|
Otwieram znane, kobiece pismo. Zaczyna się bez ogródek. Na pierwszej stronie opisana zostaje historia głównej bohaterki, która wylatuje co jakiś czas do ciepłych krajów, rzecz jasna: bez męża, pod pretekstem zregenerowania sił, przemyślenia kilku życiowych spraw.
W rzeczywistości młoda matka i żona wylatuje w poszukiwaniu ciemnoskórych mężczyzn, by z nimi realizować się seksualnie. Tekst kończy się jakby pretensjonalnym zapytaniem, czy tylko mężczyźni mogą zdradzać?
Stumilowy krok
Po zakończeniu lektury można naprawdę zacząć się zastanawiać, czy „tylko mężczyźni mogą zdradzać”. I tak stajemy się ofiarami sprytnej manipulacji, bo niby skąd w ogóle przyzwolenie na zdradę?
Porozmawiajmy więc chwilę o „zdradzie”. Odstawmy na bok religię. Popatrzmy na zdradę od strony tylko i wyłącznie ludzkiej. Jesteś w związku? To dobrze, temat będzie nam bliższy. Wielu ludzi decyduje się w swoim życiu zrobić stumilowy krok i razem ze swoją ukochaną osobą ślubować sobie miłość, wierność, uczciwość i stałą obecność, przed samym Bogiem. Jakiż to wzruszający moment. Biała suknia, gorączkowe spojrzenia narzeczonych, wzruszona rodzina, zapłakane oczy najbliższych i ta umacniająca łaska Eucharystii. Później zabawa do białego rana, albo skromne przyjęcie – wedle własnego gustu. Podróż poślubna gdzieś nad ocean, albo dookoła świata. Celebrowanie swoich ciał i dusz. Dopełnienie. Następnie pierwsze chwile w swoim nowym, wspólnym domu. Dekorowanie wnętrz, ciepłe spojrzenia na najmniejszy pokój i marzenia o pierwszym dziecku. Szczęście przy pierwszym wspólnym śniadaniu, pierwszej kolacji, w już waszym gnieździe. Potem pierwsze dziecko. Momenty trudne, ale i piękne. Radość, radość, radość.
Kat – codzienność
A potem przychodzi życie, trzymając w ręku codzienność jak kata dla świeżo upieczonych małżonków. Codzienna praca, codzienne śniadanie i obiad, zmywanie naczyń, sprzątanie, codzienne zmęczenie, codzienny brak czasu, jakby doba była o połowę krótsza, codzienne „kocham cię” i codzienna twarz ukochanej osoby.
Czujesz gdzieś w głębi siebie, że fascynację, spontaniczność, radość z każdej najmniejszej rzeczy powoli zaczyna przygniatać zdenerwowanie, niecierpliwość, rozdrażnienie, krytykanctwo, egoizm. Zaczynają irytować cię porozrzucane skarpetki męża, które do tej pory traktowałaś z przymróżeniem oka. Zaczynasz złościć się na niezdecydowanie żony, choć do niedawna był to powód do żartów i wykazania sie swoimi przewodniczymi zdolnościami. Wasz świat zaczyna stawać do góry nogami.
Wielu młodych ludzi, którzy dopiero co wystartowali w małżeńskim maratonie, zniechęca się po szybko napotkanych przeszkodach. I tak doświadczamy mechanizmu, który najłatwiej nazwać „ucieczką”. Żona ucieka od męża w nadmierną opiekę nad dzieckiem. Woli siedzieć 5 godzin w pokoju z maluchem, niż usiąść na pół godziny i wypić kawę ze swoim mężem. On z kolei woli zrezygnować ze wspólnej kolacji, by posiedzieć przed komputerem i pozałatwiać parę spraw.
Paradoks
Choć chcą ze sobą porozmawiać, choć pragną przytulić się do siebie – paradoksalnie uciekają od tego. Boją się ukazać negatywne uczucia, emocje. Podwaliną większości zdrad jest przeświadeczenie, że nie zostaniemy zrozumieni. Podjęcie decyzji o zdardzie jest poprzedzone latami szukania potwierdzenia, że współmałżonek jest oziębły, niewyrozumiały, itd. Kiedy już upewnimy siebie, że mamy rację zaczynamy zrzucać całą odpowiedzialność na męża, czy żonę. To przykry i bardzo wyniszczający proces. Zwykle stawiamy siebie w roli ofiary. A jeżeli już przyjmujemy tą rolę, to przyjmujemy wraz z nią cały bagaż cech ofiary: nieporadna, zmuszona, odtrącona, wykorzystana, niekochana. Niestety większość z tych odczuć jest naszą własną projekcją.
Oddalenie emocjonalne przyczynia się do oddalenia fizycznego. Zfrustrowani małżonkowie żyją już bardziej obok siebie, aniżeli ze sobą i dla siebie. Krok po kroku zmierzają do zdrady.
Niepoprawnie o miłości
Czy jest to nieuniknione..? Czy rzeczywiście media mają rację mówiąc, że większość małżeństw nie potrafi przetrwać kryzysowych momentów?
Jestem przekonana, że w tym przypadku mamy prawo być niepoprawnymi optymistami i wierzyć w siłę dwóch kochających się osób.
Nie sposób być optymistą bez podkreślenia jak wielkie znaczenie ma miłość, która pomimo różnych emocji – jest, nie znika, nie rozpływa się, ale ciągle jest. To miłość łączy mężczyznę i kobietę na kilkadziesiąt lat wspólnego życia. To miłość daje aspiracje na wielkie przedwsięwzięcia. To miłość jest motorem napędowym w przekraczaniu barier i trudności. To miłość tłumaczy dlaczego jest tak a nie inaczej… jak pisał Jan Paweł II: „miłość mi wszystko wyjaśniła, miłość wszystko rozwiązała”.
Dlatego w chwili gdy przychodzi zwątpienie, osłabienie woli, należy odwołać się do miłości. Co to znaczy? To znaczy szukać tej miłości. Szukać w starych albumach ze zdjęciami, które przypominają o wspaniałych wieczorach razem spędzonych. Szukać w podarowanych prezentach od ukochanej osoby, w filmie ślubnym. W napisanych listach, wierszach.. Szukać, by zdmuchnąć ze swojego serca kurz obojętności i zgody na stagnację. Kiedy to emocje nas rujnują, trzeba się nimi właśnie posłużyć! Należy znaleźć te dobre i budujące. Oczywiście jak wszystko to co piękne kosztuje nas sporo wysiłku. I jak wszystko to co piękne nie jest jedynie naszym dziełem. To właśnie po to podczas przysięgi małżeńskiej towarzyszył nam kapłan. I to właśnie dlatego ślub odbył się podczas Eucharystii, by szukać swojej miłości w Tym, przed którym ją sobie ślubowaliśmy. Szukać jej w Bogu. Warto wówczas częściej odnajdywać ukojenie w Słowie Boga. Warto tego ukojenia szukać razem. Codziennie wieczorem usiąść i zatrzymać się na choć jednym zdaniu. Pozwolić, by Jego Słowo wrastało, przeszywało, rozrywało zaropiałe rany, dotykało je, przemywało i leczyło. Bóg to również wspólnota. Rola wspólnoty w życiu małżonków jest szczególnie istotna. Nie tylko po to, by mieć krąg podobnie myślących ludzi i kierujących się podobnymi wartościami – choć to też ważne – ale właśnie po to, by w czasie niepokoju poprosić tych ludzi o modlitwę, o rozmowę, o obecność. Warto wrócić do tego co rozkochało w sobie. Być może było to wspólne czytanie poezji, albo wspólny taniec przy sentymentalnym utworze, a może weekendowe wypady do kina na komedie romantyczne. Miłość siedzi cichutko właśnie w tych drobnostkach i tam trzeba jej szukać.
Zdrada nie jest rozwiązaniem, jest osamotnieniem. Prawdziwym azylem jest serce osoby, którą pokochaliśmy te dwadzieścia lat temu. I choć czasem tracimy je z oczu, warto o nie walczyć.
Talka
Źródło: Fronda.pl
|