|
Najbardziej przewrotnym uczynkiem diabła, było przekonanie rodzaju ludzkiego, że jego obecności po prostu nie ma. Nie egzystuje i już, a wszystko, co dotyczy tej sfery ciemnej duchowości, należy włożyć między bajki.
Drugi element tego planu, polegał na wpojeniu przekonania, że skoro nauka znajduje coraz więcej odpowiedzi na nurtujące ludzkość kwestie egzystencjalne, to problemy metafizyczne dają się swobodnie wytłumaczyć za pomocą przysłowiowego „szkiełka i oka”; a to, czego wciąż jeszcze nie wiemy, rychło stanie się zrozumiałe i wytłumaczalne w miarę dalszego upływu permanentnej ewolucji. Tak, więc Bóg, dla iluminowanego libertyna, stał się wymysłem „ciemnoty” lub orężem szarlatanów w utrzymywaniu tejże „ciemnoty” w całkowitym zakłamaniu.
Wojujący ateiści, których przewodni rodowód sięgał głębiej niż piwnice masońskich lóż, rozlali się po całym świecie, ubierając w szaty bezbożnictwa prawie każdą doktrynę polityczną. Oczywiście, że wierzyć lub nie wierzyć jest sprawą ludzką. Jest to osobista sprawa przekonań każdego z nas. Każdy może mieć swoje wytłumaczenie świata, zarówno w kwestii doczesnej jak i wiekuistej. Inaczej jednak, jeśli przy pomocy wszelkich metod usiłuje się zrujnować fundament istnienia całej cywilizacji łacińskiej białego człowieka, która swoją genezę zawdzięcza tylko i wyłączenie religii- rzymskiemu katolicyzmowi.
W przypadku narodów europejskich, ciągle jeszcze ateizm ma charakter ukrytego molocha, ubranego w tałes liberalizmu, socjaldemokracji, pacyfizmu, nazizmu, bolszewizmu, ekologii i chyba nade wszystko- tolerancji.
Mędrcy tego świata, opierając się na ezoteryce wielu pojęć, czynią doprawdy wiele, aby świat prosty i stworzony, uczynić całkowicie zależnym od istoty ludzkiej. W końcu miejsce Wszechmogącego ma zająć człowiek z wszelakimi preferencjami samowystarczalności. Ułomność jego natury, przejawiająca się w często niekontrolowany sposób. Daje to możliwość nieograniczonego eksperymentowania, wbrew wszelkiej etyce, a w zasadzie rozwiązuje wszelakie hamulce moralne. Człowiek- przedmiot, człowiek- maszyna. Niedoskonałość ludzka ma być ideałem i wzorcem- epicentrum humanizmu. Skoro racjonaliści prawa naturalne, zastępują teoriami biologów i filozofów, świat opisywany w ten sposób nie da się przeobrazić w panteistyczny kombinat. Nawet, jeśli wszyscy kiedyś wyrażą na to zgodę.
Jaki jest człowiek, pozbawiony sumienia, wartości, etyki i kodu moralnego; to wiemy z historii. Jaka natomiast będzie ludzkość, która zechce zbudować raj na ziemi w oparciu o powszechne braterstwo wszystkich ze wszystkimi, dogadzając wszelkim odmianom zboczeń i perwersji; to można przeczytać w „Roku 1984” Orwella, jeśli za trudna jest dla nas egzegeza Apokalipsy.
Po wieloletnich doświadczeniach w Europie- liberalizmu i komunizmu, okazuje się, że są tacy, dla których światopogląd oparty na wizjach Feuerbacha, Marksa, Dawkinsa czy Nietzschego znajduje wygodną jak i bezmyślną pożywkę, szczególnie w umysłach ludzi młodych. O ile, więc światopogląd katolicki, opiera się na potrzebie uszlachetniania osobowości, czuwania, walki ze złem i dochowywaniu wierności kardynalnym cnotom; o tyle wszelkie odmiany ateizmu, sprowadzają się, do powszechnego stwierdzenia: „róbta co chceta!”. Konformiści, hedoniści, ludzie ogarnięci pychą sumienia, narastającymi żądzami, odnajdą w negacji Boga każde, dowolne uzasadnienie swoich zachowań. Bez względu na status społeczny, ich życie intelektualne, wypełnia krytyka religii, bowiem nic tak nie daje satysfakcji bezbożnikowi jak parodia chrześcijaństwa w dowolnej formie.
Cechą nowego ateizmu z jednej strony stanowi zaplecze elitarne piewców tego gatunku o wiadomym rodowodzie, a z drugiej strony, jest to globalna medialna machina, wypełniająca czas wolny, kreująca bez przerwy wzorce dalekie od rodzimego rodowodu Europy. Co ciekawe, wszystko skupia się na postawie zdecydowanie antykatolickiej. Nie chodzi tutaj wyłącznie o specyfikę naszego Kraju, ale o pewien kontrolowany trend na całym niemalże świecie. Czym można, bowiem uzasadnić nienawiść do chrześcijaństwa, narastającą fobię, całkowita antytezę głoszonej równości i tolerancji? Ateista wojujący nie neutralizuje swojego światopoglądu, ale przeobraża go w pogłębiający się antyteizm, przy którym marksizm i leninizm, znajduje swoje praktyczne uzasadnienie.
W jednym przypadku można się zgodzić ze zwolennikami Darwina. Ewolucja ma miejsce. Odbywa się w umyśle wielu ateistów. Ewolucja osobowości dokonuje ona translacji człowieka jako podmiotu w kierunku produktu- przedmiotu, niczym szczególnym niewyróżniającym się od zwierząt. Wszakże, to człowiek ma być wyłącznie pochodną małpy, o cechach nieco bardziej rozwiniętych.
Stąd natura ludzka nie stanowi dla ateisty wyższej wartości i podobnie jak w przypadku zwierząt, może być obiektem dowolnych eksperymentów: aborcji, eutanazji, kontroli urodzeń jak i eugeniki.
Ewolucja w umyśle ateisty jest więc postępem zniewolenia; przede wszystkim jego samego. Obsesja antyreligijna wypełnia jego życie, a każde odwołanie do tradycji religijnej, powoduje przepaść pomiędzy nim, a resztą społeczeństwa. Dlatego ateiści tworzą siłą rzeczy świat alternatywny, nawet, jeśli na początku ich przemian, była tylko zwykła religijna obojętność.
Karina
Karina nienawidzi chrześcijaństwa. Nie wyniosła tego z domu, bowiem ma wszystkie sakramenty, jakie otrzymuje człowiek przed 18 rokiem życia. Jednak w pewnym momencie nastąpił zwrot w jej zmaganiach ze światem, gdzie idealistyczna miłość transcendentalna, przemieniła się w czysto materialną nienawiść.
Jest to nienawiść głęboko zadeklarowana. Na fotografiach zamieszczanych w Internecie, Karina pozuje na tle połamanych krzyży lub za plecami ma tapetę płonących kościołów. Na portalach społecznościowych należy do niemal wszystkich profili antyklerykalnych, ateistycznych i lewicowych. Karina swego czasu była aktywistką partii antyklerykalnej. Pośród grupy emerytów wyróżniała się zdecydowanie. Pewnie trzymała transparent w dłoniach pod sejmem, na którym widniała propozycja wysłania kleru ku odległym galaktykom.
Drugą pasja Kariny jest pogaństwo. Uczestniczy w spotkaniach i obrzędach wiary rodzimej. Spod Łodzi, skąd pochodzi, wyrusza na liczne imprezy, organizowane przez stowarzyszenia pogan. W pierwszy dzień wiosny, trafiła nawet na górę Ślężę, gdzie sfotografowała się przy połamanym krzyżu. Karina oddaje cześć Swarożycowi i innym postaciom z rodzimej mitologii. Angażuje się w słowiańską wiarę, chociaż jak się patrzy na jej fotografię, można odnieść wrażenie, iż z wyglądu jest jakąś nawiedzoną rebecyn spod Jaffy, a nie rasową Słowianką z krwi i kości.
Chłopak Kariny w pełni podziela jej pasje. Przy swojej oblubienicy, podczas różnych domowych imprez, paraduje w sutannie. Oboje uwielbiają antykatolickie zabawy i oboje marzą o apostazji. Dla nich świat idealny, to świat bez znamion chrześcijaństwa, świat bez tradycji- bliżej nieokreślona wspólnota z dostępem do pigułek wczesnoporonnych i nieograniczonego prawa do eutanazji. Karina nie daje nikomu złudzeń, co do swojej wizji przyszłości, ufając przy tym, że to będzie pełnia szczęścia dla niej samej oraz całego rodzaju ludzkiego.
Elżbieta
Elżbieta walczy o białą rasę. Jest w tym postanowieniu mocno zdesperowana, albowiem świadomość mijającego czasu nie pozostawia jej złudzeń, co do posiadania potomstwa. Usilnie szuka na internetowych randkach godnego kandydata na świetlaną przyszłość spod znaku 14 Słów.
Dla Eli świat nie jest zbyt skomplikowany. Istnieją proste podziały. Rzeczywistość opiera się o prawa natury, wobec których ona staje się bezradna. Jej życie zamyka się w doczesności splecionej wizjami permanentnego dobrobytu, nieustannego odchudzania się i wynajdywania niezliczonych powodów, wzmagających maksymalną aktywność partnera w zaspokajaniu jej jakże wzniosłych i doczesnych potrzeb.
Ela ma w sobie niejeden talent, przysługujący femme fatale. Chociażby taki, który pozwala jej nieustannie generować proste problemy, do rangi wielowątkowych intryg. Poza tym bywa wielce sugestywna, kiedy tylko widzi, że znalazła się przy niej akurat taka osoba, która nie potrafi jej jednoznacznie odmówić pewnych, jakże ziemskich, znamion kobiecego dobrobytu. A ma ona nieograniczone potrzeby posiadania niemalże wszystkiego, co można później prezentować, zgromadzonej gawiedzi, wielbicieli jej specyficznego uroku.
Tak naprawdę, to ona nie jest wcale złą dziewczyną. To świat, otaczający jej wiecznie wyziębiony pokój w bloku, jest zły. Źli są wszyscy, którzy nie dają się namówić na uległość i cii, którzy ośmielają się mieć nieco odmienne zdanie na kluczowe kwestie w zakresie wiary, nadziei oraz miłości. Złym i niegodnym zostaje więc ten, który nie daje się złapać w sidła wdzięków jej wycieńczonego dietą i lampami solarium ciała.
Do Polski zło przyszło z Watykanu. Elka jest o tym święcie przekonana. Daje temu wyraz w swoich nieustannych monologach, choć potrafi zatrzymać się przy sacrum, aby podziwiać kształt architektury. Ela uważa się za pogankę i nie ukrywa swojej niechęci do jakichkolwiek innych wierzeń. Ma w tej materii sporo do powiedzenia, podobnie jak Jerzy Urban w swojej gazecie. Lecz Ela nie prowadzi zawiłej polemiki, bo tego nie lubi. O wiele łatwiej jest jej stawiać tezy, kryjąc się w boskim cieniu Światowida, choć sama nosi na szyi młot Thora.
Większość jej czasu pochłania niechęć. Ta powszechna i prosta cecha, łącząca ludzi blokowisk, polskich miast. U kobiet pokroju Eli ma to szczególne znaczenie. Niechęć łączy się z bezsilnością, której owocem staje się ucieczka. Ta nieustanna gonitwa i poszukiwanie iluzorycznych rozwiązań, najczęściej prowadzi ludzkość do zakładów psychiatrycznych. To choroba nowych czasów i pogmatwanych osobowości, choć Elżbieta, ma tylko jedną słabość. To miłość czysta i wzniosła, do człowieka, który przed wielu laty, zasiał w głowie, tej przyszłej położnej, zbyt wiele wątpliwości. Choć człowiek ten już dawno nie żyje, problemy pozostały i jakoś same nie chcą się rozwiązywać.
Cóż zatem zrobić z nadmiarem nagromadzonej nienawiści, kiedy jest ona skierowana nawet przeciwko jej samej w chwilach niedających zapomnieć, o jej tatarskim pochodzeniu?
Natalia
Jeśli można mówić o strachu i zobrazować go personalnie, to Natalia jest tego dobrym przykładem. Dziewczyna ze środkowo- południowej Polski, nazywanej „Polską C”, zamknięta się w swoich czterech ścianach. Natalia boi się świata, który nie tylko jej nie rozumie, ale i potrafi szczelnie osaczać. Dlatego nie umie się odnaleźć w swoim środowisku nastolatek, choć medialnie jest osoba bardzo aktywną.
Natalia jest wszechobecna w sieci internetowej. Pisze, polemizuje, streszcza, przedstawia, zamieszcza, choć jeszcze nie ma 18 lat. W wieku, kiedy, większość nastolatek przezywa intensywny okres hormonalny, Natalia ogłasza wszem i wobec, że pragnie zostać starą panną, aby móc lepiej poświęcić się dziennikarstwu.
Natalia deklaruje się jako osoba o poglądach skrajnie nacjonalistycznych. Jej światopogląd to wszelaka mieszanina odmian patriotyzmu, klerykalizmu i ateizmu. Na samym początku tego galimatiasu, owy ateizm, był tylko skromnym dodatkiem do filozofii miłości do Radia Maryja oraz Ojca Dyrektora. Potem, myśl ta stała się podwaliną zdecydowanej walki Natalii z wiarą, oczywiście katolicką, bo o innych religiach jakoś nie wspomina na swojej stronie internetowej.
Marzeniem Natalii jest dozgonna synteza ateizmu z narodowym- radykalizmem, w taki sposób, który umożliwi przeobrazić rzymski katolicyzm w panteistyczną idee fixe. Szczegółów Natalia nie zdradza, choć można się domyśleć, jaki ma do tego stosunek osobisty.
Natalia z każdym włączeniem komputera nasila swoją ateistyczną działalność. Na portalach multimedialnych z dumą prezentuje antykatolickie limeryki. Jej walka z Bogiem ma charakter mistyczny, podobnie jak zmaganie się Tilo Wolfa ze swoją ciemną stroną osobowości. Cienie depresji, kroczą śmiało tuz obok Natalii, a ta- świadoma zagrożeń cywilizacji- oddala się w coraz głębsze seanse aseksualnego postfeminizmu.
Natalia unika ludzi. Mimo oświecenia ateizmem, stare problemy nie zniknęły. Świat jakoś nie da sam się rozwiązać, ani naprawić. Tym bardziej przy pomocy komputera i coraz bardziej zawiłej twórczości literackiej.
Martyna
Południowa Wielkopolska. Prowincjonalne miasto, peryferia przypominające rolniczą osadę. Cicha, spokojna ulica, na której częściej słychać pianie koguta, niż przejeżdżający samochód. Świat Martyny zamyka się w jednym z niedokończonych domów, którego twórczym oknem na świat, jest ekran monitora LCD.
Martyna ma kilka osobowości w zależności od tego, z kim aktualnie utrzymuje kontakt. Inteligentna, błyskotliwa, pisze wiersze, perfekcyjnie konfabuluje. W młodości wywoływała duchy i od tamtego momentu nie wszystko się układa jak powinno. W Internecie szuka swojego ideału rycerza, takiego, który będzie jednocześnie chłopakiem, bratem i ojcem.
Świat Martyny ma wiele płaszczyzn. Zbyt wiele, aby się w nim odnajdywać bezkonfliktowo. Kreowanie wirtualnych osobowości, nie pozostaje bez wpływu na własną osobowość. Trudno być jednocześnie aniołem i demonem, panną i mężatką, nierządnicą i świętą, nacjonalistką i komunistką. W pewnym momencie można się zatracić pomiędzy sferami cybernetycznej przestrzeni. Wtedy, liczni wielbiciele Martyny, uświadamiają sobie nagle, że od momentu jej poznania, świat ich egzystencji, przeobraził się w czysty matrix.
Martyna boi się przekroczyć progu kościoła. Niewidzialna siła wyrzuca ja wręcz na zewnątrz. Szukając sposobu na równowagę duchową, trafiła pod skrzydła rodzimowierców. Romans z poganami zapewnił jej wiele krajoznawczych atrakcji, a wyznawców Trygława przyprawił o nowe doświadczenia z zakresu stosunków interpersonalnych.
Martyna nie szuka sposobu na zbawienie świata. Nie chce też wyzwalać ludzkości spod panowania kleru. Sukcesem natomiast jest niewątpliwy fakt, zjednoczenia wszystkich osobników płci męskiej, którzy przez moment uwierzyli w swój męski potencjał przy Martynie. Siebie nie potrafi uwolnić od demona pozoru, gdyż wygodniej jest wierzyć w nic, niż w cokolwiek, wymagającego chociażby minimalnego zaangażowania.
Koleżanki Martyny opowiadają kawały o księżach i zakonnicach, więc w ich gronie czuje się naprawdę wyzwolona. Będąc nastolatką, marzyła o wielkim świecie, ufając, ze jak dorośnie, to świat się o nią upomni. Świat jednak ciągle milczy. Martyna nieustannie czeka, a świat pędzi do przodu. Wokół niej krąży jedynie wysłannik władcy tego świata, zamykając przed nią wszelkie wrota możliwości, skorzystania z wolnej, ciągle jeszcze, woli.
Edyta
Podobnie jak w przypadku Kariny, socjologia wywarła niemały wpływ na światopogląd Edyty. Wszechstronność umysłu, pozbawionego jakichkolwiek obciążeń, pozwoliła na beztroskie zdobywanie wiedzy w sposób maksymalny. Nauka wypełnia niemalże cała dobę jej życia. Poza tym, Edyta ma szerokie plany, co do swojej przyszłości. Jako patriotka, pragnie czynnie służyć swojej Ojczyźnie w szeregach armii. Będzie bronić Polski pośród afgańskich skał i piasków irackiej pustyni. Znajdzie się wszędzie tam, gdzie zaistnieje potrzeba przywrócenia narodom uciśnionym, wolności od światowego terroryzmu.
Edyta nie zwraca uwagi na mężczyzn. Tylko jeden mógłby przyprawić ją o niekontrolowane wibracje. To Richard Dawkins, którego książek jest miłośniczką. Dawkins, swego czasu, napisał biblię ateizmu- „Bóg Urojony”. Tym sposobem stał się sławny w województwie kujawsko- pomorskim i w okolicznych Borach Tucholskich. Edyta, bowiem, wzorem Apostołów, postanowiła głosić „dobrą nowinę”. W sobie tylko znany sposób, każdemu niemal, kto stanie na jej drodze, wciska opusy brytyjskiego ateisty. Robi to niezwykle umiejętnie. W zanadrzu ma jeszcze cały pakiet innej literatury. Swoje argumenty opiera na wszystkich źródłach, które posługują się językiem krytyki kościoła i kleru, negacji religii, czy satyry antykatolickiej.
Edyta ma w swoim komputerze pokaźną bibliotekę naukowych autorów. Jej ateizm patriotyczny umacnia zarówno Karol Marx, Baruch Spinoza, jak i Fryderyk Nietzsche. Rodzimy Andrzej Nowicki jest dawkowany już niewierzącym znajomym. Edyta potrafi być hojna i ochoczo dzieli się tą literaturą.
Edyta czuje silną więź z naturą. Gdyby przeniosła się w czasy filmowej „walki o ogień” z pewnością wieści o niej przetrwałyby do czasów dzisiejszych. Ewoluujące małpoludy wspomniałyby o niej na którejś ze ścian jaskiń.
Edyta ucieka od cywilizacji. Czas wolny jest wypełniony maksymalnie. W otoczeniu przyrody, zamienia się w niewinną świteziankę, znajdując kolejne dowody na materialność świata. Technika, to zło koniczne, które mimo tak wielu wad, umożliwia chociażby dostęp do portali ateistycznych oraz pogańskich.
Edyta czuje się lepsza od innych. Jest przekonana, że zna odpowiedzi na wszystkie pytania, dotyczące tajemnic istnienia. Jej wiara w ewolucję, toruję drogę niepewności, co do początków wszechświata. Prawdę mówiąc, kiedy się spogląda na miny, jakie robi pozując do nielicznych fotografii, trudno nie przyznać racji Darwinowi, co do jego teorii.
Edyta ufa, że następnym etapem ewolucji, będzie powstanie nadczłowieka. Minie jeszcze sporo czasu, a w tym czasie nauka da ludzkości więcej odpowiedzi na kwestie dotychczas nieznane. Wtedy stanie się dokładnie tak, jak w myśl jej marzeń-, aby kościoły zamienić na hale targowe i pływalnie, bo kto chciałby jeszcze wierzyć w cokolwiek poza rozumem?
Wierzyć lub nie wierzyć- oto dylemat nowych czasów. Na szczęście pośród niewierzących, są ludzie odporni na antykatolicki zgiełk, rozumiejący istotę wiary w kreowaniu właściwego wizerunku Polski oraz Europy. Są tacy, którzy niezaślepieni „antychrześcijańską histerią”, doceniają pozytywne walory naszej tożsamości, ciągle opartej na fundamencie łacińskim.
Ateizm jest bardzo komfortowy. Praktycznie, nie stawia wymagań. Można podporządkować mu większość doktryn politycznych. Świadomość społeczna uwierzytelni każdą tezę, wynikającą z teorii nieistnienia Boga.
W państwach świeckich, podtrzymuje się sztuczną wojnę pomiędzy wiedzą z wiarą. Człowiekowi przykutemu do wszechobecnych Medów, nie daje się większego wyboru. Świat maksymalnie nastawiony na konsumpcję i egzystencjalną doczesność, zaciera instynkt odwołania się do sumienia. Igranie faktem i hipotezą ma wielokrotnie wymiar groteski. Pewność w postrzeganiu świata w oparciu o prawa materii czasem przynosi często tragiczne skutki. Dobrze to zobrazował Krzysztof Kieślowski w „Dekalogu I”.
Stopień umiejętności właściwego odbioru rzeczywistości, najczęściej opiera się o nasze codzienne, rutynowe czynności. Wszystko, czego doświadczamy onirycznie, umacnia naszą wiedzę. Popadamy w rutynę pewności wielu rzeczy, jak chociażby przyjazd autobusu na przystanek. Wszystko, co jesteśmy w stanie odebrać zmysłami bezpośrednio, potęguje naszą wiedzę i dlatego mechanicznie wykonujemy tak wiele czynności. Ale tutaj należy postawić pytanie, czy do tego autobusu, który wiemy jak wygląda, jaką ma trasę i o której godzinie znajdzie się na naszym przystanku; zawsze uda nam się bezpiecznie dotrzeć?
Czy, kiedy wychodzimy z naszych, ciągle jeszcze bezpiecznych domów, mamy pewność, a także wiedzę, o tym, że dojdziemy bezpiecznie do celu; czy też ufamy i wierzymy, że tak się właśnie stanie?
Tomasz J. Kostyła
Źródło: Konserwatyzm.pl
|