|
Szczęście rodzinne! Może niejeden i niejedna rozczarowana powie: – Tak, marzyłam o czymś podobnym, kiedy klęczałam z narzeczonym przed ślubnym ołtarzem, kiedy kapłan związywał stułą nasze drżące ręce. Organy pięknie grały, ołtarz był przybrany kwiatami, przed nami nowe życie pełne ideałów! A dziś? Nic nie zostało z tego wszystkiego! Rozwiały się wszystkie nadzieje...
Pytam Cię, Bracie, Siostro, która tak narzekasz: powiedz, czy niczym nie zawiniłaś, że twoje ideały pierzchły? Może wierzyłaś, że już samo małżeństwo przyniesie Ci gotowe szczęście? Tego nikt nie otrzymuje! Ty również otrzymałaś tylko możność osiągnięcia szczęścia. Dostałaś zadanie, któreś powinna była rozwiązać. Twoją winą było, że nie pracowałaś nad urzeczywistnieniem swojego szczęścia w małżeństwie. Źle umeblowałaś swoje nowe ognisko domowe.
- Ksiądz mówi, że źle umeblowaliśmy nasze nowe mieszkanie? Przepraszam bardzo, ale proszę sobie zapamiętać, że każda sztuka była zrobiona według projektu najwybitniejszych majstrów stolarzy!
- Nie wątpię w to, ale czy macie w swoim domu trzy niezbędne rzeczy, nieodzowne do osiągnięcia szczęścia rodzinnego?
- Trzy meble? Ciekawa jestem, co za meble?
Młode małżeństwa zwykle mają kłopot z umeblowaniem, więc zalecam im kupić sobie trzy meble o cudownej sile. Choćby byli najbiedniejsi, mogą się o nie postarać, i tylko wtenczas będą szczęśliwi, jeśli będą je posiadać.
Jakie są to meble, bez których nie istnieje szczęście rodzinne?
Rodzinny stół, krzyż i kołyska
Stół rodzinny oznacza nie tylko fizyczne miejsce, gdzie z miłością schodzi się rodzina, gdzie radują się rodzice z dziećmi, ale oznacza przede wszystkim duchową wspólnotę, harmonię i jedność, warunki niezbędne do szczęśliwego małżeństwa, opartego na powadze i miłości.
Małżeństwo nie jest stowarzyszeniem, spółką akcyjną ani związkiem, lecz żywym organizmem. Można organizm wzmacniać, pomagać mu w rozwoju, ułatwiać jego działania — ale tylko pod jednym warunkiem: jeśli nie niszczy się jego podstaw.
Podstawą życia małżeńskiego jest nierozerwalność. Żeby małżeństwo istniało i przynosiło odpowiedni owoc i odznaczało się radością i szczęściem, znamionami chrześcijańskiego małżeństwa, do tego potrzebny jest porządek i podział pracy, czyli uzgodnienie powagi i miłości.
Jedną z podstaw wspólnego stołu rodzinnego jest powaga
Prawdę tę jasno przedstawia św. Paweł, który w Liście do Efezjan tak pisze: Żony niech będą poddane mężom swoim, jako Panu; mąż bowiem jest głową żony, jak Chrystus jest Głową Kościoła (Ef 5, 22-23).
Naturalnie, panie słysząc te słowa św. Pawła, z pewnością powiedzą: Nawet chrześcijaństwo nie uznaje równouprawnienia kobiety z mężczyzną? Czy nie jest to przestarzałe prawo wymagać od kobiety posłuszeństwa względem mężczyzny? Czy mąż nie nadużyje swojej władzy?
Niestety, musimy przyznać, że rzeczywiście niektórzy mężczyźni nie zasługują, żeby być głową rodziny. Przyznamy i to, że mężczyzna może nadużyć swojej władzy kierowniczej. Jednak to prawo chrześcijańskie nie upokarza kobiety, co więcej, zapewnia szczęście rodzinne, o czym zaraz się przekonamy, jeśli tylko zrozumiemy, co oznacza, a czego nie oznacza posłuszeństwo żony.
Po pierwsze nie oznacza, jakoby kobieta nie była równowartościowa, równouprawniona i nie miała jednakowej powagi z mężczyzną. Również nie oznacza, jakoby kobieta musiała spełniać wszystkie zachcianki i kaprysy mężczyzny, zwłaszcza takie, które ją upokarzają i powodują grzech. Dalej nie oznacza, jakoby mąż miał prawo obchodzić się z żoną jak z niedorostkiem, kazać jej spełniać funkcje niewłaściwe, dręczyć ją i napastować...
Co więc oznaczają przytoczone słowa św. Pawła, wymagające posłuszeństwa od kobiety? Oznaczają, że trzeźwego porządku i szczęścia rodziny nie można pogodzić z żadną formą fałszywych haseł „emancypacji kobiet” ani z emancypacją fizjologiczną, ani gospodarczą, ani społeczną. Emancypacja fizjologiczna głosi, że kobieta ma prawo wyrwać się spod zaszczytnego obowiązku żony-matki – chrześcijaństwo potępia takie stanowisko. Emancypacja gospodarcza twierdzi, że żona ma prawo prowadzić odrębną gospodarkę bez wiedzy męża i wbrew jego woli, nie troszcząc się o rodzinę; naturalnie, że chrześcijaństwo potępia taki pogląd. Emancypacja społeczna polega na tym, że kobieta powinna się zająć sprawami społecznymi, co naturalnie pociąga za sobą zaniedbanie męża i dzieci. Naturalnie, chrześcijaństwo potępia takie stanowisko...
Tam, gdzie dwoje ludzi żyje wspólnie, koniecznie jedno musi prowadzić i kierować, „rozkazywać”. Rodzina, w której nie ma „rozkazu” i „posłuszeństwa”, prędzej czy później zginie. „Posłuszeństwo” w małżeństwie polega na tym, że ktoś się podporządkowuje. Kto? „Mądrzejszy ustępuje”. Tym mądrzejszym powinna być kobieta.
Jeżeli spotykamy idealne małżeństwo, jeśli przypatrzymy mu się z bliska, to przekonamy się, że żona, jako roztropniejsza, zawsze łagodzi sporne sprawy.
Żeby tego posłuszeństwa nikt nie wyobrażał sobie w sposób niewolniczy, zapobiegł temu również św. Paweł, kiedy mówi, że mąż jest głową żony, jak Chrystus jest Głową Kościoła. Widzimy więc jasno, że posłuszeństwo żony odnosi się nie tyle względem człowieka, ile względem Chrystusa. Żona ze względu na Chrystusa posłuszna jest mężowi; stąd wynika, że tylko w tych sprawach ma być posłuszna, które przewidział Chrystus.
Jeśli to zrozumiemy, rozwieją się wszystkie podejrzenia na temat, jakoby posłuszeństwo w małżeństwie upokarzało żonę.
Tylko w tym duchu da się osiągnąć w życiu małżeńskim „świątobliwość” i „uczciwość”, której wymaga św. Paweł, pisząc: Aby każdy z was umiał naczynie swe utrzymywać w świątobliwości i uczciwości, nie w namiętności pożądania, jak poganie, którzy nie znają Boga (1 Tes 4, 4-5).
Dotychczas mówiliśmy o powadze jako o podstawie wspólnego stołu szczęśliwego życia małżeńskiego. Żeby rodzinny stół mógł stać pewnie, potrzebuje drugiej podpory: miłości.
Panie, które jeszcze niezupełnie zgodziły się ze słowami św. Pawła, który wymaga posłuszeństwa od żon, z pewnością się uspokoją, gdy usłyszą dalsze jego słowa. Apostoł wymaga od kobiet posłuszeństwa i podporządkowania się, ale jednocześnie rozkazuje mężom: Mężowie! Miłujcie żony wasze jak Chrystus miłował Kościół i wydał zań samego siebie, aby go uświęcić (Ef 5, 25-26).
A, to co innego! Teraz już widzę w całości myśl chrześcijańską o małżeństwie! Chrześcijaństwo, jako najwyższy ustrój porządku społecznego, potępia okrucieństwo i rewolucję nie tylko w życiu państwowym, ale i w rodzinie. Równie ważną podstawą życia rodzinnego jest nie tylko posłuszeństwo i powaga, ale i miłość. Posłuszeństwo chroni od rozruchów rewolucyjnych, miłość chroni od okrucieństwa.
Św. Paweł uczy, że mąż jest głową żony, jak Chrystus jest Głową Kościoła! Czyli że mąż powinien być podobnie ofiarny, bezgranicznie oddany, narażać nawet swoje życie i szczerze kochać żonę taką ofiarną miłością, jaką ukochał Chrystus swój Kościół. Mąż tak samo powinien, jeśli zajdzie potrzeba, oddać życie dla żony, jak Chrystus ofiarował swoje życie dla Kościoła.
Jak bardzo różni się to wzniosłe pojęcie o małżeństwie od pieśni miłosnych i od kochania, o którym piszą romanse! Zupełnie inna jest miłość ewangeliczna! Tamta jest miłością zmysłową, która się przejawia w pochlebnych słowach, pustych przymilaniach i barwnych frazesach – ale mija prędko. Druga natomiast, miłość ewangeliczna — jest czysta, święta, ofiarna, wytrwała, przejawia się nie w słowach, ale w czynach.
Zapytajmy kogokolwiek przed ślubem: – Po co się żenisz?
- Żebym był szczęśliwy!
Czy nie tak odpowiedziałaby większość ludzi? To płytkie i zewnętrzne pojmowanie małżeństwa jest przyczyną tragedii wielu małżonków! Tylko ten pojmuje należycie małżeństwo, kto je łączy z pojęciem cierpienia. Uznaj, że tylko wtenczas będziesz szczęśliwy, kiedy uszczęśliwisz drugą osobę; jeśli wyrzekniesz się przyjemności, żeby sprawić przyjemność drugiej osobie. Wtenczas będziesz szczęśliwa, gdy się pogodzisz z prawdą, że gdzie dwoje ludzi żyje razem, tam muszą być nieporozumienia, a ty powinnaś je łagodzić.
Czy zapomniałaś, że małżeństwo zawiera się przy ołtarzu? Ołtarz jest miejscem ofiar i napomina małżonków: bez wzajemnych ofiar nie ma szczęścia! Małżonkowie! Bądźcie względem siebie uprzedzająco grzeczni, kochajcie się czule, starajcie się odgadywać swe pragnienia, bądźcie wyrozumiali i ofiarni. Jeśli oboje tak będziecie myśleć, wtenczas silnie będzie stał wasz rodzinny stół.
Krzyż rodzinny
Wspólny stół rodzinny jest potrzebny do szczęścia domowego, ale nie wystarcza. Przynajmniej tak samo potrzebnym meblem jest krzyż. Mam na myśli krzyż w dosłownym, fizycznym znaczeniu.
Nie wyobrażam sobie prawdziwie chrześcijańskiego domu, w którym nie znalazłby najzaszczytniejszego miejsca krzyż Chrystusowy.
Krzyż przypomina nam cierpienia i ofiary Chrystusa Pana, dlatego jest podporą i pocieszeniem dla ogniska domowego. Rodzinę mogą spotkać choroby, rozmaite klęski, niedostatek, nieporozumienia – wszystkiemu temu tylko krzyż Chrystusowy może zaradzić!
Tam, gdzie dwoje ludzi współżyje, nietrudno jest o nieporozumienia i różnicę zdań. Ale gdy małżonkowie w czasie niesnasek spojrzą na krzyż, usłyszą jego napomnienie: Jeden drugiego brzemiona noście, a tak wypełniajcie zakon Chrystusowy (Gal 6, 2). Wtenczas spełnią się na nich słowa Pisma Świętego: Pan z wami, żeście z Nim byli. Jeśli Go szukać będziecie, znajdziecie; a jeśli Go opuścicie, opuści was (2 Kron 15, 2).
Doszliśmy do głębszego znaczenia krzyża w umeblowanym domu; jest on symbolem prawdziwej religijności, symbolem panowania nad sobą i samowychowania. Krzyż powinien być nie tylko na ścianie, ale i w duszy małżonków! Jest on niezbędny dla zapewnienia szczęścia małżeńskiego!
Niekiedy kilka miesięcy, a nawet długie lata małżonkowie powinni żyć wstrzemięźliwie, jakby nie byli małżeństwem; np. w czasie choroby jednej strony albo w nieobecności drugiej, albo jeśli z powodu trudności materialnych nie mogą przyjąć od Boga dalszych dzieci. Jeśli w takich razach brak im religijnego nastawienia, to z pewnością nie potrafią zapanować nad sobą i powstaje grzech, a tym samym szczęście małżeńskie stacza się do grobu! Kto potrafi nakazać sobie przymusową wstrzemięźliwość? Tylko ci małżonkowie, w których duszy żyje krzyż.
Nie tylko w dziedzinie moralności, ale i ze względów materialnych, zwłaszcza w dzisiejszych ciężkich czasach, konieczne jest panowanie nad sobą! Haydn, w finale swego oratorium Stworzenie, wygłasza napomnienie: O, szczęśliwa paro, będziesz na wieki szczęśliwa, jeśli tylko nie zwiodą was podłe pragnienia; jeśli nie będziecie więcej pragnąć, niż macie, ani chcieć więcej wiedzieć, aniżeli trzeba.
Wielu ludziom grozi niebezpieczeństwo z powodu niezrozumienia tej głębokiej prawdy. Ale większe spustoszenie powoduje lekceważenie drugiej prawdy: Nie pragnijcie więcej, niż macie! Która żona jest skromna, która potrafi się wyrzec wielu przyjemności i poprzestać na małym? Tylko ta, w której duszy żyje ofiarna miłość Chrystusa. Żona, która nie uczy się skromności od Chrystusa, jest rozrzutna, lekkomyślna i podkopuje szczęście małżeńskie!
Maryja najlepszym wzorem
Żeby dzielnymi żonami i matkami były nasze kobiety, konieczne jest pogłębienie kultu Najświętszej Maryi Panny. Kult Maryi jest najpiękniejszym i najszczytniejszym przejawem życia katolickiego, ale – niestety – wiele panien i kobiet Najświętszą Maryję Pannę wyobraża sobie jako miłą postać, ubraną w piękną biało-niebieską szatę, śliczną blondynkę z oczami zwróconymi ku niebu.
Nie jest to pełny obraz Maryi, do którego należy i Maryja nie licząca się z trudami uciążliwej podróży, żeby pomóc Elżbiecie po narodzeniu świętego Jana Chrzciciela, i Maryja, która cierpiała zimno i niewygody przy Dziecięciu w stajence i niebezpieczeństwa w czasie ucieczki do Egiptu, i Maryja, która z bohaterską duszą stała pod krzyżem ociekającym Krwią Syna.
Oto jak niezbędnym i pouczającym meblem jest krzyż!
Potrzebne jest religijne nastawienie, wyobrażone przez krzyż, także dla zapewnienia sobie żywota wiecznego. Najpiękniejszym i najwznioślejszym obowiązkiem małżonków jest troska nie tylko o życie ziemskie, ale i o szczęście wieczne!
Wielkim szczęściem jest, jeżeli żona może powiedzieć mężowi: Ty jesteś moją siłą i dzięki tobie mamy kochane i dobre dzieci. Niewymownym szczęściem jest, jeśli mąż może powiedzieć żonie: Jesteś moją kochaną towarzyszką życia, ty mi dałaś szczęście rodzinne. Ale największą radością będzie, jeśli kiedyś powiedzą sobie: Dzięki tobie mam żywot wieczny.
Tajemnica szczęścia małżeńskiego
Szczęśliwe małżeństwo nie jest rzeczą łatwą. Trudno jest być dobrą żoną! Mąż wraca do domu zmęczony i zachmurzony, żona powinna go przyjąć czule i pogodnie. Dziecko płacze, drugie hałaśliwie domaga się jakiejś rzeczy, trzecie prosi – matka musi wszystkie objąć swoją miłością. Matka musi uspokajać tę kochaną zgraję i być dobrą wychowawczynią. Oprócz tego musi się znać na kuchni, na sprzątaniu, być oszczędna, pracować fizycznie, myć, cerować, naprawiać, być panią domu, przyjąć gości... Trudno być dobrą żoną!
Ale muszę również powiedzieć, że też niełatwo być dobrym mężem. Mąż powinien starać się o wyżywienie rodziny, potrzeba nowych ubrań, trzeba czynić remont mieszkania, dzieciom trzeba opłacić szkołę, kupić to i tamto. Choć pochłonięty jest troską o chleb, musi znaleźć czas jako ojciec i zająć się rodziną, jako mąż powinien być uprzejmy i miły dla żony. Jakkolwiek go przygniata życie, powinien być pogodny i wyrozumiały dla swoich... O tak, niełatwo być dobrym mężem!
Jeżeli niełatwo być dobrą żoną i dobrym mężem, to co z tego wynika? To, że trzeba prosić o pomoc Trzeciego, o pomoc Boga, który łączy małżonków.
Dwie ludzkie drogi, które się schodzą w ręku Boga, dwa ludzkie losy, które z woli Bożej zlewają się w jedno, dwa ludzkie serca, którym Bóg wymierza tętno, dwa ludzkie życia złączone w Ojcowskiej prawicy Boga — oto tajemnica szczęśliwego małżeństwa!
Ks. bp Tihamér Tóth
Źródło: Przymierze z Maryją nr 41, 2008
Za: PiotrSkarga.pl
|