał w nim: „Zasoby naszych bogactw naturalnych są w ekonomicznym sensie nieskończone. Nasze doświadczenie nie daje nam także podstaw do twierdzenia, że zasoby naturalne staną się kiedyś mniej dostępne – raczej, jeżeli kierować się historią, staną się one stopniowo coraz tańsze, a więc bardziej dostępne i w przyszłości będą stanowiły mniejszy udział w naszych wydatkach”. Książka została uzupełniona i poszerzona w drugim wydaniu w 1996 roku. Do dziś została opublikowana w kilkunastu językach, nawet po chińsku. Mamy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie dostępna także w Indiach.
Zakład został w końcu rozwiązany w 1990 roku. Tak, jak Simon przewidział, ceny wszystkich metali spadły. Spadek w niektórych przypadkach był tak gwałtowny, że wygrałby, nawet wówczas, gdyby ceny nie były przeliczane ze względu na inflację. Ehrlich zapłacił, chociaż stwierdził, że sprawa nie miała tak naprawdę żadnego znaczenia. Jednak od tego momentu nikt już się nie zdecydował na podjęcie tego wyzwania.
Simon nauczał dalej, że „największym bogactwem są ludzie – a zwłaszcza zdolni, pełni zapału i nadziei młodzi ludzie, przesiąknięci ideą wolności, kierujący swoje wysiłki i swoją pomysłowość w celu zapewnienia dobrobytu sobie i swym rodzinom, działając w ten sposób na korzyść nas wszystkich”.
Pierwszy raz czytałem Największe bogactwo w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku i była to dla mnie lektura olśniewająca. Optymizm autora był naprawdę zaraźliwy. Nauczył mnie doceniać prawdziwy potencjał człowieka, zwłaszcza człowieka wolnego i niezależnego, którego nie ograniczają biurokratyczne regulacje. W 1990 roku napisałem do niego list, po tym, jak usłyszałem o wynikach wspomnianego zakładu. Napisałem, że nie sądziłem, by ktokolwiek był na tyle nierozsądny, by podjąć zakład, który musiałby przegrać z przyczyn oczywistych. Fakt, że przeciwnikiem Simona był Ehrlich, ujawniał tylko intelektualną pustkę naszych oponentów. Pisaliśmy do siebie długo i w końcu miałem zaszczyt zostać włączonym w jedną z jego prac. Dzięki niemu poznałem wielu niezwykłych ludzi z całego świata, pomógł mi także założyć w 1995 roku Liberty Institute, w którym został członkiem grupy doradców przy Instytucie. Simon wraz ze swą żoną Ritą uczynili nam zaszczyt i przyjechali na zorganizowane przez nas w 1997 roku w Devlai (niedaleko Nasiku) Warsztaty Wolnościowe.
Podczas tej podróży do Indii, państwo Simonowie spędzili kilka dni w robotniczej Gujarat. Przebywali tam przy Action Research in Community Health w wiosce Mangrol w regionie Bahruch, odwiedzając kilka wspólnot zamieszkujących w okolicy. Świadom tego, jak wielkie kontrowersje wzbudza budowa w okolicy wielkich tam, Julian L. Simon chciał przede wszystkim spotkać tych, którzy zostali przesiedleni z powodu projektu tamy Sardar Sarovar. Simonowie zwiedzili zatem pół tuzina wiosek zamieszkałych przez przesiedlonych wcześniej ludzi i wszędzie pytali, czy w stosunku do warunków, w jakich żyli wcześniej, ich życie uległo poprawie, czy też pogorszeniu. Ponad 90 procent pytanych przez nich ludzi odpowiedziało, że chociaż musieli przezwyciężyć wiele problemów w nowych wioskach, warunki życia w nich były na ogół lepsze niż w ich poprzednich miejscach zamieszkania i niemal nikt nie chciał powrotu do swoich dawnych wiosek.
Poruszeni nagłą śmiercią Juliana Simona w 1998 roku nadaliśmy działowi badań Liberty Institute jego imię. Mamy nadzieję, że dzięki Centrum imienia Juliana L. Simona zawsze będziemy pamiętać o jego nieposkromionym umyśle i jego nieograniczonej ciekawości.
Simon uważał ludzi za największe bogactwo świata. Głosił, że dzięki posiadanemu talentowi do pracy, której celem jest osiąganie korzyści i zadowolenie z ich umiejętnego i właściwego wykrzystania, ludzie wymagają sprzyjających warunków ekonomicznych i politycznych, które będą dla nich zachętą do ciężkiej pracy i podejmowania ryzyka. „Najważniejszym elementem jest wolność gospodarcza, szacunek dla własności prywatnej oraz sprawiedliwe i mądre zasady wolnego rynku, które są równe dla wszystkich. Gdy nie ma wspomnianych warunków, krótkoterminowe koszty wzrostu demograficznego są wyższe, a długoterminowe korzyści mniejsze, niż w wolnych społeczeństwach”. Stąd najważniejszym zadaniem Liberty Institute jest uczenie postaw sprzyjających zaistnieniu wolnego społeczeństwa, takich jak – prawa jednostki, rządy prawa, ograniczone państwo oraz wolny rynek.
Ludzie nie składają się jedynie z ust, lecz także z umysłu – nie są jedynie konsumentami, lecz również producentami. To wyjaśnia paradoksalne na pierwszy rzut oka zjawisko, gdzie im więcej konsumujemy, tym jeszcze więcej pozostaje do skonsumowania. Simon pokazał, że podczas gdy liczba ludzi nieustannie rośnie, to wciąż jesteśmy dalecy od wyczerpania zasobów naturalnych, których jest nawet więcej, jeżeli miarą ich dostępności mają być spadające na przestrzeni wieków ceny niemal wszystkich bogactw naturalnych. Jedynym bogactwem, którego cena ciągle rośnie, jest ludzka praca. Jest to zatem jedyne bogactwo, które jest trudniej dostępne, mimo że liczba ludzi rośnie. Dzieje się tak dlatego, że wzrastająca zdolność konsumpcji w wolnej gospodarce skłania producentów do innowacji i rozwijania wciąż nowych, tańszych i lepszych produktów w celu przyciągania konsumentów do ich kupowania. Oczywiście tam, gdzie społeczeństwo postrzega swoich obywateli jako największe bogactwo i jest świadome wagi wolności, znajdzie sposób na to, by zasoby nigdy się nie kończyły.
Simon szczerze się cieszył każdym nowym życiem i potencjałem, które ono ze sobą niesie. Zastanawiał się, jak wielu Michałów Aniołów i Newtonów nigdy by się nie narodziło, gdyby stosować jakąś politykę ograniczania czy kontroli urodzin. Dla niego każde rodzące się życie zawsze było pełne obietnic i możliwości i był on pełen optymizmu. Wierzył, że jeżeli ludzie walczą z trudnościami, to po to, by uczynić świat lepszym niż kiedykolwiek wcześniej.
Zdawał sobie sprawę, że na świecie istnieją poważne problemy. Mówił jednak, że trendy wskazują na to, że warunki życia stają się coraz lepsze. Podziwiał ludzką siłę nakierowaną na ciągłe ich polepszanie. Wkraczamy w kolejne tysiąclecie i myślimy o miliardach problemów, które trapią ludzi, więc dobrze by było, żebyśmy pamiętali o przepowiedni Simona na nowe czasy. „Warunki, w których ludzie żyją, poprawią się w niemal każdej dziedzinie życia”. Kwestia ta zapewne będzie nadal dyskutowana w przyszłości, jako że już starożytni Grecy martwili się maltuzjańską katastrofą na długo przed pojawieniem się na świecie Thomasa Malthusa. Przepowiednią Simona, która raczej dyskusji nie wywoła, jest natomiast to, że „ludzie będą się jednak nadal skarżyć, że wszystko zmienia się na gorsze”.
Argument
W książce tej staraliśmy się zebrać przemyślenia Juliana Simona i tych, którzy podzielali jego najważniejsze przekonania. Każdy z tekstów stara się jednak poruszyć inny aspekt zagadnienia, o jakim tu mówimy. W publikacji znajdują się cztery teksty Juliana Simona. Pierwszy to tekst jego wykładu wygłoszonego na Warsztatach Wolnościowych w 1997 roku. Prezentuje w nim swoje najważniejsze tezy dotyczące populacji, ochrony środowiska i rozwoju, które sprowadzają się do twierdzenia, że im więcej ludzi, tym większe bogactwo, czystsze środowisko i większa dostępność bogactw naturalnych.
W drugim artykule Simon przedstawia argumenty na rzecz imigracji. Biorąc pod uwagę występujące od czasu do czasu uczucia niechętne imigrantom z sąsiednich krajów oraz migrującym ze wsi do miast, opinie na rzecz otwartych granic powinny być dla czytelników niezwykle interesujące. Autor pisze, że „Przeciwnicy imigracji chcą nas przekonać, że nowi imigranci szkodzą społeczeństwom pod względem gospodarczym, politycznym i kulturowym. Ograniczenia w imigracji mają nas «ochraniać», tak jak cła i kontyngenty. Jednak, podobnie jak to wygląda w przypadku barier handlowych, ograniczenia w imigracji chronią nas głównie przed korzyściami”. Przypomina nam też o tragedii nieistniejącego już muru berlińskiego, gdzie tak wielu ludzi straciło życie podczas próby ucieczki od tyranii, jaka ich ciemiężyła. W charakterystycznym dla siebie stylu pisze: „Powinno nam to uświadamiać, jak to cudownie, iż ludzie chcą do nas przyjeżdżać”.
W kolejnym materiale Simon w niespotykany sposób interpretuje Szekspirowski Sonet I i uznaje, że wizja poety „w niesamowity sposób odpowiada obecnej teorii”. W poszukiwaniach piękna i prawdy Shakespeare’a odnajduje, że „piękno i prawda są jak wiedza i stąd są jak uzupełnienie bogactw naturalnych, które bierze się z wiedzy... nasze zasoby intelektualne nie wyczerpują się przez użycie, lecz będą zawsze podnosić jego wartość”. Tekst ten pozwala nam na wgląd w sposób rozumowania Simona, dzięki czemu widzimy, jaką radość autor odczuwa podczas badania nowych kwestii.
Lord Peter Bauer, ekonomista o oryginalnych poglądach, w tekście pochodzącym z 1991 roku pokazuje, dlaczego rosnąca liczba ludności nie jest żadną przeszkodą dla rozwoju gospodarki. Pisze on: „Istnieje aż nadto dowodów, że szybki wzrost demograficzny z pewnością nie hamował postępu gospodarczego tak na Zachodzie, jak i we współczesnych krajach Trzeciego Świata. Od połowy XVIII wieku liczba ludności na Zachodzie powiększyła się ponad czterokrotnie. Szacuje się, że realny dochód na osobę wzrósł w tym czasie co najmniej pięciokrotnie. Największy wzrost dochodów odnotowano w czasie, gdy przyrost ludności następował tak szybko, jak w większości współczesnych mniej rozwiniętych krajów lub nawet szybciej”.
Zwolennicy kontroli urodzin najczęściej lubią wskazywać na przypadający obszar terenu rolnego na głowę każdego człowieka. Uznają, że to, iż coraz mniej ziemi będzie wraz z upływem czasu i ciągłym wzrostem liczby ludzi na świecie przypadać na osobę, to przypieczętuje to tragiczny los, jaki czeka rodzaj ludzki. Tymczasem Bauer zauważa: „W związku z omawianą kwestią pozostaje także stwierdzenie, że produktywność gleby w bogatych jak i w biednych krajach zawdzięcza bardzo niewiele «oryginalnym i niespożytym mocom ziemi», czyli zależy od samej gleby, jako czynnika w zupełnie niezmiennym zbiorze dóbr. Produktywność ziemi jest rezultatem przede wszystkim ludzkich działań: pracy, inwestycji, wiedzy i technologii. Ponadto parametr, jakim jest cena ziemi, wliczając zwrot poniesionych inwestycji, stanowi w większości krajów małą część dochodu narodowego – część, która ulega raczej zmniejszeniu niż powiększeniu, szczególnie w tych krajach zachodnich, z których dostępne są wiarygodne dane statystyczne. Nie byłoby tak jednak, gdyby w stosunku do innych zasobów, ziemia rzeczywiście była dobrem mniej dostępnym”.
Deepak Lal, inny uznany ekonomista zajmujący się rozwojem, w zaktualizowanej wersji swego tekstu, napisanego w 1989 roku, zauważa, że wzrost demograficzny nie miał żadnego wpływu na gospodarkę Indii, zwłaszcza na rolnictwo i że rolę odgrywały raczej inne czynniki. Tym, którzy martwią się zbyt szybko rosnącą liczbą ludności i wpływem tego wzrostu na produkcję żywności, Lal odpowiada: „Poza kilkoma Stanami Zielonej Rewolucji wzrost w rolnictwie w większości wypadków był wywołany przyrostem ludności”. I tyle, jeśli chodzi o tezy Malthusa.
Publicysta Sauvik Chakraverti przekonuje, że przyrost demograficzny powoduje dobrobyt i urbanizację, a wolny rynek jest w stanie sprostać różnym wyzwaniom, jakie pojawiają się w rosnących liczebnie społeczeństwach. „Dowód na to, że wzrost demograficzny powoduje większy dobrobyt można zawrzeć w czterech słowach: Regiony Zurbanizowane Są Bogate” – podsumowuje Sauvik.
W rzeczy samej, istnieje wyraźny związek między stopniem zurbanizowania i rozwojem gospodarczym – tak w Indiach, jak i na całym świecie. Jednak z drugiej strony, nie istnieje żaden związek między gęstością zaludnienia a dobrobytem gospodarczym. Dziś w Japonii i Indiach występuje podobna gęstość zaludnienia, jednak nie ma porównania między gospodarkami obu krajów.
Ludzie zawsze ciągnęli ku sobie i skupiali się w większe grupy w celu zmaksymalizowania zysków płynących z handlu i wymiany. W rzeczywistości, jeśli moglibyśmy umieścić wszystkich ludzi żyjących obecnie w taki sposób, żeby gęstość zaludnienia była zbliżona do tej, jaka występuje np. w Singapurze (5 tysięcy ludzi na kilometr kwadratowy), wszyscy zmieściliby się na obszarze dorównującym jednej trzeciej wielkości Indii. Dzięki temu świat byłby miejscem dużo bogatszym, z bardziej urodzajną ziemią i zasobami naturalnymi zdolnymi podtrzymać czystszy, zdrowszy i bardziej zielony świat.
Nicholas Eberstadt, znawca ekonomii politycznej definiuje ideologię, będącą źródłem wiary, że ludzie potrzebują specjalnej polityki państwowej, która ograniczy przyrost naturalny. Eberstadt ostrzega, że „zaprzęgnięcie polityki demograficznej do rozwiązywania problemów gospodarczych wymagać będzie od planistów oszacowania wartości finansowej życia ludzkiego. W rzeczywistości będą musieli wykazać, jaka byłaby «bieżąca wartość» dziecka urodzonego dzisiaj i również wykazać, jak ta wartość zmieniłaby się wraz ze wzrostem ilości rówieśników tego dziecka lub dzieci, które się urodzą później”. Autor wykazuje ponadto, że zmiana demograficzna może przyjąć wiele bardzo różnych form – w obecnych czasach jest to zmiana zarówno łagodna, jak i stosunkowo korzystna dla wzrostu gospodarczego.
Wpływ zmian demograficznych nie ogranicza się tylko do gospodarki. Na przykład, mimo że przyrost populacji świata rośnie teraz wolniej, niż wcześniej z powodu mniejszej ilości narodzin, roczny światowy przyrost naturalny jest nadal zbliżony do najwyższego poziomu w historii, czyli z połowy lat osiemdziesiątych XX wieku i wynosi 86 milionów. To dlatego, że tak wiele młodych kobiet i mężczyzn, posiada teraz dzieci. Ponad 95 procentowy wzrost przypada na kraje rozwijające się.
W związku z tym w 1960 roku w Europie było dwukrotnie więcej mieszkańców niż w Afryce. Obecnie szacuje się, że do roku 2050 będzie trzykrotnie więcej Afrykańczyków niż Europejczyków. Liczba ludności Azji, najbardziej zaludnionego kontynentu świata, wzrosła od roku 1960 ponad dwukrotnie, podobnie jak liczba ludności Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Tymczasem wzrost demograficzny stał się wolniejszy lub w ogóle zamarł w Europie, Ameryce Północnej i Japonii. Stany Zjednoczone są jedynym rozwiniętym krajem, gdzie istnieje wysoki przyrost naturalny, który następuje jednak głównie w wyniku masowej imigracji do tego państwa.
Procentowy spadek udziału na świecie rasy europejsko-kaukaskiej prawdopodobnie wpłynie na wiele sfer życia politycznego i gospodarczego. Wiarygodna staje się zatem wizja, że inne kwestie będą miały wpływ na dyskusję dotyczącą wzrostu populacji. Nawet „The Wall Street Journal” uznał, że „choć dyskusja o ograniczeniu wzrostu demograficznego odbywa się pod hasłem «wolności osobistej» i «prawa wyboru» (...) to tak naprawdę dotyczy kwestii, czy ten wolny wybór nie stworzy świata, gdzie więcej dzieci – zwłaszcza rasy żółtej, Mulatów i czarnych – uważanych będzie za plagę, która zagrozi nam wszystkim”.
Bauer mówi, że „główną kwestią polityki kontroli urodzeń jest pytanie, czy ilość posiadanych przez ludzi dzieci zależy od decyzji rodziców czy też urzędników państwowych”. W obecnych czasach, globalizacji i demokratyzacji, problem ten nabiera dodatkowego znaczenia. W dobie, gdy ludzie są świadomi swojego prawa do wyboru własnych reprezentantów politycznych i rodzaju pizzy czy napoju do tego posiłku, czy wreszcie marki samochodu, każda próba odebrania im prawa wyboru w zakresie wielkości ich rodzin, uwydatnia tylko dziwaczność takich działań.
Podstawową sprawą u progu nowego tysiąclecia jest kwestia, w jaki sposób powinniśmy postrzegać innych ludzi – czy jako największe bogactwo ziemi i zatem tworzyć prawo, które chroni ich wolność, czy też jako tych, którzy jedynie zużywają jej ograniczone zasoby naturalne.
Na swój skromny sposób niniejsza publikacja stara się ponownie rozpocząć dyskusję nad powyższymi kwestiami. Jeżeli po przeczytaniu tych kilku szkiców, czytelnik spojrzy z nowej perspektywy na problemy, zakładany przez nas cel zostanie osiągnięty. Ludzie są bowiem największym bogactwem naturalnym ziemi, nie zaś największym problemem świata. Zamiast obwiniać za wszystko liczbę ludności, powinniśmy przyjrzeć się bliżej podejmowanym przez nas wyborom i uprawianej polityce, która niszczy ducha ciekawości i przedsiębiorczości, prowadzi do marnowania najcenniejszego bogactwa, jakie posiada każdy człowiek, czyli ludzkiego umysłu. Mamy nadzieję, że książka ta przyczyni się do rozszerzenia debaty publicznej dotyczącej demografii, kwestii ludnościowych, przyrostu naturalnego. Od tego zależy przyszłość tak nasza, jak i naszych dzieci oraz całej naszej planety.
Barun S. Mitra
Źródło: PAFERE
|