|
Nie mogą być dobrymi świadkami Boga tacy duchowni, którzy z większym entuzjazmem rozmawiają z młodzieżą o sporcie czy samochodach niż o Bogu i świętości. Z ks. Markiem Dziewieckim, krajowym duszpasterzem powołań, rozmawia Małgorzata Pabis.
W ogłoszonym niedawno Orędziu na 47. Światowy Dzień Modlitw o Powołania Ojciec Święty Benedykt XVI stwierdza, że "zakonnicy są znakami sprzeciwu" dla świata. Co to oznacza?
- Każda forma życia, która jest wyraźnym i wiernym naśladowaniem Chrystusa, staje się znakiem sprzeciwu dla tych, którzy nie są ludźmi Bożymi i nie kierują się mądrością Ewangelii. Nasze czasy są wyjątkowo negatywne pod tym względem. Wręcz modą i formą poprawności politycznej w dominującym nurcie życia społecznego i w wiodących mediach laickich stało się kpienie z wszystkiego, co Boże i szlachetne. Dla tych, którzy nie zachowują przykazań i stawiają samych siebie na miejscu Boga, którzy nie szanują nawet swoich rodziców, zabijają, kradną, cudzołożą, pożądają i nie kochają - życie w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie wobec Boga jest czymś, co dziwi i niepokoi. Na szczęście, taki niepokój może stać się punktem wyjścia do osobistej refleksji i do postawienia sobie pytania: Po co i dla kogo żyję? Osoby konsekrowane mają oczyszczający wpływ na życie zlaicyzowanego społeczeństwa, gdyż pomagają nam uwolnić się od iluzji, że do szczęścia wystarczy nam cokolwiek innego niż miłość.
Obecnie mówi się o kryzysie powołań. Jak to interpretować?
- Warto najpierw doprecyzować znaczenie pojęć. Otóż w sensie ścisłym wyrażenie "kryzys powołań" nie jest poprawne. Nie ma bowiem kryzysu powołań, gdyż Bóg nie zapomina o wzywaniu kolejnych pokoleń młodych ludzi do małżeństwa, kapłaństwa czy życia konsekrowanego. Powołania nie są w kryzysie. Mogą go przeżywać natomiast osoby powołane, czyli chłopcy i dziewczęta, którzy - z winy dorosłych czy też własnej - czują się jak ludzie bez powołania.
Wielu młodym osobom z trudem przychodzi odkrywanie osobistego powołania nie tylko wtedy, gdy są wezwane do kapłaństwa albo życia zakonnego, lecz także do małżeństwa. Każde powołanie jest najpierw i przede wszystkim wezwaniem do miłości: czystej, wiernej, wytrwałej, stanowczej, odważnej, i dlatego realizacja każdego powołania nie zależy tylko od otrzymanego daru, ale też od solidności wychowania młodych ludzi. W kryzysie znajdują się nie tylko ci, którzy stoją przed podjęciem życiowych decyzji, ale także dorośli, którzy powinni pomagać nastolatkom w odkrywaniu ich drogi życiowej, a tego nie czynią.
Zatem także w budzeniu powołań do stanu duchownego istotna jest rola świadectwa życia kapłanów, zakonników, sióstr zakonnych. Bardzo podkreśla to w swym tegorocznym Orędziu Ojciec Święty...
- Świadectwo jest podstawą zaufania i warunkiem tworzenia pogłębionych więzi. Ufamy tym osobom, o których ktoś wiarygodny daje dobre świadectwo. Na tej ziemi nawet Bóg potrzebuje świadków po to, by ze swoją miłością łatwiej docierać do kolejnych pokoleń młodych ludzi. To Bóg jest dawcą powołania, a pójście za Jego głosem to wybieranie drogi błogosławieństwa i życia. Jest to jednak szlak trudny, wąski, stawiający wysokie wymagania i przez to mniej uczęszczany. Właśnie dlatego młodzi ludzie zawsze potrzebują przekonującego świadectwa ze strony dorosłych, że warto pójść tą drogą. Wszyscy potrzebujemy wzoru szlachetnych ludzi, którzy upewniają nas o tym, że warto zaufać Bogu do końca. Same słowa tu nie wystarczą. Potrzebne jest świadectwo - radosne, bez cienia wątpliwości! Nie mogą być dobrymi świadkami Boga tacy duchowni, którzy z większym entuzjazmem rozmawiają z młodzieżą o sporcie czy samochodach niż o Bogu i świętości, którą Bóg proponuje człowiekowi.
Benedykt XVI wymienia trzy aspekty życia kapłana istotne w dawaniu świadectwa: przyjaźń z Jezusem, dar z siebie dla Boga oraz życie we wspólnocie. Dlaczego właśnie na te elementy wskazał Papież?
- Te trzy formy świadectwa są rzeczywiście najważniejsze w tworzeniu kultury powołaniowej. Żebym komuś zawierzył moje życie, żebym komuś potrafił zaufać bardziej niż własnemu sercu i marzeniom, muszę być z tą osobą zaprzyjaźniony. Stać się przyjacielem Jezusa to być świadkiem, że każdego z nas Bóg kocha nie tylko nieodwołalnie, ale też w sposób najmądrzejszy ze wszystkich możliwych. I że każdemu z nas podpowiada najlepszą ze wszystkich możliwych drogę życia, bo On nie tylko nas bezwarunkowo kocha, ale też do końca rozumie.
Nie ma miłości bez służby, pracy, zaangażowania, wysiłku. Właśnie dlatego drugi wymiar świadectwa to stawanie się darem z samego siebie - dla Boga i bliźnich. Bycie darem to nieuchronna konsekwencja miłości. Nie ma miłości zamkniętej w sobie. Nie ma miłości wygodnej! Przeciwnie, każda prawdziwa miłość jest wielkoduszna i ofiarna. Kto nie staje się darem, kto szuka jedynie własnej wygody, ten ulega egoizmowi i daje antyświadectwo.
Trzecim wymiarem świadectwa ze strony osób już powołanych jest okazywanie miłości osobom z najbliższego otoczenia: we wspólnocie małżeńskiej, kapłańskiej czy zakonnej. Radosne, harmonijne więzi z bliźnimi to najpewniejszy sprawdzian mojej więzi z Bogiem i mojej miłości do Boga. Ironicznie mówiąc, niektórzy ludzie myślą, że kochają Boga tylko dlatego, że nie kochają człowieka. Na Sądzie Ostatecznym Jezus nie zapyta mnie o to, czy kochałem Boga, lecz czy kochałem człowieka. I to tego, który nie mógł mi się odpłacić, bo był biedny, nagi, chory, uwięziony, bezradny.
Osoby konsekrowane żyją w czystości, posłuszeństwie i ubóstwie według rad ewangelicznych. Czy może to być dziś atrakcyjne dla ludzi młodych, którym świat proponuje życie w dobrobycie i przyjemności?
- Tak, pod warunkiem że potrafimy w czytelny sposób wyjaśnić młodym ludziom znaczenie takiego stylu życia. Zadaniem rodziców i osób duchownych jest opisywanie ewangelicznych ideałów w języku zrozumiałym dla młodych. Pierwsza rada ewangeliczna to ubóstwo. Warto wyjaśniać nastolatkom, że nie chodzi tu o życie w biedzie czy o lekceważenie materialnych potrzeb człowieka, ale o respektowanie ewangelicznej hierarchii wartości, czyli faktu, że człowiek ważniejszy jest niż to, co posiada. Druga rada ewangeliczna to czystość. Młodzi ludzie zaczynają rozumieć, czym jest czystość wtedy, gdy wyjaśniamy im, że jej istota to świadomość, iż osoba jest nieporównywalnie ważniejsza niż przyjemność. Czystość - także w odniesieniu do osób konsekrowanych - to nie lęk przed bliskością, miłością czy czułością. Przeciwnie - to najlepsza ochrona miłości i gwarancja tego, że relacje międzyludzkie - a zwłaszcza więzi mężczyzny i kobiety - będą rzeczywiście oparte na miłości, a nie na pożądaniu czy uległości. Trzecia rada ewangeliczna to posłuszeństwo. Mądre i dobrowolnie przyjęte posłuszeństwo nie oznacza rezygnacji z wolności! Bóg obdarzył nas wolnością nie po to, byśmy robili cokolwiek, lecz po to, byśmy mieli szansę kochać i podejmować zobowiązania wynikające z miłości. Najszybciej tracą wolność ludzie nieposłuszni Bogu i własnemu sumieniu. Stają się oni zwykle posłuszni naciskowi środowiska czy własnych popędów i popadają w różne formy zniewolenia. Nieposłuszeństwo syna marnotrawnego nie doprowadziło go na szczyt wolności, lecz przeciwnie - zepchnęło na drogę upokorzenia, uzależnienia i cierpienia.
Dziękuję za rozmowę.
Źródło: Nasz Dziennik
|