|
Z Ireną Kazimierczuk, siostrą dr Bożeny Łojek, przewodniczącej Polskiej Fundacji Katyńskiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej, rozmawia Bogusław Rąpała.
Jak ocenia Pani przebieg postępowania prowadzonego w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem?
- Oceniam go nie najlepiej. Wciąż jest mnóstwo nieścisłości, niedomówień i informacji, które wprowadzają w błąd opinię społeczną. Tak to niestety wygląda.
Czy jako najbliżsi ofiar są Państwo w szczególny sposób informowani o przebiegu śledztwa?
- Niestety nie. Mamy pełnomocnika, ale w zasadzie nie mamy dostępu do informacji innych niż te, które przekazują środki masowego przekazu. Oczywiście, zawsze możemy poprosić o dodatkowe, ale nie ma to większego sensu, bo wszystko owiane jest wielką tajemnicą.
Co sądzi Pani o działaniach rządu polskiego w tej sprawie? Czy są one wystarczające?
- Wydaje mi się, że nie są na tyle wystarczające, by mogły pomóc w dojściu do prawdy, ale cóż, mamy co mamy. Rząd powinien wnioskować o powołanie niezależnej komisji międzynarodowej do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tej katastrofy. Jesteśmy niedoinformowani, a to, co wiemy, wiemy z mediów. Ten chaos informacyjny powoduje powstawanie wielu spekulacji i podejrzeń. Uważam, że powołanie takiej komisji rozwiałoby wszelkie wątpliwości. Wtedy ilość środków, których można by użyć do zbadania przyczyn katastrofy, byłaby dużo większa, a co za tym idzie - większa byłaby również szansa na wyjaśnienie wszystkich związanych z nią okoliczności. Ale szczerze mówiąc, mocno wątpię w możliwość odkrycia prawdy.
Jak ocenia Pani działanie strony rosyjskiej tuż po katastrofie?
- Jeżeli chodzi o identyfikację ciała w Moskwie, w zasadzie nie mam żadnych zastrzeżeń. Byliśmy w szoku i chcieliśmy, żeby jak najszybciej mieć to już za sobą. Byłam tam razem z bratem. Wspólnie braliśmy udział w identyfikacji ciała. Wydaje mi się, że wszystkie procedury, które zastosowano, były konieczne. Mam świadomość, że całe to przesłuchanie musiało nastąpić.
Niedawno rosyjski wicepremier Siergiej Iwanow oświadczył, że wszystko, co można było przekazać, zostało przekazane. Co Pani o tym sądzi?
- Oczywiście, że nie wszystko zostało przekazane, a to, co otrzymaliśmy, zostało nam dostarczone za późno. Wynika to z tego, że dochodzeniem zajęła się strona rosyjska, a nie polska.
Czyli nie jest tak, jak twierdzi rząd, że współpraca z Rosjanami układa się świetnie?
- Moim zdaniem nie. Nie ma żadnej współpracy, strona rosyjska przekazuje nam, co chce i jak chce.
Niektóre rodziny składają wnioski o ekshumację. To zasadne?
- Ja miałam możliwość identyfikacji ciała swojej siostry. Rodziny, które składają wnioski o ekshumację, nie zidentyfikowały swoich bliskich. Ja byłam przy wkładaniu ciała siostry do trumny, plombowaniu jej i przybijaniu tabliczki, a więc mam przynajmniej spokój sumienia. Nie przypuszczam, żeby później mogło dojść do jakiejś zamiany czy też pomyłki. Natomiast wiem, że nie wszyscy brali udział w identyfikacji i nie wszyscy mają pewność, że pochowali swoich najbliższych. Więc nie dziwię się, że te rodziny chcą ekshumacji.
Strona rosyjska domaga się powtórnego przesłuchania bliskich ofiar.
- Do nas nikt się w tej sprawie jeszcze nie zgłaszał. Nie widzę potrzeby składania kolejnych zeznań przed prokuraturą rosyjską. W Rosji byliśmy dwukrotnie przesłuchiwani przez prokuratorów: pierwszego dnia, w którym nie doszło do identyfikacji, i drugiego, kiedy dochodzenie przejął inny prokurator i nastąpiła identyfikacja (co nie znaczy, że na identyfikację ciała wpłynęła zmiana prokuratora). Te przesłuchania były dosyć długie, ale miałam świadomość, że taka była konieczność i procedury. To był bardzo męczący okres, bardzo wyczerpujący fizycznie i psychicznie.
Co Pani samej i innym bliskim ofiar daje przynależność do Stowarzyszenia Katyń 2010?
- Daje mi to nadzieję na dotarcie do prawdy, na to, że uda nam się wpłynąć na władze polskie i tym samym przyczynić się do powołania komisji międzynarodowej, która dogłębnie zbadałaby przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem. Jesteśmy to winni ofiarom tej tragedii.
Dziękuję za rozmowę.
Czas pracuje na rzecz Rosjan
Z Ryszardem Czarneckim, posłem do Parlamentu Europejskiego (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), rozmawia Marta Ziarnik.
Dlaczego skierował Pan do Komisji Europejskiej zapytanie w sprawie postępów śledztwa smoleńskiego?
- Minęło przecież trzy i pół miesiąca od tej największej dla Polski tragedii po II wojnie światowej. Polscy prokuratorzy skarżą się, że nie otrzymali jeszcze dowodów ze strony rosyjskiej i dlatego śledztwo toczy się niezwykle opieszale. Czas ewidentnie pracuje na rzecz Rosjan, a przeciwko nam. Ponieważ polskie władze do tej pory nie potrafiły - bądź nie chciały - wymóc na Rosjanach, by to śledztwo przebiegało sprawniej, uznałem, że sprawę tę trzeba postawić na forum międzynarodowym. A ponieważ Polska jest członkiem Unii Europejskiej, więc wszelkie sprawy sporne między Polską a Rosją należy też widzieć w kontekście unijnym. Ewentualny nacisk Komisji Europejskiej może tę sprawę przyspieszyć. Zwłaszcza że mamy do czynienia z biernością polskiego rządu. Powinniśmy więc liczyć chociaż na wsparcie międzynarodowe.
Czy faktycznie liczy Pan na to, że to wsparcie międzynarodowe uzyskamy?
- Jest to pierwsze umiędzynarodowienie tej sprawy na forum unijnym. Natomiast nie jest to jedyny instrument, którego można użyć. Jestem przekonany, że polscy eurodeputowani, a zwłaszcza posłowie PiS (choć mam nadzieję, że nie tylko), sięgną też do innych instrumentów, które są dostępne w Parlamencie Europejskim - jak chociażby kwestia deklaracji pisemnej, wystąpienia grupy politycznej (tutaj myślę głównie o Europejskich Konserwatystach i Reformatorach) - bo to będzie miało szczególny wydźwięk. Jest też możliwość domagania się presji również ze strony Rady UE. Osobiście uważam, że powinna być tutaj cała gama różnego rodzaju wystąpień i nacisków, tak aby tę sprawę umiędzynarodowić. Tylko wtedy Rosjanie mogą, ewentualnie, z tym śledztwem realnie ruszyć.
Chciałbym także zaapelować do wszystkich posłów, abyśmy w tej sprawie działali poza podziałami politycznymi, gdyż jest to kwestia naszego wspólnego interesu.
Pana zdaniem, gdzie leży większa wina, jeśli chodzi o obecny stan śledztwa - po stronie polskiego rządu czy Rosjan?
- Możemy mówić tutaj językiem teologii i użyć określenia "grzech pierworodny". Owym grzechem pierworodnym było to, że rząd Donalda Tuska nie zażądał pierwszego czy też drugiego dnia po katastrofie przejęcia śledztwa od Rosjan lub co najmniej powołania komisji międzynarodowej. Nie zrobił tego i zdał się na łaskę i niełaskę Rosjan, którzy mają swój interes w tuszowaniu ewentualnych nieprawidłowości i nieujawnianiu pewnych rzeczy związanych z katastrofą. Mamy więc tutaj do czynienia i z ewidentną opieszałością ze strony Rosjan, i z grzechem zaniechania po stronie rządu Donalda Tuska.
Kiedy spodziewa się Pan odpowiedzi?
- Już wiadomo, że nastąpi to podczas pierwszej sesji PE, czyli we wrześniu. I będzie to bądź odpowiedź ustna komisarza, bądź też odpowiedź na piśmie. Z całą jednak pewnością Komisja nie będzie mogła się zachować jak struś, chowając głowę w piasek i udając, że nie ma problemu. Nie będzie możliwości, by sprawa ta została przemilczana bądź zignorowana.
Dziękuję za rozmowę.
Źródło: Nasz Dziennik
|