|
Z o. Edwardem Kryściakiem SP, dyrektorem Zespołu Szkół Zakonu Pijarów im. św. Józefa Kalasancjusza w Poznaniu, asystentem prowincjalnym ds. pedagogicznych, rozmawia Maria S. Jasita.
Wdrażana od początku roku szkolnego reforma edukacji autorstwa minister Katarzyny Hall pomoże czy zaszkodzi polskiej szkole?
- Odpowiedź na to pytanie, tak w pierwszym odruchu, to chyba tylko uśmiech. Reforma zakłada tak wiele różnych elementów, że trudno o ich jednoznaczną ocenę. Można znaleźć rozwiązania, które wydają się pozytywne, jak też takie, które budzą niepokój. Na pewno pozytywnym wydarzeniem było wypracowanie podstawy programowej dla szkół w sposób szczegółowy. Do tej pory te zapisy były bardzo ogólnikowe, natomiast uszczegółowienie następowało w tzw. wymaganiach - standardach egzaminacyjnych. Nauczyciel musiał znać oba te dokumenty, by przygotować ucznia do egzaminów na zakończenie kolejnego etapu edukacji. Teraz wszystko zawarte jest w jednym dokumencie, więc jest to plus. Pozytywnie oceniam też pomysł, że w roku szkolnym 2009/2010 na egzaminie maturalnym pojawi się obowiązkowa matematyka. Podstawowa znajomość matematyki przydaje się na co dzień w życiu, a z matematyką w polskiej szkole nie jest najlepiej.
A jakie zmiany uważa Ojciec za niekorzystne?
- W aspekcie samej podstawy programowej minusem może być poczucie pewnego niedosytu w zakresie treści. Wielu nauczycieli podkreśla, że obniżane są systematycznie wymagania edukacyjne. Niepokój budzą też pewne zapisy, które zawężają możliwość prezentowania różnych punktów widzenia na jakiś problem, narzucając jeden "słuszny pogląd", w którym należy kształcić. Innym aspektem nowej reformy, od początku budzącym wiele emocji, było obniżenie wieku szkolnego. Wielu rodziców nie zdecydowało się na posłanie swoich sześciolatków do klasy pierwszej. Dobrze, że początkowo obligatoryjny zapis został złagodzony, dając możliwość podjęcia tej decyzji przez rodzica i szkołę. Pojawiło się także wiele rozporządzeń Ministerstwa Edukacji Narodowej - np. to o podręcznikach i programach, które nakłada na dyrektora obowiązek sprawdzenia, czy dany program jest zgodny z podstawą. Kiedyś robili to eksperci z danej dziedziny, teraz dyrektor ma się znać na każdym przedmiocie. Oprócz tego według rozporządzenia o nadzorze pedagogicznym przestaje funkcjonować zasada, że każda szkoła ma swojego wizytatora z ramienia kuratorium. Obecnie działania kuratorium mają mieć charakter kontrolno-ewaluująco-wspierający, ale z drugiej strony także zadaniowy. Ocenę konkretnego aspektu z życia szkoły będzie stawiał ktoś, dla kogo szkoła nie będzie dobrze znana. Możliwe, że zamysłem twórców był obiektywizm oceny szkoły, z drugiej jednak strony istnieje obawa tylko urzędniczego jej traktowania poprzez jakieś statystyki, liczby i tabelki, bez uwzględniania konkretnego środowiska.
Skupmy się na szczegółach: jak z perspektywy pedagoga z wieloletnim stażem ocenia Ojciec pomysł posłania sześciolatków do szkoły?
- To chyba najsłabszy i najbardziej gorący element reformy. Wiele szkół nie dało rady przygotować się na przyjęcie tych dzieci. Poza tym pomysł mieszania dzieci siedmio- i sześcioletnich nie wydaje się najszczęśliwszy - to niby tylko rok różnicy, jednak z drugiej strony jest to aż rok. Sam fakt, że dziecko radzi sobie intelektualnie w wieku sześciu lat, nie oznacza, że poradzi sobie emocjonalnie. W szkole, którą prowadzę od czterech lat, nie zdecydowaliśmy się na przyjęcie sześciolatków do pierwszej klasy. Stworzyliśmy natomiast możliwość realizowania ostatniego roku nauczania przedszkolnego, tzw. zerówki, na terenie szkoły.
MEN drastycznie ingeruje w listę lektur szkolnych...
- Kiedy minister Roman Giertych dokonywał zmiany listy lektur, odbywały się wielkie protesty, palenie kukieł, głośno pisano o tym i atakowano go. Natomiast kiedy obecny minister dokonał zmian - a w niektórych przypadkach były to cięcia znacznie większe - raczej protestów nie było, bo media nie rozpisywały się o nich. To pokazuje, jak łatwo można manipulować opinią publiczną. Problemem pierwszym jest w tym aspekcie sam dobór lektur, drugim - bardzo duże ograniczenie ich ilości.
Nowością jest również wprowadzenie wychowania do życia w rodzinie jako odrębnego przedmiotu. Ma on być obowiązkowy - o ile poszczególni rodzice nie zadeklarują czynnego sprzeciwu.
- Obowiązkowe zajęcia to chyba ukłon w kierunku środowisk lansujących konieczność wyręczenia rodziców i przejęcia przez państwo "właściwego" kształtowania postaw w zakresie seksualności. Zachód, przynajmniej niektóre państwa, już dostrzegł i doświadcza "efektów" edukacji seksualnej. Czy to dobry pomysł? Wszystko zależy od tego, jak i co będzie przekazywane. Mam nadzieję, że rodzice nie poczują się zwolnieni z zadania, jakim jest wychowanie dziecka także w tej delikatnej dziedzinie.
Jak w tej nowej sytuacji radzą sobie szkoły katolickie?
- Szkoły katolickie muszą z jednej strony zrealizować to wszystko, co zakłada podstawa programowa. Jednak z drugiej strony na szczęście nie zatraciły swojego oddziaływania wychowawczego, co powoduje, że posiadają swój charakter. Rodzice, dokonując wyboru szkoły, często wskazują właśnie na aspekt wychowawczy. Podkreślają także większe bezpieczeństwo. Dużą rolę odgrywa Rada Szkół Katolickich. Ponadto w momencie pojawienia się nowej podstawy programowej podjęta została próba stworzenia programów, które z jednej strony będą gwarantowały realizację tej podstawy, a z drugiej pozwalają na uzupełnienie jej o takie treści, które pokazują chrześcijańskie, integralne podejście do człowieka i świata.
Szkoły pijarskie mają wielowiekową tradycję. Dlaczego rodzice posyłają do nich swoje dzieci?
- Szkoły pijarskie starają się czerpać z doświadczenia przeszłości, a jednocześnie odpowiadać na potrzeby naszych czasów. Dlaczego warto je wybierać? Wskazać można na kilka elementów. Po pierwsze: całościowa wizja człowieka. Nie tylko kształcenie intelektu, ale również ducha i serca oraz - poprzez sport - ciała. Kolejnym aspektem jest indywidualne podejście do dziecka: to ono jest najważniejsze w szkole, bo nie jest anonimowe. W klasach nauczania zintegrowanego staramy się wspierać dziecko poprzez obecność obok nauczyciela osoby wspomagającej. Uczniowie słabsi mogą w ten sposób zdobywać wiedzę.
W rytm życia szkoły wplecione s ą wydarzenia roku liturgicznego...
- W poprzednim roku szkolnym towarzyszył nam np. św. Paweł. Ponadto codziennie lekcje zaczynają się i kończą modlitwą, raz w tygodniu uczniowie mogą uczestniczyć na terenie szkoły w Eucharystii. Chociaż jest to propozycja i przychodzą jedynie ci, którzy chcą - bo trzeba wstać wcześniej - to kaplica czasem "pęka w szwach". Również sami uczniowie wychodzą z inicjatywami w tym zakresie: już od dwóch lat na długiej przerwie w piątki spotykają się w kaplicy, by modlić się Koronką do Miłosierdzia Bożego. Kaplica jest dostępna w każdej chwili, więc każdego dnia można w niej spotkać uczniów, którzy na przerwach wchodzą, by tu zaczerpnąć siły duchowej. Chciałbym też podkreślić, że chociaż szkoła ma charakter wyznaniowy, to wcale nie oznacza, że jest zarezerwowana tylko dla uczniów z katolickich rodzin. Warunek bycia świadkiem wiary i wychowywania w świecie wartości stawiamy jedynie nauczycielom. Podobnie jak miało to miejsce w czasach Kalasancjusza traktujemy szkołę jako miejsce ewangelizacji, przekazu wiary - nie tylko dla tych, którzy chcą ją pogłębiać, ale także dla tych, którzy jej poszukują czy jej nie znają.
Jak wygląda współpraca z władzami Poznania?
- Starając się o otwieranie kolejnych placówek, próbujemy kontynuować dzieło naszego założyciela - tworzyć szkoły dostępne dla wszystkich. Szkoła prywatna to zawsze jakaś bariera dla tych, których na nią nie stać, stąd idea szkoły publicznej. Na szczęście ustawa o systemie oświaty pozwala na takie rozwiązania. Oczywiście jakość funkcjonowania szkoły zależy od relacji między organem prowadzącym (w tym przypadku Polską Prowincją Zakonu Pijarów) a władzami miasta. Na obecnym etapie można powiedzieć, że szkoła pijarska już wpisała się w strukturę oświatową Poznania i cieszy się dużym zainteresowaniem, co widać chociażby po liczbie osób ubiegających się o miejsce w szkole. Ważne zadanie stoi jeszcze przed liceum ogólnokształcącym, które musi zdobyć "markę": jest szkołą nową i w zestawieniu z tradycjami wielu poznańskich szkół potrzeba jeszcze wiele pracy. Wyjątkowo trudne dla szkoły jest to, że znajduje się w dzierżawionym budynku, zatem musi płacić czynsz. To w pewnym sensie brak równego traktowania podmiotów - placówki prowadzone przez samorząd nie ponoszą takich dodatkowych kosztów. To także specyfika Poznania, gdyż w innych miastach szkoły nie ponoszą tego typu kosztów, jako że wykonują zadania gminy. Ponadto budynek potrzebuje bardzo dużych nakładów remontowych: tylko podczas tegorocznych wakacji zakon wydał 450 tys. zł w remont sali gimnastycznej i jej zaplecza.
Dziękuję za rozmowę.
Źródło: Dziennik.pl
|