|
Szkoła Podstawowa nr 1 w Krakowie zabroniła uczniom biegać na przerwach. Część rodziców się buntuje. Dzieci za to znalazły sposób, by rozładować energię i ominąć prawo: podskakują na korytarzach jak piłki.
- Najpierw ogarnął mnie śmiech, a po kilku tygodniach przerażenie, bo dzieci, które po 45 minutach siedzenia w ławce muszą gdzieś rozładować energię, wymyśliły nową zabawę. Podskakują na korytarzach z kolegami, kto wyżej. Tylko czekam, aż się któryś poślizgnie, złamie nogę lub rozwali głowę - opowiada pan Jerzy, ojciec jedenastolatka z podstawówki nr 1 w Krakowie.
Razem z kilkoma innymi rodzicami próbował wpłynąć na szkołę, by wycofała się z nienaturalnego według niego zakazu. - Zostałem jednak zakrzyczany przez grupę przewrażliwionych matek. Teraz nie zostaje mi nic innego, jak dać dziecku na uspokojenie relanium przed pójściem na lekcje. Inaczej zaskacze się na śmierć - ironizuje.
Wczoraj w szkole nie było ani dyrektorki, ani jej zastępczyni. Pan Jerzy został poinformowany przez wychowawczynię chłopca, że zakaz został wprowadzony "w trosce o bezpieczeństwo uczniów". Taki zakaz obowiązuje też w SP nr 85. Jej dyrektorka Barbara Nowak tłumaczy: - Mamy wąskie korytarze. Nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdyby zderzyli się pędzący z naprzeciwka uczniowie.
Zakaz biegania na korytarzach podczas przerw ma już w swoim statucie co druga krakowska podstawówka. W praktyce jednak niewiele z nich go egzekwuje i też mało kto o nim wie. Tymczasem z badań Centrum Edukacji Obywatelskiej wynika, że wprowadzanie przez szkoły zakazu biegania sprzyja... agresji wśród uczniów. Na stronie internetowej Centrum czytamy, że szkoły nie mogą tworzyć norm, co do których mają niemal 100 procent pewności, że uczniowie będą je łamać. - A zakaz biegania po korytarzach jest tego sztandarowym przykładem - zaznacza Danuta Sterna z CEO. - Obok tego, wprowadzając go, zabieramy uczniom możliwość wyładowania energii, ci złapani na jego złamaniu są różnie karani. Jednemu ujdzie płazem, bo nauczyciel uzna, że nie pędził tak szybko, drugi dostanie uwagę za podbiegnięcie do kolegi, jednego nauczyciel zauważy, innego nie. I ta niespójność budzi frustracje - tłumaczy.
Pan Danuta nie może wyjść ze zdumienia, że szkoły wpisują zakaz biegania do statutów. - Jeśli nauczyciele chcą, by uczniowie nie pędzili na złamanie karku na przerwach, powinni zaoferować im w zamian coś atrakcyjnego - uważa. Może to być otworzenie sal gimnastycznych lub - jak zrobiło Gimnazjum nr 1 w Częstochowie - wprowadzenie dyżurów klas, które mają za zadanie wymyślić wszystkim ciekawy sposób spędzania przerwy. Dzięki temu uczniowie częstochowskiej "jedynki" jednego dnia między lekcjami grają na gitarach, innego grają w klasy...
Brak alternatywy prowadzi do tego, że - tak jak w SP nr 1 w Krakowie - dzieci zamiast biegać, podskakują. Sterna żartuje: - Dla konsekwencji, teraz szkoła powinna wpisać do statutu, że i skakanie jest zabronione.
Jedną z krakowskich podstawówek, w których zakaz biegania nie obowiązuje, jest SP nr 68. Tam chłopcy gonią po korytarzach, a dziewczynki grają w gumę. Czuwają nad nimi dyżurujący nauczyciele. Dyrektorka, Teodozja Maliszewska, pytana, czy nie boi się o bezpieczeństwo uczniów odpowiada: - Dla bezpieczeństwa to uczeń powinien siedzieć w swoim pokoju w domu i nigdzie nie wychodzić. Ruch jest jedną z podstawowych potrzeb rozwojowych dzieci i nie mam zamiaru jej tłumić. Zwłaszcza po 45 minutach siedzenia w ławce.
Według Maliszewskiej szkoły wprowadzają zakaz biegania, by mieć alibi w razie, gdyby coś się stało. - A jak jest zakaz, którym można pomachać przed nosem rodzicom w razie wypadku, to panie nauczycielki nie muszą się już przykładać się do dyżurów podczas przerw i mogą sobie spokojnie poplotkować - uważa.
Jak chodzić, żeby nie biegać? Przepisy chodu sportowego nakazują zawodnikowi ciągły kontakt z podłożem jedną ze stóp, co uniemożliwia pokonywanie trasy biegiem oraz wyprostowanie w kolanie nogi pozostającej z tyłu.
Olga Szpunar
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
|